Radek pokazuje mi ulotkę: "Doświadczyłeś homo-fobii? Padłeś ofiarą ataku fizycznego lub werbalnego? Powiadom policję! Dyskryminacja z powodu orientacji seksualnej jest przestępstwem". Numer telefonu.
- Dostałem to na ulicy - mówi Radek. - Od policjanta.
Radek przyjechał do Londynu z Warszawy. Inni są z Krakowa, Kuźni Raciborskiej, wioski pod Łodzią, Torunia, Poznania, Bydgoszczy i Kępna.
Nie myślałem, żeby z kimkolwiek rozmawiać o religii, ale pierwszego dnia w głośnym, zadymionym, bezpruderyjnie roztańczonym klubie na szyi Duśki (25 lat, Kraków) zobaczyłem medalik z Matką Boską.
- Wierzysz w Boga?
- Jasne, że wierzę - uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że mnie kocha, że mój grzech nie jest niewybaczalny, jak zdarzało mi się słyszeć.
Rafał (26 lat, Kuźnia Raciborska) na pytanie o wiarę odpowiedział mi w kuchni swojego
mieszkania, paląc papierosa i dmuchając za okno (bo jego współlokator, chudy dryblas z Hiszpanii, jest niepalący).
- Ja jestem z typowo polskiej rodziny. Nie jakiejś superreligijnej, ale katolickiej. Myślę, że to by było za proste, gdyby Boga nie było, ale dziś za katolika się nie uważam.
Z Majką (26 lat, wieś pod Łodzią) i Agnieszką (33 lata, Toruń) rozmawiałem w gwarnej kawiarni naprzeciwko Hyde Parku.
- Jesteście religijne?
Agnieszka: - Pewnie nie, bo nie chodzę do kościoła. Ale wierzę w Boga. Ze wszystkimi tego konsekwencjami - niebem, piekłem, zbawieniem i potępieniem. Wierzę w Boga i w dobro.
Majka: - Ja nie wierzę w piekło, niebo i tak dalej.
Agnieszka: - Będziesz się smażyć.
Majka: - Nie. Wierzę w jakąś Istotę, która nas stworzyła.
Z Piotrkiem (31 lat, Poznań) poszedłem na spacer. Przed Westminster Abbey zadarliśmy głowy i popatrzyliśmy na masywne wieże opactwa przygniecione sinym londyńskim niebem.
- Jak to się ładnie mówi, jestem wierzący niepraktykujący. Wierzę w Boga, że jest siła jakaś nad nami. Co dokładnie, nie wiem. Mam wrażenie, że mój nieżyjący ojciec jest ze mną. Takie banalne sytuacje - przechodzę zamyślony przez ulicę, nie patrzę nigdzie i nagle ocknięcie - "spójrz w prawo!". I staję jak wryty, a samochód przejeżdża mi przed samym nosem. Lubię wierzyć, że to ojciec mi podszeptuje to, co trzeba.
Z Danielem (26 lat, Bydgoszcz) wypiliśmy kilka piw w jego ulubionym pubie w Soho.
- Nie wierzę w Boga, jestem ateistą.
W nieco zapuszczonej, ale przytulnej kuchni cichego mieszkania (była późna noc, Aki już spał) rozmawiałem z Radkiem (25 lat, Warszawa). Przy gorzkiej czekoladzie z Wedla.
- Byłem swego czasu bardzo praktykujący. Dziś rozpatruję swoją wiarę bardziej intuicyjnie i wydaje mi się, że jestem bliżej buddyzmu niż chrześcijaństwa. Bóg to jest dziwne słowo trochę, bo każdy ma swoje wyobrażenie na ten temat, ale ja wierzę, że rzeczy nie dzieją się przypadkowo i że mają cel i sens.