Sam Napieralski ten szum już wzmocnił, wypowiadając się przeciwko konkordatowi. I dobrze. Polsce potrzeba dziś antyklerykalizmu jak niegdyś antykomunizmu. Kościół to potężna organizacja, która praktycznie rządzi Polską. I nie jest to eschatologiczna władza nad duszami, lecz całkiem realna władza nad dobrami, umysłami, dziećmi i politykami. Ktoś musi tej władzy zacząć wyznaczać jakieś granice, i to nawet nie w imię świeckości, lecz zdrowego rozsądku. Może zrobi to lewica?
Jednak zamiast szukać nadziei w nowych przywódcach i nowym języku, warto sięgnąć do starych słowników i starych idei. Są zupełnie niezniszczone i prawie nieużywane niczym honor z prawicowego kodeksu Boziewicza.
Lewica ma w swoim języku takie słowa jak: postęp, świeckość, równość, socjalizm, sprawiedliwość społeczna, wreszcie otwartość i internacjonalizm. Lewica zawsze patrzyła w przyszłość, nigdy nie tęskniła za "złotą" legendą narodu i nie przykrajała przyszłości na miarę wyśnionej przeszłości. Lewica nigdy nie zamykała się w granicach przestrzennych, stąd też obce jej były postawy ksenofobii, nacjonalizmu i dętego patriotyzmu. Stawiała na tolerancję, otwartość, współpracę. Nie posługiwała się też mitem "świętej rodziny" w celu uzasadnienia podległości kobiet i instrumentalizacji dzieci.
To prawica traktowała bicie słabszych jako praktykę uświetnioną tradycją i religią, a przymus rodzenia za warunek sine qua non wielkości narodu i siły jego populacji.
Lewica o co najmniej sto lat wyprzedziła wrażliwość Kościoła na "wykluczonych": robotników, biednych, kobiety, obcych. Tak zwana "społeczna nauka Kościoła" niechętnie i z ociąganiem reagowała na roszczenia i procesy upodmiotowienia się ludzi pozbawionych praw; Kościół, oferując niepewne zbawienie, traktował krzywdę jako dopust boży, z którym należy się kornie pogodzić, a nie jako wyzwanie i przedmiot walki, choć sam nigdy w biedzie nie żył. I nie żyje.
Lewica zawsze traktowała demokrację jako proces, który polegał na wykluczaniu tych, którzy z różnych przyczyn znajdowali się poza sferą dostępu do elementarnych świadczeń, społecznych przywilejów, władzy czy ogólnego dobrobytu. Wskazywała przyczyny ekonomicznego wykluczenia, rozumiejąc jednocześnie konieczność walki o uznanie, o szacunek dla równej godności wszystkich. Buntowała się przeciwko fundowaniu nowoczesności sfery publicznej na feudalnym porządku sfery prywatnej.
To w ramach ruchów lewicowych narodziła się wrażliwość ekologiczna i krytyka przekonania, że Bóg oddał władzę nad światem człowiekowi i że w związku z tym może on nad wszystkim panować, niszcząc i eksploatując. To lewica walczyła z eksploatacją...
Może takiej lewicy nigdy nie było. Może zniszczył ją komunizm i PRL, ale nie znaczy to, że się nie narodzi czy nie odrodzi. Może na Rozbrat, może na Chmielnej, może gdzie indziej... Oby.