http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kosy i dredy

Katarzyna Surmiak-Domańska
2007-03-06, ostatnia aktualizacja 2007-03-06 03:00

Pani patrzy, sznurki we włosach, ręce w kieszeniach, kolczyki w nosach, kaptury na czole. Od razu widać. - Co widać? - Że oni są... inni

Do bazy ciągle przybywali nowi ekolodzy
Fot. Jerzy Gumowski
Do bazy ciągle przybywali nowi ekolodzy
Obiad w obozie
Fot. Jerzy Gumowski
Obiad w obozie
Luty 2007. Ekolodzy broniący Rospudy rozbili namioty także na drzewach
Fot. Jerzy Gumowski
Luty 2007. Ekolodzy broniący Rospudy rozbili namioty także na drzewach
Andrzej Gwiazda dyskutuje z mieszkanką Augustowa podczas niedzielnej pikiety 25 lutego
Fot. Jerzy Gumowski
Andrzej Gwiazda dyskutuje z mieszkanką Augustowa podczas niedzielnej pikiety 25...
Wtorek 27 lutego. Ekologów odwiedzają mieszkańcy wiosek, przez które ma przebiegać ekologiczny wariant obwodnicy. W płaszczu z wstążeczką Andrzej Chmielewski z Samoobrony
Fot. Jerzy Gumowski
Wtorek 27 lutego. Ekologów odwiedzają mieszkańcy wiosek, przez które ma...
ZOBACZ TAKŻE
Ponieważ jestem z "Wyborczej", i w dodatku z Warszawy, pan Henryk Gardynecki decyduje, że nie może wpuścić mnie do domu. Zgadza się porozmawiać, ale tylko na dworze i tylko dlatego, że urodziłam się w Olsztynie.

Pan Henryk, mieszkaniec Augustowa, jest zagorzałym zwolennikiem budowania obwodnicy przez Dolinę Rospudy i zaciekłym przeciwnikiem ekologów, którzy przez dwa tygodnie koczowali na jej skraju, blokując rozpoczęcie budowy. Tym samym jest wrogiem "warszawki" i mojej redakcji, która ekologów popiera.

Tydzień temu, w niedzielę, razem z 400 innymi mieszkańcami zaraz po mszy ruszył do bazy ekologów, żeby ich przepędzić. Większość miała wpięte w klapy pomarańczowe wstążeczki - kolor drogowców.

Przywieźli krzyże i znicze, żeby upamiętnić ofiary przejechane przez tiry, których dziennie przez miasto przewala się kilka tysięcy. W ciągu ostatnich 15 lat na tranzytowej ósemce w okolicach Augustowa pod kołami zginęło 300 osób.

Pomarańczowe wstążeczki

Na dworze mróz, wsiadamy więc do mojego samochodu.

- Pierwszy raz widział pan wtedy ekologów? - pytam.

- Pierwszy.

- I jakie wrażenie?

- Powiem pani tak, ja w niedzielę na tę demonstrację nałożyłem najlepszy płaszcz, odświętne spodnie, jak do kościoła. A oni! Jak popatrzyłem na tego Andrzeja Gwiazdę. Toż to on wyglądał jak łachmaniarz i pijak. Zarośnięty, niechlujny. I taki człowiek blokuje budowę obwodnicy!

- Miał się ubrać w garnitur do lasu?

- A co?! - oburza się pan Henryk. - Jak chce się wypowiedzieć, to powinien wyglądać jak człowiek, a nie jak małpa.

- No ale oni śpią w namiotach, na mrozie, nie mają wody, prądu.

- A kogo to obchodzi! A te dziewczynki młode, przecież to do szkoły powinno chodzić! No ale jak jej płacą 12 złotych za godzinę, no to nie wiem, może to jej się opłaca - uśmiecha się ironicznie.

- Ile?

- 12 złotych za godzinę dostają ci, którzy koczują w namiotach na ziemi. A ci, którzy śpią wysoko na drzewach, dostają 480 złotych na dobę.

- Od kogo?!

- W to ja już nie wnikam - pan Henryk ucina tajemniczo. - Ale że dostają i ile, to wszyscy wiedzą.

- I co, udało się wam porozmawiać?

- Oni nie chcieli. Pouciekali jak szczury. A ci, co zostali, stali tak naprzeciwko nas i ani be, ani me.

- A wy?

- Pokrzyczeliśmy trochę. Jedni może za mocno. Ludzi poniosło.

