Warszawska feta wyglądała skromniej w porównaniu do innych miast w Polsce, ponieważ ratusz podjął decyzję o jej zorganizowaniu w ostatniej chwili. Nie było chorągiewek w barwach narodowych, czy kolorowych balonów. Ale warszawiacy, którzy przyszli przed telebim jakoś sobie poradzili.
O 11.30 pod telebimem zgromadziło się grubo ponad osób, którym udało się wyrwać z pracy czy uczelni. Przynieśli szaliki, założyli koszulki z orłem na piersi, niektórzy obwinęli się biało-czerwonymi flagami.
- Bardziej niż Włoch, obawiam się kandydatury Węgier i Chorwacji, to może być czarny koń, ale wierzę, że wygramy - mówił Piotr Szymanek.
- Liczę, że naszą kandydaturę wesprą sponsorzy, przecież Polska i Ukraina to olbrzymi rynek - dodawał Łukasz Kański, który aby obejrzeć transmisję z Cardiff zrezygnował z zajęć na uczelni.
Kiedy Michel Platini ogłosił, że to właśnie Polska wspólnie z Ukrainą zorganizuje za pięć lat mistrzostwa europy w piłce nożnej radość była ogromna. Ludzie skakali do góry, rzucali się sobie w ramiona i śpiewali.
73-letni Henryk Idzikowski, chodził z miejsca na miejsce i wymachiwał nad głową drewnianą laską. - Ostatni raz tak się cieszyłem w czasach pierwszej "Solidarności" - opowiadał.
- Wierzę, że uda się nam zorganizować wspaniałe mistrzostwa. Musimy tylko szybko zabrać się do pracy, aby nadrobić zaległości - cieszył się Wojtek Jankowski, student SHG.
Wiadomość, że Polska i Ukraina zorganizują Euro 2012 zaczęła się rozchodzić po mieście lotem błyskawicy. W autobusach i tramwajach była najczęściej dyskutowanym tematem. - Mamy mistrzostwa to teraz czas na olimpiadę - stwierdzili zgodnie trzej podchmieleni panowie, podróżujący linią 522.
Ratusz zaprasił warszawiaków na świętowanie polsko-ukraińskiego sukcesu jeszcze raz pod Pałac Kultury. Wieczorem wystrzeliły sztuczne ognie.
Czy Warszawa udźwignie organizację Euro 2012? Czekamy na listy.
Nasz adres: przystanek.warszawa@gazeta.pl