Nawet oponenci ministra Jana Szyszki przyznają, że ma niezły dorobek naukowy. Internetowa wyszukiwarka Science Citation Index znajduje trzy publikacje prof. Jana Szyszki i pokazuje, że był on cytowany aż 38 razy. - Jak na ministra i polskie warunki to dobry wynik, wielu naszych tzw. ekspertów nie ma żadnych cytowanych publikacji - mówi prof. Jan Węcławski z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie.
Specjalność prof. Szyszki to chrząszcze biegaczowate. Chrząszcze mają trzy postaci - larwalną, poczwarki i dorosłą. To dobra metafora przemiany ministra. W latach 70. jest uwielbianym przez studentów wykładowcą. W latach 80. zakochuje się we władzy i zostaje radnym. W latach 90. wkracza do politycznej pierwszej ligi.
Larwa: brydżowy autobus
Larwa (łac. larva - maska, widmo) - stadium rozwojowe zwierzęcia różniące się od postaci dojrzałej budową, trybem życia, a często także środowiskiem, w jakim żyją larwy i osobniki dorosłe. Istnienie larwy w rozwoju osobniczym łączy się więc z przeobrażeniem (za: www.wikipedia.pl).
Świetny kumpel i obyty w Warszawie. Zna warszawskie kluby, może załatwić pracę w Jelonku albo Plastusiu, spółdzielniach studenckich. Ma dojścia, jego starszy brat Andrzej jest działaczem studenckim na SGPiS (dziś SGH). Do tego ambitny, ale nie kujon, prowadzi normalne życie towarzyskie. Nie wywyższa się - mieszka w domku w Wesołej pod Warszawą, jest synem ogrodnika na etacie.
Tak zapamiętał Janka Szyszkę prof. Andrzej Grzywacz z SGGW. W latach 60. razem studiowali leśnictwo.
Po studiach Szyszko pracuje w Miejskim Przedsiębiorstwie Robót Ogrodniczych, ale po trzech latach wraca na studia doktoranckie. Zostaje entomologiem, specjalność: biegaczowate. I rozpoczyna pracę na SGGW.
- Wiem, że bardzo pozytywnie odstawał wtedy od starej kadry naukowej. Mówił nowe rzeczy, miał współczesną wiedzę - mówi Przemysław Chylarecki z Instytutu Zoologii PAN oraz OTOP-u (Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków).
Brat Andrzej, wtedy działacz stołecznego klubu sportowego Orzeł, wciąga go w sport. Jan żeni się z Krystyną, nauczycielką wuefu, później dyrektorką szkoły. Mają dwie córki.
Chrzestnym starszej ma zostać Sławomir Mazur, dziś profesor SGGW, wtedy kolega z pracy. Ale Mazur łamie obojczyk, pół dnia spędza w szpitalu i zjawia się na chrzcinach już po ceremonii. Szyszko się nie obraża, Mazur zostanie chrzestnym młodszej.
- Jan był duszą towarzystwa - wspomina prof. Mazur. - Byliśmy razem w Turcji, tam Kurdowie na naszą cześć upiekli kozę, częstowali "lwim mlekiem", taką białą rakiją. A potem wpadli na pomysł zawodów strzeleckich. Jan strącił wszystkie puszki, butelki, a oni cmokali z zachwytu. Dwaj miejscowi żandarmi, których dostaliśmy do ochrony, tak się wtedy zaprawili, że następnego dnia rano byli ledwo ciepli. Jan wziął od nich karabiny i niósł na ramieniu, a oni człapali za nim.
W 1979 roku Wydział Leśny SGGW organizuje stację badawczą w Starej Brdzie Pilskiej. Trzeba przypilnować zduna, żeby przestawił piece, stolarza, żeby wykonał boazerię, ślusarza, żeby zmienił zamki. Załatwić materiały do remontu, zaopatrzenie. Wszystko na głowie Jana Szyszki.
Nawet jak raz przyjechała na dwa tygodnie grupa studentów z Holandii i trzeba było zorganizować dla nich coś do jedzenia, Szyszko sobie poradził. Pojechał do prezesa GS-u, żeby kupić świniaka. Prezes stwierdził, że nie może tego zrobić. Ale Szyszko tak go męczył, że prezes sam wymyślił fortel: - Nie mogę panu tej świni sprzedać. Ale mogę ją panu dać. A pan mi da pieniądze.
A potem Szyszko pędził tę świnię do masarni przez całą wieś.
- Był dobrym organizatorem - ocenia Dariusz Łęgowski, który dziś prowadzi tam szkółkę leśną. - Jak stacja powstała, to my, studenci z sekcji owadoleśnictwa, mieliśmy w niej obozy naukowe. Jechaliśmy autobusem z Warszawy i całą drogę graliśmy w brydża. Na miejscu też był brydż z profesorem, nawet do 4 rano. A o 7 profesor zrywał nas na śniadanie i do roboty. Zbieraliśmy w lesie materiał badawczy. Rano jest mnóstwo siatek pająków (ludzie nazywają je pajęczynami). Sprawdzaliśmy, ile i jaką rolę odgrywają w ekosystemie. Pyta pan, czy profesor był wtedy ekologiem. Nie, raczej leśnikiem. Zwierzątka to dla niego tylko informacje o zmianach w drzewostanie.
Poczwarka: poglądy niezauważalne
Poczwarka - stadium rozwojowe owadów o przeobrażeniu zupełnym, poprzedzające postać dorosłą - imago. Poczwarka jest zwykle nieruchoma i nie pobiera pokarmu. Wewnątrz poczwarki narządy larwalne ulegają całkowitemu lub częściowemu rozpuszczeniu. Nowe narządy rozwijają się drogą histogenezy z tak zwanych płytek imaginalnych. Rozróżnia się: poczwarkę wolną, bez twardej okrywy, poczwarkę zamkniętą, zasklepioną w chitynowej okrywie, i poczwarkę rzekomą, u której baryłkowata okrywa z ostatniej wylinki larwalnej osłania poczwarkę wolną (za: www.wikipedia.pl).
W listopadzie 1983 roku dr Jan Szyszko robi habilitację, zostaje samodzielnym pracownikiem naukowym. Ale szef katedry prof. Andrzej Szujecki nie chce go awansować z adiunkta na docenta. Po dwóch latach Szyszko przechodzi do katedry zoologii. I organizuje własną stację w Tucznie. Do teraz studenci profesora Szyszki prowadzą tam badania, chociaż stacji nie ma w strukturze uczelni.
- Tam Jan chodzi w gumiakach, zagada ze sklepikarzem. Jest profesorem, a nie ministrem - opowiada prof. Grzywacz. - Gościnny, usmaży gościom grzyby, które sam zebrał, poda nalewkę.
Na uczelni kariera Szyszki przyspiesza. Uczy się angielskiego. Prof. Grzywacz pamięta, że jak tylko przyjeżdżają goście z zagranicy, robi się bardzo aktywny.
Koleżanka z pracy (nie chce podawać nazwiska) zauważa, że Szyszce bardzo imponują ludzie władzy. Przestaje zwracać uwagę na współpracowników, kiedy tylko na uczelni pojawia się ktoś znaczny. Obojętne, czy to dyrektor Lasów Państwowych, czy sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR.
- Poglądy? Nie zauważyłem - mówi Łęgowski. - Nie był za komuną, ale umiał się przystosować.
- W 1980 roku, kiedy myśmy wszyscy lecieli do "Solidarności" jak ćmy, on zachowywał rezerwę. A nawet demonstracyjnie zapisał się do ZNP - pamięta prof. Mazur. - Przypuszczam, że dopatrywał się w ruchu "Solidarności" jakiegoś spisku. Jakiego? Może KGB. Nie wiem, ale nieraz mówiliśmy mu: "Janek, ty zawsze widzisz spiskową teorię dziejów". Bo dla niego nic nie było normalnie, po prostu, tylko przez kogoś zaprogramowane, uknute.
Kiedy pod koniec lat 80. zwolniło się stanowisko dyrektora Instytutu Badań Leśnictwa, Szyszko sam wysuwa swoją kandydaturę. Ale zostaje odrzucona.
Szyszko jest już wtedy radnym - w Radzie Narodowej swojej rodzinnej Wesołej.
- Umiał dbać o swoje sprawy - wspomina Ligia Krajewska, dziś wiceprzewodnicząca Rady Warszawy. - Wiem, że przekonał radę, żeby finansowała badania migracji fauny i flory w lasach wokół Wesołej, które prowadziła jego katedra z SGGW. Potem razem byliśmy w radzie miasta po pierwszych wolnych wyborach samorządowych. W 1991 roku Szyszko przeforsował uchwałę o uznaniu Wesołej za miasto ekologiczne. Rada to przyjęła, żeby bronić się przed budową obwodnicy przez Wesołą, co uchwaliła cztery lata wcześniej dyrekcja dróg. A potem chciał na mocy tej uchwały przedłużyć finansowanie swoich badań przez miasto, ale to odrzuciliśmy, były pilniejsze potrzeby.
Krajewska pamięta pierwsze spotkanie nowo wybranych radnych. Jan Szyszko wstaje i wyraża chęć pełnienia jakiejś funkcji w mieście. Ale że nie stoi za nim żadna partia, kandydatura przepada.
- Wtedy przeszedł do opozycji, bardzo destrukcyjnej. Składał wnioski blokujące, kwestionował uchwały rady. A myśmy byli wtedy wszyscy zieloni, godzinami zastanawialiśmy się, czy nie robimy błędu, skoro doświadczony radny z poprzedniej kadencji nam coś wytyka - wspomina Krajewska. - Był rekordzistą wstrzymywania się od głosu. Bardzo bierny. I lekceważący. Czasem składał jakiś wniosek i opuszczał salę.
W 1992 roku zbiera podpisy w sprawie odłączenia swojego osiedla - Starej Miłosnej - od reszty Wesołej. Krajewska: - Stara Miłosna była niedofinansowana, szczególnie nowe osiedle, które tam powstało. Nie mieliśmy pieniędzy na budowę infrastruktury. Złośliwi mówią, że Szyszko angażuje się po to, żeby zostać burmistrzem - chociaż Starej Miłosnej. Ale nie udało się zebrać wystarczającej liczby podpisów i Wesoła się nie podzieliła.
Imago: wieloryb, czyli miśImago - owad dorosły, owad doskonały - ostateczne stadium w rozwoju osobniczym owadów przechodzących proces przeobrażenia. U owadów, u których występuje przeobrażenie niezupełne, osobnik dorosły przypomina larwę, a narządy larwalne stopniowo, w serii kolejnych linień, przekształcają się w narządy definitywne. Po każdym linieniu następuje też wydatne powiększenie rozmiarów ciała. W ten sposób larwa rośnie aż do uzyskania wielkości postaci dojrzałej - imago. W przeobrażeniu zupełnym, czyli holometabolii (pszczoły, motyle), imago różni się formą i sposobem życia od larwy, przechodzi przez stadium poczwarki (za: www.wikipedia.pl).
Do polityki na początku lat 90. wciąga Jana Szyszkę starszy brat Andrzej. Nie chce jednak rozmawiać z "Gazetą" (bo opisaliśmy podejrzanie duże dotacje, które klub Orzeł zarządzany przez Andrzeja Szyszkę uzyskał z kasy miasta, kiedy był on wiceprzewodniczącym miejskiej komisji sportu). Jan Szyszko również nie godzi się na rozmowę - przez rzecznika przekazuje, że nie ma czasu.
Jan Szyszko pomaga braciom Kaczyńskim w tworzeniu Porozumienia Centrum (PC). W 1992 roku zostaje na rok dyrektorem Krajowego Zarządu Parków Narodowych. W 1996 roku, kiedy PC jest poza parlamentem, a bracia Kaczyńscy orbitują na marginesie sceny politycznej, Szyszko nie tylko ich nie opuszcza, ale przeciwnie - zostaje wiceprezesem PC.
W 1995 roku PC wyznacza go na szefa sztabu Adama Strzembosza, którego partia popiera w wyborach prezydenckich. - Solidny urzędnik, chociaż nie miał iskry bożej - ocenia Adam Strzembosz. - Po kilku tygodniach oświadczył mi, że rezygnuje z funkcji, bo musi poświęcić się bardziej pracy naukowej. Przyjąłem to ze zrozumieniem. Tylko że parę dni później PC wycofało poparcie dla mnie, a pan Szyszko stał już na czele komitetu wyborczego Lecha Kaczyńskiego, który również zdecydował się na kandydowanie.
W 1997 roku zostaje ministrem ochrony środowiska w rządzie Jerzego Buzka. Wyskakuje przed szereg. 19 października
Jarosław Kaczyński mówi dziennikarzom: "Nie popieramy gabinetu z Suchocką. Oferta dla Szyszki to ordynarne przekupstwo, nie zostanie ministrem bez zgody całego PC". A Szyszko otwarcie potwierdza, że do rządu wchodzi.
- W tamtym czasie widziałem go ostatni raz, na SGGW - mówi Dariusz Łęgowski, który wówczas też pracował na uczelni. - Był zauroczony władzą i możliwościami. Jakimi? Minister spotyka ludzi, także z zagranicy. Ludzie mają możliwości, także finansowania badań. I to na inną skalę niż takie chędożenie na uczelni. Zrozumiałem wtedy, że on siedzi już w innej lidze.
Minister Szyszko jest przeciwny reprywatyzacji lasów, bo obawia się, że prywatni właściciele będą je masowo wycinać. Opowiada się za ochroną wilka oraz powiększeniem Parku Narodowego w Puszczy Białowieskiej. Chociaż zaznacza też, że "objęcie ochroną całej puszczy nie może oznaczać pogorszenia warunków życia ludności".
Po roku zostaje odwołany, zastępuje go Antoni Tokarczuk z Porozumienia Polskich Chrześcijańskich Demokratów, bo koalicja potrzebuje głosów tej partii. Po wyborach w 2001 roku wraca na uczelnię. I dostaje funkcję sędziego Trybunału Stanu (2002-2005). Po wygranej
PiS-u wraca na stanowisko ministra środowiska.
Jedna z pierwszych jego decyzji to wstrzymanie budowy obwodnicy Augustowa przez Dolinę Rospudy! Minister dał się przekonać ekologom, że wojewoda podlaski, wydając zgodę na inwestycję, posłużył się nieaktualnymi przepisami o ochronie środowiska. 30 grudnia 2005 roku pojechał nad Rospudę i mówił:
- Nie miałem innego wyjścia. Reprezentuję partię
Prawo i Sprawiedliwość, a tamta decyzja rzeczywiście zapadła z naruszeniem prawa. Budowa dróg ekspresowych jest priorytetem naszego rządu. Uważamy, że bardzo pomogą one w rozwoju zapóźnionych terenów. Ale nie można przy okazji niszczyć przyrody. To piękne miejsce.
Ale wojewoda poprawił dokumentację i minister w końcu wydał zgodę na budowę drogi. Tym razem nie dał się przekonać ekologom, że łamie europejskie dyrektywy. A budowa zagraża terenowi włączonemu do sieci Natura 2000, obszarów szczególnie chronionych w UE.
Od tej pory Jan Szyszko staje się dla ekologów wrogiem publicznym numer 1.
Przemysław Chylarecki pamięta konferencję speców od ochrony przyrody w sierpniu zeszłego roku na Węgrzech, na którą przyjeżdża ponad tysiąc osób z całego świata. Po wykładzie min. Jana Szyszki z sali pada złośliwe pytanie: - Czy sądzi pan, że można być jednocześnie dobrym politykiem i dobrym naukowcem?
