http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Posłowie Pana Boga

Magdalena Środa
2009-02-26, ostatnia aktualizacja 2009-02-25 11:03

Na poniedziałkowe "wysłuchanie" w sprawie in vitro w Sejmie nie przyszedł żaden poseł, choć pojawiło się tam sporo ludzi zaniepokojonych problemem regulacji prawnych zapłodnienia in vitro. W większości były to osoby działające w organizacjach pozarządowych i mające dzieci "źle poczęte", bo tak zaczyna się o nich mówić

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
ZOBACZ TAKŻE
Posłów nie było, bo nie interesuje ich głos obywateli i obywatelek. Mniej więcej w czasie, w którym w parlamencie odbywała się debata, poseł Jarosław Gowin mówił do kamer TVP, że będzie zawsze stał po stronie życia, to znaczy po stronie zarodków. Można być pewnym, że żadna debata tego stanowiska nie zmieni, bo poseł Gowin nie jest w parlamencie po to, by dyskutować z innymi obywatelami o sprawach, które dotyczą wszystkich, wierzących i niewierzących, lecz po to, by głosić Prawdę. Nie byłoby to niczym złym, gdyby nie fakt, że poseł Gowin reprezentuje partię rządzącą, więc jego prywatne opinie mogą stać się prawem.

Co gorsze, „debaty” w Polsce prowadzą do skutków odmiennych niż w innych krajach demokratycznych: nie tyle rozjaśniają problem, który jest ich przedmiotem, ile zaciemniają; nie tyle konsolidują wokół kompromisów, ile zwiększają podziały; nie tyle konfrontują różne prawdy, ile wzmacniają jedną. Dopóki zapłodnienie in vitro nie stało się przedmiotem debaty, dopóty wszystko było w miarę normalnie. Kliniki działały, lekarze nie „zabijali” (braci i sióstr), kobiety za duże pieniądze przechodziły zabiegi i rodziły dzieci, a poseł Gowin nie słyszał „głosu zamrożonych zarodków” („GW” 24.02). Teraz poseł Gowin głos słyszy, kliniki mogą więc przestać działać, a pieniądze na zapłodnienie in vitro trzeba będzie wydawać za granicą, bo w Polsce albo zostanie ono zakazane, albo też dyskryminacja dzieci urodzonych tą metodą będzie tak duża, że rodzice będą woleli dokonywać zabiegów z dala od swojego miejsca zamieszkania.

Pomału staje się więc zrozumiały strach przed debatą, bo zamiast budowania kultury tolerancji i zrozumienia dla odmienności światopoglądowych, zamiast pełnienia funkcji poznawczych i praktycznych debata coraz częściej służy umocnieniu stanowiska tych, którzy mają władzę ideologiczną lub religijną. A rzekomy kompromis polega na narzuceniu Prawdy jednych wszystkim pozostałym. Trudno powiedzieć, czy wynika to z niedojrzałości naszej demokracji nienawykłej do prowadzenia rzetelnych debat i dochodzenia do kompromisów, czy też z tego, że jesteśmy krajem "wybranym", gdzie w wielu kwestiach posłowie nie są zainteresowani opiniami innych, bo nie reprezentują śmiertelnych obywateli, ale samego Pana Boga.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg