http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zasada ogólnej podejrzliwości

Magdalena Środa
2011-03-30, ostatnia aktualizacja 2011-03-30 13:47

Skąd taka kariera marketingu politycznego, który podejrzliwość (co do rzeczywistych intencji wypowiedzi i zachowań) podniósł do rangi zasady życia politycznego?

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
ZOBACZ TAKŻE
Niemal każda publiczna debata polityków w ostatnim dziesięcioleciu podlega analizie z punktu widzenia PR i marketingu politycznego. Polityk może być naiwny jak dziecko, prostoduszny albo po prostu tak głupi, że nie stać go na używanie jakichkolwiek metod PR-owych, ale i tak w telewizji pojawi się jakiś spec od marketingu, a najlepiej trzech, którzy będą omawiali złożoność intencji oraz wyrafinowane narzędzia retoryczne i perswazyjne, którymi się posługuje. Pomijając treść.

Szczerość w świecie politycznego marketingu jest niemożliwa. Nie ma w nim miejsca na polityków, którzy mówią, co myślą, zachowują się spontanicznie lub mówią, by coś powiedzieć. Być może takich polityków w ogóle nie ma, ale nawet gdyby byli, polityczny marketing natychmiast by ich unieważnił, dopatrując się w szczerości i prostolinijności nowej metody uwodzenia tłumów.

Ulubieńcem marketingu jest ostatnio Donald Tusk. Gdyby premier wszedł na wizję, powiedziałby: "Nazywam się Donald Tusk" i zszedł z wizji, głowę daję, że najbardziej marketingowa stacja TVN 24 przez kilka dni przy pomocy swoich specjalistów rozważałaby, co miał na myśli, co chciał w ten sposób wyrazić, sprzedać i jak zakwalifikować metodę, której w ten sposób użył.

Gdyby Tusk wszedł na wizję i nic nie powiedział, byłoby tak samo. Nic więc dziwnego, że sobotnia debata, w której powiedział wiele rzeczy, wywołała lawinę marketingowych komentarzy. Niemal żaden nie odnosił się do treści.

Skąd taka kariera marketingu, który podejrzliwość (co do rzeczywistych intencji wypowiedzi i zachowań) podniósł do rangi zasady życia politycznego?

Być może jest to objawem wszystkożerności gospodarki kapitalistycznej, w ramach której nawet ludzie, idee, wizje i stanowiska stają się towarem, który trzeba sprzedać, a więc i wypromować. Założeniem takiego handlu jest z reguły to, że towar jest niewiele wart albo że zgoła jest zupełnie innym towarem niż ten, za który chce uchodzić. Trzeba więc niemałych zdolności, by go innym wcisnąć.

Spece od marketingu rozumieją to doskonale i nie przyjmują do wiadomości, że na świecie istnieją inne rzeczy niż towary lub że czasem towary są takimi, jakimi są, a ich sprzedawcy mają do "handlu" uczciwe podejście.

Marketingowa zasada ogólnej podejrzliwości jest dobrą dla rozwoju tej gałęzi zawodowej. Widać to w mediach. Ale niszczy politykę, zamieniając ją w marketingową grę. Oczywiście robią to też sami politycy, ale chyba nie aż w takim stopniu jak ci, którzy polityką się żywią, nie uprawiając jej.

Ja tam ciągle wierzę, że polityka jest (może być) czymś więcej i czymś innym niż grą pozorów. Z taką nadzieją obserwowałam sobotnią debatę. I niemarketingowo śmiem powiedzieć, że mnie nie zawiodła.

Magdalena Środa - filozof, etyk

  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':