http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ptak nielot

Magdalena Środa
2011-12-14, ostatnia aktualizacja 2011-12-14 23:25

W miniony weekend odbyło się sporo konferencji poświęconych prawom człowieka.

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
10 grudnia był bowiem ich "świętem". Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaprosiła międzynarodowe grono gości, by mówić o uniwersalizmie praw. Temat to nader ważny, bo wobec siły państw narodowych, rosnącej ksenofobii i rosnących nacjonalizmów trzeba się zastanowić, jak przekonywać ludzi, że mamy prawa nie tylko dlatego, że jesteśmy Polakami czy Francuzami, ale również dlatego, że będąc Romami czy Żydami, jesteśmy ludźmi. Praca to bardzo trudna w naszym kraju.

Na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się z kolei debata poświęcona strategiom przeciwdziałania dyskryminacji w szkolnictwie wyższym. Działa tu od ponad roku Rektorska Komisja ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, bo na uniwersytecie, miejscu, gdzie pracują ludzie wykształceni i obyci, dyskryminacji jest co niemiara, zwłaszcza wyrażonej w seksistowskich zachowaniach pracowników wobec studentek. Niektórzy panowie wykładowcy jeszcze nie zrozumieli, że studiująca kobieta to też człowiek, a nie obiekt seksualny, i że powielanie stereotypów o niższości jednej płci nad drugą jest niezgodne z prawem.

Naczelna Rada Adwokacka zajęła się natomiast prawnym potworkiem, który po wielu miesiącach "prac" i konsultacji (głównie z Episkopatem) zrodziło biuro minister do spraw równego traktowania, czyli tzw. ustawą równościową. Zaledwie uchwalona, nadaje się wyłącznie do śmietnika; prawnicy nie pozostawili na niej suchej nitki (pisała o tym Ewa Siedlecka, "Gazeta" 12 grudnia).

Wśród rozlicznych konferencji, debat i paneli nie udało mi się odnaleźć pani rzecznik ds. praw obywatelskich Ireny Lipowicz. Zapewne była na innych, bardziej oficjalnych. Zapewne dawała nagrody, otwierała coś i zamykała.

Irena Lipowicz to najmniej widoczny urzędnik państwowy, choć na tyle uważny, by nie rzucać się w oczy popełnianymi gafami. Pani rzecznik ma obecnie niewiele skarg, choć wiele kompetencji i zadań, mało zaś pieniędzy. Ma więc zarazem pretekst, by poświęcać czas wyłącznie na zastanawianie się, jak podzielić to, czego się nie ma.

Tymczasem rzecznik powinien być kimś, kto działa z pasją, w sposób widoczny, nawet bez pieniędzy. Ludzie, którzy są dyskryminowani, nie zawsze potrzebują prawników, czasem publicznego wsparcia i uznania. Pani rzecznik powinna dwoić się i troić wokół dyskryminacji ateistów w Polsce (przynajmniej dzieci, które pozbawione są etyki), gejów (bo nie mają takich samych praw jak heteroseksualiści), rodzin niepłodnych (bo państwo nie chce refundować zabiegów in vitro), wokół dyskryminowanych kobiet (przypadków bez liku!).

Już dawno pani rzecznik powinna zrewidować podręczniki szkolne pod kątem wszechobecnych w nich stereotypów (płci, rodziny, etniczności), a także przygotowywać Polskę na napływ emigrantów (np. wprowadzić do szkół warsztaty dotyczące tolerancji). A o wszystkich tych sprawach powinna informować, dyskutować, pchać się do mediów. Czasem krzyczeć. To niewiele kosztuje, a czyni problematykę dyskryminacji i praw człowieka widoczną. Ale rozumiem, że jej filozofia działania musi być zgodna z polityką premiera Tuska, który nie chce w Polsce żadnych kulturowych zmian. Więc rzecznik jest, ale jakby jej nie było. Taki ptak nielot.

  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':