Nowa wersja ustawy o ograniczeniach związanych z pełnieniem funkcji publicznych jest znacznie ostrzejsza. By skuteczniej walczyć z korupcją, głębiej zagląda do kieszeni polityków oraz "osób pełniących funkcje publiczne". Pod rygorem utraty funkcji i kary trzech lat więzienia trzeba będzie wyjawić cały swój majątek - łącznie np. z posiadanymi akcjami - ale też majątek małżonka. Trzeba będzie wskazać pochodzenie każdego składnika tego majątku nabytego podczas pełnienia funkcji publicznej. Wszystko to zawiśnie w internecie i będzie sprawdzane przez izby skarbowe i CBA. A jeśli te organy będą miały jakieś uwagi czy wątpliwości do tego zeznania - to też znajdzie się w internecie.
Projekt ustawy rozszerza też zakaz prowadzenia działalności gospodarczej oraz pełnienia kierowniczych funkcji w spółkach prawa handlowego czy spółdzielniach na nowe kategorie osób. W 29 punktach wymienia funkcje publiczne - głównie urzędników państwowych i członków władz publicznych - których te rygory dotyczą. Na końcu dodano zdanie: "Przepisy ustawy mają zastosowanie do innych osób pełniących funkcje publiczne na podstawie odrębnych przepisów".
A "odrębny przepis" opisujący, kogo należy traktować jako "osobę pełniącą funkcje publiczną", jest np. w nowej ustawie lustracyjnej.
Według niej są to m.in.: adwokaci, radcowie prawni, doradcy podatkowi, dziennikarze, wykładowcy uczelni, dyrektorzy szkół i członkowie władz firm, których skarb państwa jest współwłaścicielem przynajmniej w połowie.
Czy to znaczy, że będą podlegać lustracji majątkowej?
Minister Przemysław Gosiewski, który w imieniu rządu będzie przedstawiał projekt Sejmowi, uważa, że nie. - To byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby do ustaw dotyczących dziennikarzy czy wykładowców dopisać wprost, że podlegają ustawie o ograniczeniach związanych z pełnieniem funkcji publicznych - mówi.
Ale przecież do tych ustaw nie wpisano, że podlegają lustracji, a jednak jej podlegają.
Prof. Kulesza: To niedopuszczalne z punktu widzenia konstytucji
O interpretację przepisu zapytaliśmy prof. Michała Kuleszę, współautora reformy administracji publicznej: - Jeśli czytać go dosłownie, to można dojść do wniosku, że obejmuje także osoby sprawujące funkcje publiczne w rozumieniu ustawy lustracyjnej. Ale każdy przepis trzeba czytać w kontekście całego systemu prawa. W tym konstytucji, która chroni m.in. prawo do prywatności. Z punktu widzenia konstytucji niedopuszczalne jest, aby robić lustrację majątku ludzi, którzy nie są opłacani z publicznych pieniędzy, jak np. dziennikarze prywatnych mediów czy wykładowcy prywatnych uczelni.
Prof. Kulesza uważa, że wszystkiemu winne jest niechlujstwo legislacyjne. - W ustawie lustracyjnej dziennikarze, wykładowcy, radcowie czy adwokaci nie powinni być zaliczeni do "osób pełniących funkcję publiczną". Ustawodawca powinien ich nazwać np. osobami pełniącym ważne role społeczne. Z kolei w ustawie o lustracji majątkowej też nie powinien odwoływać się do "funkcji publicznych", ale do osób zajmujących określone urzędy i stanowiska. A tak powstał chaos i musimy się domyślać, co ustawodawca miał na myśli. Czy np. objął lustracją majątkową także wszystkich policjantów? Taka szeroka lustracja majątkowa, czy każda inna, może jest sensowna z punktu widzenia przejrzystości władzy, ale prowadzi do niebotycznych kosztów i zablokowania procesu rządzenia. Bo na każdego objętego nią urzędnika trzeba trzech, którzy go sprawdzają.
Źródło: Gazeta Wyborcza