Zielone wstążeczki

Kilka namiotów na śniegu, kilka na szczycie wysokich sosen, na które wjeżdża się po wspinaczkowej linie, na środku stalowe beczki, w których stale pali się ogień. Latryna, worki na śmieci i dół z kompostem na odpadki organiczne. Wtorek 27 lutego, jeden z ostatnich dni bazy ekologów nad Doliną Rospudy.

Jedni przyjeżdżają, inni wyjeżdżają. W sumie w ciągu dwóch tygodni przewinęło się trzysta osób.

Wtedy, w niedzielę 25 lutego, była ich setka. Opowiadają:

- Krzyczeli na nas: "Mordercy, debile, śmierdziele, nieroby, brudasy".

- Na Andrzeja Gwiazdę: "Ty dziadu", "Gwiazda zgasła", "Dziadek do nieba".

- Jeden facet krzyczał do dziewczyny, czy jej nie wstyd, że tak śmierdzi, a potem zarechotał, że jak go poprosi, to może ją osobiście wykąpać.

- Wkładali nam do rąk krzyże: "Co krzyża, k..., nie weźmiesz?".

Agata Zielińska, koordynatorka wolontariatu z Greenpeace: - Rzucili się, jakby na nas postanowili zemścić się za śmierć swoich bliskich, którzy zginęli pod kołami tirów. Oni uwierzyli, że to przez nas.

Agata prowadzi w obozie treningi "działanie bez przemocy". - Sami uznaliśmy, że lepiej będzie, jak część ludzi pójdzie daleko do lasu. Gdyby tak zderzyli się z całą setką, to nie wiadomo, czym by się skończyło. Mogłyby komuś z naszych puścić nerwy. Uznaliśmy, że za wszelką cenę nie wolno dać się sprowokować.

Adam Wajrak z "Gazety Wyborczej" (w obozie od początku) obok zielonej wstążeczki ma wpiętą większą, czarną. - Wyprowadziliśmy większość ludzi, żeby zmitygować nerwy i nie doprowadzić do mordobicia. Bałem się strasznie, że ktoś z nas nie wytrzyma i coś im powie, łącznie ze mną. W życiu nie miałem do czynienia z takim natężeniem negatywnych emocji. Agresja i ostra polityka. Na ich czele Andrzej Chmielewski z Samoobrony. Z tubą. Co on krzyknie, to tłum skanduje za nim. Nie było możliwości rozmowy. Jakaś pani wpięła mi czarną wstążkę na znak żałoby po ofiarach tirów. Ktoś wetknął mi w rękę krzyż i znicz. Staliśmy więc tak w milczeniu nad zniczami. Bo jeśli mamy uczcić ofiary, to w ciszy.

400 osób w średnim wieku w futrach, kapeluszach, niedzielnych kurtkach, beretach naprzeciwko trzydziestki milczących, w większości młodych ludzi w goreteksach, dredach, kapturach, bandankach.

Pomiędzy jednymi i drugimi kordon policji.

Judasze

- A są tacy mieszkańcy Augustowa, którzy nie chcą obwodnicy przez dolinę? - pytam pana Henryka.

- Jest nawet taki jeden, co kołdry wozi dla ekologów, żeby im ciepło było - odpowiada z przekąsem. - Inny z Białegostoku przywozi im czekolady, nie czekolady.

- A czemu to robią?

- I wśród apostołów był Judasz.

- To co, im tiry nie przeszkadzają?

- Może mieszkają dalej od ósemki, może wzięli pieniądze. Ekolodzy robią różne sztuczki, chwyty. Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli.

- Ale jak oni się tłumaczą?

- W ogóle się nie tłumaczą. Ja słyszałem w niedzielę, jak jedna pani do takiego Judasza mówi: ty się tak nie wstydzisz przeciwko swoim? A ten nic. I wtedy ktoś obok dodał mądrze: pluń świni w oczy, powie, że deszcz pada.

Gdyby nie tubylcy, którzy popierają ekologów, nie wiadomo, czy ich obóz w ogóle by przetrwał.

- To oni podarowali nam stalowe beczki i kozę. Jeden pan pozwala nam u siebie gotować, posiłki dowozimy do bazy w termosach. U sąsiadów ładujemy komórki i laptopy, korzystamy z pryszniców - opowiada Magdalena Figura z Greenpeace, komendantka obozu.

