Teraz, prócz kościołów, miejscem ewentualnej integracji są boiska. Moda na nie przyszła z rządu (hasło "Orliki") i propagowanej przezeń polityki futbolowej. W wielu gminach i sołectwach wspólne pieniądze (często dotacje europejskie) wydaje się na budowę boisk. To modne i prorządowe. Nikt się nie sprzeciwi, nawet Kościół.
Piłka nożna rzeczywiście integruje, wyłącznie jednak latem i niemal wyłącznie chłopców. Na wsiach dziewczynki bardzo rzadko grają w piłkę, snują się więc wokół boisk. Zimą wszyscy zamykają się w domach. Nie rozumiem, dlaczego wspólne pieniądze wydaje się na inwestycje, z których korzystają niemal wyłącznie mężczyźni i chłopcy, i to wyłącznie latem.
Na wsiach nie ma miejsca, gdzie można by się spotkać. Nie ma środków i pomysłów, by animować wspólnoty, by coś się tam działo, co wiązałoby kapitał społeczny i budowało wzajemne zaufanie, zainteresowanie, pasje, aktywności.
Może pora ograniczyć politykę futbolową, która sięgnęła wsi i zająć się projektami, inwestycjami, pomysłami, które w inny sposób ożywią małe wspólnoty? Może warto zorganizować sieć świetlic (których bezskutecznie domagają się sołtyski) dofinansowywać programy integracyjne, skrupulatnie przyglądając się, na kogo skierowany jest ten niewielki strumień gminnych (a często europejskich) pieniędzy. Bo Polska to nie tylko chłopaki, co lubią grać w piłkę, a wspólnota lokalna to nie tylko Kościół i boisko.
W Unii Europejskiej w ramach szeroko podjętych działań równego traktowania kobiet i mężczyzn (gender mainstreaming) promuje się takie planowanie budżetu, by wydatki w równym stopniu zaspokajały potrzeby kobiet i mężczyzn, dziewcząt i chłopców. W Polsce mówi się, że dziewczynki też mogą pograć w piłkę. Pewno, że mogą, tak jak chłopcy mogą zająć się pracą domową czy chodzić na fitness. Tylko gdyby jakaś gmina zbudowała salę do zajęć fitness, gdzie chodziłyby dziewczynki, podniósłby się krzyk, że to niesprawiedliwe, bo chłopcy nie mają się gdzie podziać.
Kobiety szybciej i skuteczniej budują związki społeczne, troszcząc się o innych, zwłaszcza o własne dzieci płci obojga. Może inwestowanie również w ich potrzeby i w ich pomysły spędzania wolnego czasu będzie skuteczną próbą odbudowania kapitału społecznego, zwłaszcza na tak zdezintegrowanej polskiej prowincji? Aby tak się stało, decydenci wszelkiego szczebla muszą zdać sobie sprawę, że budżet, tak jak obywatel, ma płeć.
Magdalena Środa, filozof, etyk