Można się było z nimi nie zgadzać, ale wszyscy podziwiali ich polityczny styl działania i niespotykaną wręcz w polskim parlamencie kulturę osobistą, nie tylko dlatego, że były piękne i eleganckie, ale przede wszystkim dlatego, że nie obrzucały przeciwników politycznych inwektywami a polityki nie traktowały jako spektaklu, w którym udział zaspokaja własne ambicje.
Wraz z nimi odchodzi pewien model „ludzkiej” polityki, zwróconej na bardzo konkretne sprawy społeczne a nie na deklarowanie religijnych i patriotycznych zasad. Tymczasem teraz nadchodzi czas wielkich zaklęć, czas walki o stołki. I nikt mi nie powie, że ta walka będzie inna niż poprzednie.
Jak mówi prof. Czapiński, "zaraz zacznie się polityczna jatka" ("Przegląd", 19 kwietnia). Ona już się zaczęła. Pod osłoną żałoby różni polityczni harcownicy, drąc szaty, zaczęli walkę, tym bardziej bezwzględną, że większość, przeżywając tragedię, schowała polityczne pazury.
Ożywił się
Jacek Kurski, chwaląc się mitem, który zyskał
PiS. Mitem wyzwoliciela. Jak się bowiem okazało w czasie niedzielnej mszy,
Lech Kaczyński "zastał ojczyznę zniewoloną, pozostawił wolną i niepodległą" (prymas Muszyński).
Śmierć prezydenta wstrząsnęła mną jak wszystkimi Polakami, ale nie można tej śmierci używać do przeinaczania historii i zamykania ust tym, którzy ten fałsz widzą. Falsz ten unieważnia osiągnięcia innych. Nie można udzielać też prawa do przeżywania żałoby lub odbierać go, co robi z jakąś dziwną zaciekłością prof. Krasnodębski.
Żałoba zamknęła usta rządzącej partii. I bardzo dobrze, że członkowie rządu stali w drugim szeregu pełniąc czynności reprezentacyjne. Podziwiałam Tuska, który był wszędzie obecny. Z wielką godnością i autentyczną rozpaczą przemawiał nad trumnami. Jednak w sobotnio-niedzielnych uroczystościach pogrzebowych - jakby nie było -
urzędników państwowych, państwo było znacznie mniej widoczne niż Kościół. A wszak nie zginęli oni za wiarę, ale właśnie służąc państwu polskiemu.
Niezwykłą natomiast siłę w ostatnim tygodniu pokazała minister
Ewa Kopacz. Trzeba złożyć jej wyrazy podziwu i wielkiego szacunku. Pozostając w cieniu, poza mediami i wszelkim rozgłosem, przez niemal cały okres żałoby pomagała w Moskwie w identyfikacji ciał.
Póki w polityce są takie kobiety jak Ewa Kopacz, pozostaje cień nadziei, że może mieć ona ludzką twarz. To znaczy twarz zwróconą w kierunku tego, co naprawdę ważne, choć niemedialne.