Mieszkańcy okolicy przynoszą im paczki makaronu, dżemy własnej roboty, cytryny, czosnek, soki, czekoladę, mleko, a ostatnio nawet świeże rogaliki z marmoladą.

Magda zapewnia, że w obozie są wyłącznie osoby pełnoletnie. - Część to, tak jak ja, pracownicy Greenpeace, którzy tu są właściwie służbowo, choć po godzinach. Nikt nam w każdym razie nie kazał tu przyjechać i koczować. Poza tym ludzie z całej Polski. Studenci, którzy mają przerwę zimową lub sobie tak ustawili zajęcia, żeby spędzić z nami jakiś czas. Niektórzy ludzie mają własne firmy, inni pobrali urlopy w pracy. Jest renowator mebli, pośrednik w handlu nieruchomościami, kucharz, ratownik medyczny, rękodzielnik artysta, pracownik naukowy...

Tadeusz Trocki to jedyny proekolog z okolicy, który zgadza się rozmawiać pod nazwiskiem. Ma gospodarstwo niedaleko od obozu. Był obecny podczas niedzielnej konfrontacji. - Ci ludzie, którzy manifestowali z krzyżami, chcieli uczcić śmierć ludzi, którzy zginęli na ósemce. I mają do tego prawo. Ale ludzie giną nie tylko na ósemce. Giną na drogach gminnych i w jeziorach, i jakoś nikt tego nie zauważa. Nie wiem, czy kiedy się będzie machać tymi krzyżami, coś się zmieni. To wystąpienie obłudne i niezwiązane z wiarą chrześcijańską. Przyjechały samochodami kartony z krzyżami, rzucono je pod drzewem bez żadnego szacunku. Krzyże były dzielone pierwszym lepszym krzykunom. Ktoś dostał krzyżem po głowie.

Śmiech żaby

Obwodnicy bronią lokalne media i ogólnopolskie brukowce.

W "Fakcie" pojawił się artykuł ośmieszający jednego z obozu ekologów, aktora - "mizernego aktorzynę, który grywa chłopców na posyłki, a raz nawet zagrał w serialu kieszonkowca".

"Przegląd Augustowski" pisze: "Ekolodzy i ich pseudonaśladowcy zaczęli lamentować nad losem (...) storczyków, głuszców i rechoczących (chyba ze śmiechu!) żab".

Raz w nocy w oborze Tadeusza Trockiego pojawili się dziennikarze. Szukali ekologów. Chcieli widocznie udowodnić, że ekolodzy udają tylko, że śpią na mrozie, a naprawdę wylegują się u Trockiego przy piecu. Żadnego ekologa jednak nie zastali.

Tadeusz Trocki nie chce obwodnicy przez piękną dolinę, gdzie kiedyś biwakował razem ze swoimi dziećmi. - Torfowiska w dolinie to zupełny unikat. Moi wnukowie już tego nie zobaczą - martwi się.

Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że Tadeusz Trocki mieszka w tej chwili w odległości 150 metrów od ósemki, którą jeżdżą tiry. Rządowy projekt przybliży obwodnicę do jego domu na odległość około 30 metrów.

- A co z tego torfowiska, co się w tym torfowisku znajdzie? Tylko ktoś ugrzęźnie po kolana - denerwuje się pani Kulmaczewska, sąsiadka Trockiego, której dom dzięki obwodnicy będzie dalej od tirów.

Dom jest tuż przy ósemce, a łąka po drugiej stronie. Dwa razy dziennie cała rodzina wychodzi, żeby przeprowadzać 15 krów na drugą stronę pomiędzy tirami. Czasem czeka się i pół godziny.

- Tyle lat czekaliśmy, ziemie wykupione i jak się ruszyło, to teraz, pani, znowu od początku? A jakby tam trochę tej rzeki zajęli, to co? Bydełko się nie liczy, tylko jakieś żabki?

Kilka tygodni temu ponad 120 osób z Augustowa i okolic podpisało list otwarty do ministra środowiska, prosząc o odstąpienie od szkodliwego ich zdaniem przebiegu obwodnicy. W domu rolnika, u którego ekolodzy biorą kąpiel, trwa zebranie czwórki z nich. Wolą pozostać anonimowi.

Rozmawiamy o ostatnich w Europie zachowanych w tak doskonałym stanie niskich torfowiskach przepływowych, bogatych w borowinę, liczących może i 10 tysięcy lat, o storczyku - miodokwiecie krzyżowym, dla którego dolina jest ostatnim siedliskiem w Polsce, o dziewiczym, nieskażonym cywilizacją przepięknym widoku, najwspanialszej wizytówce regionu, nieustępującej augustowskim jeziorom.

