http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty >  Lustracja wykształciuchów

A A A

Uwolnić akta z IPN

Ewa Siedlecka
2007-05-09, ostatnia aktualizacja 2007-05-08 19:23

Skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy lustracyjnej może być taki, że akta bezpieki będą traktowane tak samo jak wszelkie inne archiwa



Byłoby to - być może - po myśli premiera Jarosława Kaczyńskiego, który w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" powiedział niedawno, że jeśli Trybunał Konstytucyjny obali ustawę, to trzeba będzie napisać nową "totalnie otwierającą archiwa IPN", ale z poszanowaniem prawa do prywatności.

Byłoby to też po myśli SLD, który niedawno zaproponował zrównanie archiwów tajnych służb z innymi archiwami.

Jeśli bowiem wyrokiem Trybunału przestaną obowiązywać zaskarżone przepisy dotyczące udostępniania akt przez IPN, powstanie pytanie: jakim przepisom te archiwa podlegają? I można uznać, że tę lukę w sposób naturalny wypełnią obowiązujące przepisy ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach.

Według nich "narodowy zasób archiwalny służy nauce, kulturze, gospodarce narodowej oraz potrzebom obywateli". Powszechnie dostępne są materiały wytworzone nie wcześniej niż 30 lat wstecz. Późniejsze można udostępnić na umotywowany wniosek, na takich samych zasadach jak wszystkie dokumenty, czyli "jeżeli nie narusza to prawnie chronionych interesów państwa i obywateli".

Tak więc dostęp do archiwów tajnych służb PRL byłby ograniczony tylko ochroną informacji niejawnych i ochroną dobrego imienia. Czyli kodeksem karnym i cywilnym i ustawami o ochronie informacji niejawnych i danych osobowych.

A one mniej chronią prywatność osób publicznych, czyli takich, które są funkcjonariuszami lub pokazują się w mediach, wypowiadając swoje opinie. O tym, że ich prywatność jest mniej chroniona, mówi szereg wyroków Trybunału w Strasburgu i polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Jeśli chodzi o informacje dotyczące życia osobistego - to ich udostępnienie zależy od tego, na ile wiążą się z działalnością publiczną danej osoby. Np. ktoś, kto wypowiada się w sprawach moralności seksualnej, sam wystawia swoją moralność pod publiczną ocenę.

Natomiast informacje o relacjach z tajnymi służbami PRL, a tym bardziej o prywatnym życiu osób całkiem prywatnych, nieuczestniczących w życiu publicznym ani wtedy, ani dzisiaj pozostałyby pod ochroną ustawy o danych osobowych. Mogliby je wykorzystywać badacze, ale bez podawania nazwisk osób, których akta widzieli.

Taki sposób potraktowania archiwów IPN byłby - jak się zdaje - po myśli nie tylko premiera i SLD, ale też Platformy Obywatelskiej.

Jest tylko jeden kłopot. Do tej pory IPN dał się poznać jako instytucja, która udostępnia lub nie swoje zasoby na nie całkiem przejrzystych zasadach. Np. natychmiast znalazły się dokumenty mające dowodzić współpracy z SB rektora Uniwersytetu Gdańskiego, przeciwnika składania oświadczeń lustracyjnych przed orzeczeniem Trybunału, ale do dziś sąd nie dostał dokumentów koniecznych do autolustracji abp. Stanisława Wielgusa.

Jeszcze zaś za obowiązywania starych przepisów ustawy o IPN, wedle których dziennikarze nie mieli prawa dostępu do archiwów, np. program "Misja specjalna" telewizji publicznej pokazywał sfilmowane teczki osób, których autorzy programu oskarżali o agenturalność (np. Daniela Passenta). Skąd je miał, jak nie z IPN?

Ponieważ można mieć obawy, czy skomponowany politycznie IPN jest w stanie stosować obiektywne kryteria udostępniania akt, najlepiej byłoby mu je po prostu zabrać.

Tym bardziej że jest też - dotąd niepodnoszona publicznie - wątpliwość, czy wyłączna władza IPN nad aktami b. tajnych służb PRL nie narusza konstytucji. A konkretnie, wolności badań naukowych. Bo przecież historycy zatrudnieni w IPN są dziś w uprzywilejowanej sytuacji, gdy chodzi o badanie tych akt w stosunku do badaczy spoza Instytutu.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Putin zły na Michnika

Na weekendowym spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi doszło do spięcia między premierem Rosji i redaktorem naczelnym „Gazety”. Starli się o Michaiła Chodorkowskiego