Marek Wielgo: Niedawno media obiegła wiadomość, że zamierzał pan zainwestować w Leicester City z angielskiej Championship, która jest odpowiednikiem polskiej I ligi? Józef Wojciechowski: To już nieaktualny temat. Do kupienia tego klubu namawiał mnie Pini Zahavi [słynny menedżer, który w przeszłości pośredniczył w kupnie FC Portsmouth przez Aleksandra Gajdamaka i
Chelsea Londyn przez Romana Abramowicza]. Według niego w Anglii kluby są dochodowe, szczególnie te z
Premier League. Zahavi podawał mi przykłady, że klub został kupiony za 500 mln funtów, a sprzedany za miliard.
Ale takie sumy robią wrażenie, więc... Po dokładnych analizach nie zdecydowałem się na tę inwestycję. Na razie skupię swoją uwagę na Polonii.
Czy może pan zdradzić, ile do tej pory pan w nią zainwestował? - Piłka nożna to moja pasja. Nie chcę więc mówić o zainwestowanych pieniądzach. Przyznaję jednak, że nie są to małe kwoty.
Czy to oznacza, że także i u nas na piłce nożnej można zarobić? - Jeszcze nie, ale sądzę, że stopniowo będzie się to zmieniać. Nie usłyszałem tego z ust właściciela Lecha Poznań, ale ponoć nie dopłaca on do swojego klubu. No, ale na mecze Lecha przechodzi po 20-30 tys. widzów. To ewenement, jeśli chodzi o polską piłkę. Tylu kibiców, ilu ma Lech, nie ma nikt.
To kiedy piłka nożna stanie się dochodową branżą? - Warunkiem jest znaczna poprawa poziomu widowisk piłkarskich oraz standardu stadionów. Na razie można zaobserwować wzmocnienia w klubach. Wprawdzie sprowadzają one piłkarzy z Europy Środkowo-Wschodniej, ale nie są to jacyś drugoligowcy, ale topowi gracze. Sądzę, że ten klub, któremu uda się zakwalifikować do Ligi Mistrzów, będzie pierwszym, który zacznie zarabiać. Już za sam awans dostanie bowiem duże pieniądze.
A pozostałe kluby? Dla nich przełomem mogą być mistrzostwa Europy rozgrywane w naszym kraju. Liczę, że po
Euro 2012 w piłkę nożną zacznie inwestować wiele firm. Poza tym powstaną nowoczesne stadiony, które przyciągną widzów.