- Dolina Rospudy jest bezcenna. Obwodnica musi być, ale w rozsądnym miejscu - mówi jeden z zebranych (sam niedawno o mało co nie został potrącony przez tira). - To, co robi burmistrz z PO, radny Dyjuk i inni decydenci, to pranie mózgów. Z drugiej strony to samo uskutecznia Chmielewski z Samoobrony. Do niedawna był wicemarszałkiem sejmiku. Sejmik rozwiązano, ale nowe wybory za pasem.

Czy tir w ogóle być musi?

Pan Henryk proponuje, żebyśmy przejechali się trasą objazdu proponowaną przez ekologów. Chce mi udowodnić, że jest on dużo bardziej szkodliwy niż estakada nad Rospudą, którą forsują władze miasta.

Jedziemy przez Janówkę, Suchą Wieś, Jabłońskie szosą, którą ekolodzy proponują przerobić na obwodnicę.

- To wszystko trzeba będzie wyburzyć - denerwuje się. - Te domy, gospodarstwa.

- Ale to chyba lepiej budować nowe drogi na starych, na ziemi, którą i tak już człowiek zawłaszczył. Po co naruszać to, co dziewicze - nie zgadzam się.

- A tam, dziewicze - kpi pan Henryk. - Rospuda to ściek. Kiedyś łapało się tam po 20 pstrągów dziennie, teraz pstrąga nie uświadczysz.

Po prawej stronie w oddali płynie Rospuda. Pan Henryk przekonuje, że gdy na tę szosę wjadą tiry z ósemki, spaliny i tak zniszczą rzekę doszczętnie w pięć lat.

- Może kiedyś w ogóle nie będzie tirów - mówię przekornie. - To, co się zatruje, może się stopniowo odtruje. A jak się wetknie filar estakady w torfowisko, to koniec. Wszystko wyschnie

- Mądrzy ludzie mówią, że nie wyschnie - przekonuje pan Henryk.

- Ma pan na myśli burmistrza? Jest pan pewien, że się nie myli?

- Ja mu wierzę i już.

Rozmowa schodzi na politykę. - Burmistrz jest dobrym burmistrzem. Całe miasto jest skanalizowane, każdy dom mam telefon, mamy dobrą oczyszczalnię ścieków - chwali mój pasażer. - A jeśli chodzi o to, na którą partię głosuję, to ja pani powiem, że wolę Leppera niż wszystkich innych. Może jest bardziej uczciwy niż tamci.

Henryk Gardynecki z sąsiadami planuje już nowe rozwiązanie na wypadek, gdyby nie udało się wygrać z ekologami. Całodzienna lub nawet całodobowa blokada wjazdu tirów do miasta: - Niech sobie przekraczają granicę w Kaliningradzie i jadą przez Rosję - mówi.

Zdecydowana większość tirów, o które toczy się cała awantura, jedzie z Europy Zachodniej na Litwę. W Polsce nie mają żadnego interesu.

W jednej z gazet przeczytałam, że na Podlasiu planuje się ekologiczne rozwiązanie przewożenia tirów na torach. PKP Cargo ma za parę miesięcy uruchomić specjalny pociąg, który codziennie będzie kursował na trasie Suwałki - Rzepin, czyli pomiędzy litewską i niemiecką granicą Polski. Ma zabierać na razie kilkanaście tysięcy ciężarówek rocznie. W ten sam sposób z ruchem tranzytowym ciężkich pojazdów, które niszczą drogi, radzi sobie od wielu lat np. Szwajcaria.

- A kto to jest ten Andrzej Chmielewski? Bo o nim różne rzeczy opowiadają - podpytuję pana Henryka.

Pan Henryk wzdycha głęboko: - Słucha pani, o Lepperze też opowiadają różne rzeczy. Chmielewskiego nie za mocno trzeba chwalić, ale i nie trzeba też ganić. Jak jest potrzebny, to potrafi walczyć. Dba o ludzi, a nie o kwiatki.

- Ale coś czuję, że zachwycony pan nim nie jest.

- Bo za mało się udzielał do tej pory. Teraz dopiero się uaktywnił. Ale jak ktoś walczy o Augustów, to już jest dobry.

