http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Parytety i Majcherek, niestety

Magdalena Środa
2010-07-21, ostatnia aktualizacja 2010-07-21 15:37

Jak wiadomo od dawna - kobiety i feministki to wdzięczny wakacyjny temat. Wie o tym też Janusz Majcherek

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
ZOBACZ TAKŻE
Jak filip z konopi wyskoczył publicysta Janusz Majcherek ze swoim tekstem "Kobiety, parytety, niestety" ("Gazeta" 14 lipca), pragnąc dołączyć do dyskusji na tematy ważne, choć w jego mniemaniu - dające przede wszystkim pole do wykazania się błyskotliwością, bez zbytniego obciążania się pracą. Bo - o czym wiadomo od dawna - kobiety i feministki to wdzięczny wakacyjny temat.

Pan profesor usiadł więc i napisał, co mu w duszy grało, by wtłoczyć swe złote myśli w mainstream politycznej debaty. Tyle że debata ta miała miejsce rok temu. Była poważna i rozległa. Przez kilka miesięcy przetaczały się przez prasę, telewizję, radio, internet, sale konferencyjne, Sejm wszelkie możliwe argumenty, ekspertyzy, badania dotyczące tego podstawowego mechanizmu nowożytnej demokracji, jakim są parytety.

Można być oczywiście przeciw, i sporo osób jest, ale warto przynajmniej zapoznać się z częścią owego dorobku. Zobaczyć badania, dowiedzieć się czegoś o nowoczesnych demokracjach, poczytać, dlaczego w wielu krajach, na całym niemal świecie, stosuje się mechanizm kwotowy i parytetowy, co piszą na ten temat konstytucjonaliści, i wreszcie - jakie ważkie argumenty przeciw można rozpatrzeć.

Np. dr Michaliszyn, największa przeciwniczka parytetów, ciągle się kształci i doskonali swoje narzędzia krytyczne. Niedawno dowodziła, że kwoty na uczelniach dla czarnoskórych mieszkańców Ameryki znacznie obniżyły poziom nauki w tym kraju.

A Majcherek opisuje jakąś dziwną wizję demokracji przedstawicielskiej, gdzie reprezentacja polityczna polega na powierzaniu własnych interesów profesjonalistom. I - jak się można domyślać - tak właśnie jest w dzisiejszej Polsce. Toteż nie ma co tego zmieniać, wprowadzając do Sejmu więcej kobiet - pisze Majcherek - bo przecież te, które tam są (jak Beata Kempa i Nelli Rokita), nie robią Sejmu bardziej koncyliacyjnym. To, że nie robią tego posłowie Stefan Niesiołowski i Eugeniusz Kłopotek, jest normalne. Profesjonaliści koncyliacyjni być wszak nie muszą.

Niezrozumiały wydaje mu się wymóg przestrzegania zasady równości obywateli, która w konstytucji dotyczy właśnie kobiet i mężczyzn, a nie wszystkich grup społecznych. Majcherek pisze: "wyobrażenie, że interesy i potrzeby kobiet mogą dobrze reprezentować i zaspokajać jedynie kobiety, jest równie chybione jak to, że interesy i potrzeby niepełnosprawnych mogą dobrze zaspokajać i reprezentować jedynie niepełnosprawni, rolników - rolnicy, młodzieży - młodzi". Sejm stworzony według takiej reguły nazywa "pociesznym panoptikum". Choć przecież parytet do takiego Sejmu nie doprowadzi.

Nie chce mi się nawet polemizować z argumentami autora, bo są mało oryginalne i ściągają debatę do jej początków. A przecież debata ta ma dziś swój finał w parlamencie i to nie dlatego, że "samozwańcze wyrazicielki pragnień kobiet" mają tak wielką siłę przebicia (choć, gdyby tak było, to też powinno zastanowić profesora Majcherka - skąd ich siła?), ale dlatego, że pod obywatelskim projektem ustawy parytetowej podpisało się ponad 150 tys. kobiet i mężczyzn.

W czwartek zbiera się podkomisja sejmowa, która ma się zająć tą sprawą. Oby skutecznie! Tak by w najbliższych wyborach samorządowych i parlamentarnych obywatele i obywatelki mogli wybierać między kobietami a mężczyznami, a nie byli skazani niemal wyłącznie na męskich kandydatów, którzy - jak myśli Majcherek - dobierają się na listy wyborcze zgodnie z kluczem "profesjonalizmu", a nie płci.

Magdalena Środa, filozof, etyk

  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':