- Spójrzcie na mnie - odpowiada z radością Szyszko.
Prof. Jan Węcławski z Sopotu uważa jednak, że Jan Szyszko jest wyłącznie politykiem, i to dyspozycyjnym: - Pan minister pełni funkcję adwokata deweloperów i drogowców, gdy z urzędu powinien być po stronie środowiska naturalnego, szczególnie w tak ewidentnych przypadkach jak
Rospuda. Prawo UE zezwala na inwestycje na terenach Natury 2000, kiedy nie ma innej alternatywy (czyli np. gdyby Augustów otoczony był wielkim jeziorem i jedyna droga wiodła przez torfowiska Rospudy). Jeżeli jest inna możliwość, żadne względy finansowe, społeczne ani polityczne nie są ważniejsze niż przyrodnicze. To nie mieści się w głowie naszym urzędnikom.
Chylarecki: - Oni w tym ministerstwie wierzą, że obszary Natura 2000 są wyznaczane po to, żeby storpedować rozwój kraju. Utrudnić dostęp do złóż gazu, bogactw mineralnych, budowę infrastruktury. Wierzą, że naukowcy są "inspirowani" z zagranicy w orzekaniu, które obszary włączyć do Natury 2000. Dlatego nie ustępują z Rospudą.
Profesor Węcławski widział się z ministrem dwa lata temu, podczas konferencji ekologicznej w Gdyni.
- Humbak, który właśnie wpłynął do Zatoki Gdańskiej, jest dowodem na to, jak bardzo Polska poprawiła stan swego morza - przemawiał minister.
Prof. Węcławski: - Ten wieloryb do czystości Bałtyku i naszych zasług miał się tak jak miś z filmu "Miś" do naszej potęgi gospodarczej.
Biegaczowate: małe żuki wypierają dużeBiegaczowate (Carabidae) - rodzina owadów z rzędu chrząszczy (Coleoptera) obejmująca około 20-25 tys. gatunków, z czego w Polsce występuje ponad 500. Biegaczowate polują najczęściej nocą, w dzień ukrywają się w ściółce lub pod kamieniami. Niektóre gatunki biegaczowatych są pod ochroną. Nauką o chrząszczach biegaczowatych jest karabidologia. Warto dodać, że pasją prof. Jana Szyszki (obecny minister środowiska) są właśnie Carabidae. W dziedzinie karabidologii jego nazwisko liczy się na arenie międzynarodowej (za: www.wikipedia.pl).
Za badania nad chrząszczami biegaczowatymi prof. Szyszko dostaje w styczniu zeszłego roku doktorat honoris causa niemieckiego uniwersytetu w Lüneburgu. Prof.Thomas Bauer, prorektor uniwersytetu w Kilonii, wygłasza laudację, która może być metaforą politycznej kariery ministra Szyszki: - Kiedy na dużych obszarach wycinane są duże drzewa, słońce, wiatr i deszcz bez przeszkód docierają do powierzchni gleby i natychmiast powodują dramatyczną zmianę warunków bytowania zwierząt zamieszkujących glebę. Chrząszcze biegaczowate reagują w taki sposób, że lokalny skład gatunkowy na obszarach takich przecinek zmienia się w czasie kilku miesięcy. Duże, wolno poruszające się gatunki, których życie zależy od warstwy ściółki i dużych ilości gleby pod osłoną dużych drzew, zanikają. Małe, szybko latające gatunki napływają na otwartą przestrzeń.
Mówiąc prościej: kiedy wytnie się stary las, giną stare duże chrząszcze. A okazję wykorzystują "małe, szybko latające" - i opanowują ekosystem na wiele lat.
--------------
Blog Adama Wajraka
Nie tędy droga Serwis tekstów Gazety Wyborczej
Ratujmy Dolinę Rospudy! Strona domowa
Dużego Formatu
Źródło: Duży Format