- Łatwo zdobyć wasze poparcie. A jak ja przyjadę i krzyknę: budujmy obwodnicę, to mnie też wybierzecie do sejmiku?

- A wybierzemy.

Relikt poprzedniego wieku

Robert Cyglicki z Bank Watch, międzynarodowej organizacji zajmującej się funduszami unijnymi, uczestnik obozu: - Obwodnica Augustowa, która ma kosztować setki milionów złotych, powinna być sfinansowana za pieniądze unijne, bo jest fragmentem Via Baltica. Ale włodarze Augustowa nigdy nie starali się o to sfinansowanie. Dlaczego? Wiadomo, ich projekt by nie przeszedł. Komisja od razu wytknęłaby błędy - nieuzasadnione odrzucenie wariantów chroniących Dolinę Rospudy. Wyszłoby na jaw, że zmarnowali czas, pieniądze, wykupili nie te gospodarstwa co trzeba. Teraz próbuje się zatuszować błędy, żerując na emocjach zdeterminowanych mieszkańców. Napuszcza się ich na ekologów.

Magda Figura: - Przez 15 lat ani nie zaczęli żadnej budowy, ani nie zrobili kładek dla pieszych z windami, fotoradarów czy więcej sygnalizacji świetlnej w mieście, żeby ludziom ulżyć. Nagle zaczyna się wszystko dziać na gwałt, bo akurat zeszły się wybory rządowe i samorządowe. Obiecują, że zbudują im obwodnicę w 33 miesiące. Ludzie nie rozumieją, że jak się ta budowa nawet i zacznie, to i tak szybko stanie. Zapłacimy ogromne kary i wszystko trzeba będzie zaczynać od początku. Tylko że nie będzie już doliny i zapewne zostaną wstrzymane inne dotacje na rozbudowy dróg na Podlasiu.

Robert Cyglicki: - Trasa ekologiczna przygotowana przez biuro SISKOM (organizacja skupiająca niezależnych drogowców, zabiegająca o budowę dróg w Polsce zgodnie z przepisami prawa) ma jeszcze tę zaletę, że łączy obwodnice Augustowa i Suwałk. Unia tym chętniej ją sfinansuje.

- Komu więc zależy, żeby zniszczyć dolinę? - zastanawiam się.

- Myślę, że po prostu w czasach, gdy powstawał tzw. rządowy projekt, nikt nie przejmował się przyrodą. To relikt tamtego wieku. Wariant przez dolinę był prostszy, bo zdaniem urzędników tam po prostu nic nie ma - odpowiada Cyglicki.

Przyrodę niszczymy i tak

Podlasie to kraina piękna i dzika, a bogactwo przyrody wciąż zdaje się być niewyczerpane. Tam przyroda jest ciągle dla człowieka żywiołem, który go ogranicza, z którym trzeba się zmagać. Jak spadnie śnieg, tradycyjnie kilka wsi jest odciętych od prądu, a na żubra, który wyjdzie z puszczy i zabłąka się do ludzkich obejść, organizuje się śmiertelną nagonkę. Tu nikt nie mówi o ociepleniu klimatu, bo gdy w całej Polsce tegoroczna zima przypominała wiosnę, na Podlasiu mróz trzymał non stop.

To nie Warszawa, gdzie pochylamy się z rozczuleniem nad stokrotką. To nie Anglia, gdzie niedawno w mediach toczyła się dyskusja, czy pewien człowiek chcący uciec od cywilizacji miał prawo postawić sobie na dziewiczym odludziu, będącym przecież wspólną własnością, szałas (z gałęzi).

Rozmawiam o tym z radnym Bogdanem Dyjukiem, szefem komitetu wspierającego budowę obwodnicy. - No tak, niech pani jeszcze napisze, że my tu chodzimy w skórach, z maczugami w rękach - obrusza się.

Dyrektor Dyjuk już wie, że z ekologii nie wypada się wyśmiewać. Przekonuje mnie, że wariant ekologiczny tak naprawdę nie jest wcale ekologiczny, bo zagraża środowisku może nawet bardziej niż rządowy. Palcem na mapie pokazuje centymetr po centymetrze, przytaczając te same argumenty co pan Gardynecki. - Zresztą przyrodę i tak niszczymy, jeżdżąc samochodami - kwituje.

