http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cmok w paprotkę

Magdalena Środa
2010-08-18, ostatnia aktualizacja 2010-08-18 15:28

Bronisław Komorowski nie był na pewno gorącym zwolennikiem parytetów, ale zarówno jako marszałek, jak i kandydat w wyborach prezydenckich po wielekroć twierdził, że konieczny jest zwiększony udział kobiet we władzy, i obiecywał, że osobiście na to wpłynie

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
Na Kongresie Kobiet, gdzie pojawił się, by zyskać przychylność kilku tysięcy pań - działaczek, kobiet biznesu, nauki i kultury - obiecywał co najmniej 30-proc. udział kobiet na listach wyborczych, jak również uruchomienie innych "bardziej naturalnych" mechanizmów gwarantujących kobietom większy udział w polityce. Bardzo wiele obywatelek i obywateli dało się na to nabrać.

Teraz - jako prezydent - o obietnicach nie tylko zapomniał, ale przeciwnie, znacznie konsekwentniej niż jego poprzednicy (np. Lech Kaczyński) otacza się męskim gronem: hierarchów, doradców, a przede wszystkim kolegów. Pierwszy nominowany został spowiednik pana prezydenta ks. Luter, co zrozumiałe - z niespełnionych wyborczych obietnic trzeba się przynajmniej wyspowiadać. Jednak otaczanie się taką liczbą hierarchów z powodu zaprzysiężenia i rocznicy Bitwy Warszawskiej było już grubą przesadą. Nie ma chyba drugiego państwa w Europie, którego najwyższa władza tak bardzo powierzałaby się Panu Bogu i tak często korzystała z usług biskupów - jakkolwiekby było, służących obcemu państwu, jakim jest Watykan.

Lista innych doradców prezydenta nie jest jeszcze znana, ale już z pierwszych nominacji widać, że będzie utworzona z kolegów, którzy pomogli wygrać wybory. Nihil novi.

Pomysł Sarkozy'ego czy szefów innych państw, by beż żadnych "sztucznych" mechanizmów po prostu pokazać, że gabinet czy kancelaria najważniejszej osoby w państwie tak jak naród składa się z mężczyzn i kobiet, wydaje się naszemu prezydentowi zbyt trudny do przeprowadzenia. Kobietom w Polsce należą się cmoki i wiersze. No, może jakaś paprotka udekoruje kancelarię, gdy wszystkie ważne stanowiska zostaną zajęte przez mężczyzn.

Mamy już w kancelarii wielu dawnych kolegów i współpracowników Komorowskiego. Mamy też nowego doradcę do spraw dziedzictwa narodowego, został nim oczywiście kolega prezydenta - prof. Nałęcz. A dlaczego nie jego żona Daria? Jest również profesorem historii, nawet bardziej kompetentnym niż jej mąż, a przede wszystkim znacznie mniej jest uwikłana w politykę, na czym prezydentowi powinno szczególnie zależeć.

Pani Daria Nałęcz jest też doskonałym organizatorem (pełniła i pełni funkcje dziekana i rektora), czego nie można powiedzieć o koledze pana prezydenta, mężu pani Darii. Zapewne nie byłoby łatwo namówić ją na pracę w kancelarii, ale wysiłek ten mógłby się panu prezydentowi opłacić. Może pan prezydent zyskałby dzięki temu jakiś nowy punkt widzenia, inny sposób myślenia, a nie tylko ten, który zna z prywatnych i publicznych spotkań ze swoimi kolegami.

Panie prezydencie! Tu nie chodzi tylko o dotrzymywanie obietnic. Przywykliśmy już do tego, że wiara w nie jest naiwnością. Nie chodzi o konstytucję, która gwarantuje kobietom i mężczyznom równość w życiu publicznym, a więc i we władzy, choć może powinien pan stać na jej straży. Nie chodzi nawet o to, że ma pan doskonałą szansę, by bez "sztucznych mechanizmów" promować kobiety w polityce i dawać przykład innym instytucjom. Chodzi o to, że parytet w kancelarii może się opłacić bardziej niż zarządzanie "republiką kolegów". I panu, i Polsce.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    145 głosów