Kary, jakie za budowę nieekologicznej obwodnicy może na nas nałożyć Trybunał Sprawiedliwości, go nie interesują. - Grecja ma najwięcej wyroków Trybunału w sprawie infrastruktury i dalej prowadzi te inwestycje - śmieje się. - A Austria miała też ostatnio wniosek o nałożenie kar i nic nie nałożono. Więc to nie jest tak, że zaraz będą kary.

Bogdan Dyjuk nosi wpiętą w klapę pomarańczową wstążeczkę, ale zapewnia, że właściwie to chętnie obok wepnie sobie drugą, zieloną. Z niedzielną demonstracją się nie utożsamia. - Nie powinniśmy używać krzyży, to niewłaściwe. Ja się z takimi ludźmi jak pan Chmielewski nie zadaję.

Tydzień wcześniej, 19 lutego, w poniedziałek, Bogdan Dyjuk zorganizował wraz z burmistrzem własną manifestację, w centrum Augustowa. Żeby podbić frekwencję, zwolnił z lekcji dzieci uczące się w Centrum Edukacyjnym, którego jest dyrektorem.

- A wy czemu nie poszliście na tę demonstracje w Augustowie w poniedziałek? - pytam Magdę Figurę z bazy.

- Uznaliśmy, że to nie ma sensu. We wrześniu zorganizowaliśmy z innymi organizacjami ekologicznymi akcję pt. "Pociąg do Rospudy". Chcieliśmy stworzyć platformę dyskusji. Wynajęliśmy pociąg, przygotowaliśmy jedzenie, mikrofony. Zaprosiliśmy mieszkańców, żeby każdy podszedł i coś powiedział. Skończyło się obelgami, pluciem i rzucaniem kamieniami. Zniechęciliśmy się.

Inni

Kiedy wracamy do Augustowa, pan Henryk nieoczekiwanie proponuje: - A może tak przejedziemy obok ekologów?

- Chce pan tam wpaść, pogadać?

- Nieee. Ale może przyjrzeć się.

Docieramy akurat, gdy w bazie kończy się kolejna wizyta mieszkańców Augustowa i okolicznych wiosek. Tym razem wszystko odbyło się dużo spokojniej. Wysoki mężczyzna w średnim wieku w granatowym wełnianym płaszczu z pomarańczową wstążeczką chowa dokumenty do teczki.

- Ma pani Chmielewskiego - szturcha mnie pan Henryk.

Podchodzę.

- Kim pan jest?

- Mieszkańcem Augustowa, rencistą, jestem tu prywatnie.

- To pan zorganizował niedzielną konfrontację?

- Tak. Na moją prośbę stolarze z Augustowa zrobili w czynie społecznym krzyże ze swojego drewna i swoich gwoździ. Obdzwoniłem znajomych. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że mnie stać, żeby tu wjechało nie 500 osób, ale 3 tysiące. Ja nie zabiegam o popularność.

Andrzej Chmielewski co prawda przywiózł tym razem dwie kosy, które wetknął w ziemię na sztorc, ale na tym się skończyło. Były rozmowy, emocje, ale bez obelg i wyzwisk. Właściciele kos o mało nie zapomnieli zabrać ich z powrotem.

Pan Henryk przechadza się w tłumie ekologów i rozgląda z niedowierzaniem:

- Pani patrzy, sznurki we włosach, ręce w kieszeniach, kolczyki w nosach, kaptury na czole. Tak wygląda ekolog!

- No, ale że ktoś trzyma ręce w kieszeni... - protestuję.

- Ale to od razu widać.

- Co widać?

- Że oni są... inni.

Rozmowy przy kosach

Rozchodzący się mieszkańcy mieszają się z ekologami, dyskutując w podgrupach.

- W wariancie ekologicznym do wyburzenia są tylko trzy domy - przekonuje chłopak w bandance z brodą splecioną w warkoczyk.

Mężczyzna z jednej ze wsi, przez którą wiedzie ekologiczna trasa, tłumaczy spokojnie: - Ja pana bardzo przepraszam, jeżeli pan twierdzi, że wyburzy pan w tym miejscu trzy domy i zbuduje ślimak, to ja pana zapewniam, że na takim ślimaku tir się nie wyrobi. Tam jest minimum dziesięć domów do wyburzenia.

- To nie ja, takie mam informacje - broni się chłopak.

- My tu mieszkamy, to my wiemy, znamy tu każdy kilometr. Dlaczego blokujecie obwodnicę?

- Ale czy my blokujemy? Chcemy, żeby była w innym miejscu.

- Blokujecie. Przedstawiacie argumenty niepoparte niczym.

Kobieta ze wsi Szczebra: - Oni tu stoją za pieniądze. Jest układ polityczny. Odkąd pojawił się problem Rospudy, zaczęła się nagonka na Szyszkę, na Putrę.

- A manipulacji wami pani nie widzi? - pytam.

- To mnie nie interesuje. Jeśli ktoś próbuje sobie robić kampanię wyborczą, ale nas broni przy okazji, to mi to nie przeszkadza. Ekolodzy nie umieją odpowiedzieć na konkretne pytania. Oni są oddelegowani do tej roboty, a nie wiedzą, o co chodzi. W niedzielę jeden z nich powiedział, że nie będzie rozmawiał z rozkrzyczanym tłumem. Ale w ludziach są już takie emocje, że nic na to nie poradzimy.

Ekolodzy też z trudem panują nad emocjami. Podczas spotkania przy kosach Adama Wajraka nie było. - Tym razem bałem się, że nie wytrzymam i pojadę temu Chmielewskiemu. Poszedłem na drugi koniec obozu - przyznaje po powrocie.

- Mam wrażenie, że nie zawsze jesteście przygotowani do merytorycznej dyskusji o waszym wariancie. Oni was zaginają doskonałą znajomością okolicy - zauważam.

- To prawda - przyznaje Adam - ale nie można wymagać, żeby każdy z ludzi, którzy nas wspierają, miał inżynierską wiedzę. My przyjechaliśmy protestować. Szczegóły wariantu ekologicznego znają ludzie z SISKOM, ale oni nie będą siedzieć tu z nami w namiotach. Poza tym wariant ekologiczny to dopiero wstępna analiza. Można trochę przesunąć wte czy wewte. Zostaniesz jeszcze? Zaraz ma przyjechać do nas Staś Tym.

Nowi

Tymczasem zamiast Stanisława Tyma do obozu podchodzą nowi goście. Czterech wyrostków z Augustowa. Mają może po 17 lat. Przechadzają się, rozglądają, naradzają. Parę osób z obozu już ich spostrzegło. Patrzą z niepokojem. Nie wiadomo, czy nie zanosi się na rozróbę.

Przybliżam się.

- Głupota - ocenia jeden z chłopaków.

- Choroba psychiczna - dodaje drugi.

- Za cztery stówy to i ja bym się na drzewie przespał - śmieje się trzeci.

- Ty, patrz, ten tam się po linie wspina!

- O rety!

Chłopaki patrzą, ale już bez pogardy. Jurek Gumowski, fotograf "Gazety", też ich zauważył. Wołamy dyskretnie Adama Wajraka: - Zagadaj do nich.

- Chcecie nauczyć się wspinać po linie? - pyta Adam.

Chłopaki krzywią się niechętnie, ale widać, że chcą, i to bardzo. Wajrak woła jednego ze wspinaczy: - Pokaż chłopakom, jak się wspinasz.

Zaczyna się pokaz: - Zobaczcie, tu się wkłada jedną nogę, tu drugą, potrzebne są specjalne rękawice, bo lina jest mokra. Wspinacz stopniowo unosi się, omawiając kolejne kroki.

- Potrzymaj mu linę - namawia Jurek. Augustowianin chwyta linę, pomaga. Jego koledzy już się nie krzywią. Wyjmują z kieszeni telefony komórkowe. Robią zdjęcia.

PS 1 marca ekolodzy opuścili dolinę. Zaczął się okres lęgowy ptaków, prace nie ruszą wcześniej niż w sierpniu. Ekolodzy deklarują, że w każdej chwili są gotowi wrócić do bazy.

Kiedy Adam Wajrak szykował się do powrotu, jego dom w podlaskiej wsi Teremiski ktoś obrzucił butelkami, wybijając szybę. Dzień później jego najbliższy sąsiad i przyjaciel został zaatakowany ciosem tępym narzędziem w tył głowy.

---------

Blog Adama Wajraka Nie tędy droga

Serwis z tekstami Gazety Wyborczej Ratujmy Dolinę Rospudy!

Strona domowa Dużego Formatu

Źródło: Duży Format
  • 324 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Grammy żegna W. Houston

Dziś w nocy po raz 54. rozdane zostaną muzyczne odpowiedniki Oskarów. Twórcy widowiska chcą oddać specjalny hołd zmarłej w sobotę Whitney Houston