http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty >  Odnajdźmy się

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

To ja jestem synem Reni

Anna Sulewska-Toczyska
2006-12-22, ostatnia aktualizacja 2006-12-22 18:05

Akcję "Odnajdźmy się" rozpoczęliśmy w poniedziałek historią Haliny Bortnowskiej, która chciała poznać późniejsze losy swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Wczoraj spotkała się z jej synem

- Moja mama na pewno ucieszyłaby się ze spotkania ze szkolną koleżanką - mówił do Haliny Bortnowskiej Jan Zabierzewski
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
- Moja mama na pewno ucieszyłaby się ze spotkania ze szkolną koleżanką - mówił...
SERWISY
Renia Lange to przyjaciółka z dzieciństwa publicystki Haliny Bortnowskiej. W poniedziałek w "Gazecie" opublikowaliśmy zdjęcie sprzed 64 lat, na którym mała Halinka i Renia pozują ubrane w sukienki od pierwszej komunii. To był ostatni raz, kiedy się widziały. Potem rozdzieliła je wojna. Historia ich przyjaźni była pierwszą opublikowaną w naszym cyklu "Odnajdźmy się". Halina Bortnowska mówiła, że bardzo chciałaby jeszcze kiedyś spotkać przyjaciółkę, dowiedzieć się, co ją spotkało w życiu.

Krótki artykuł i poruszające zdjęcie pomogły.

Do redakcji zadzwonił syn poszukiwanej. - Nazywam się Jan Zabierzewski - przedstawił się. Był bardzo wzruszony, że szukamy jego mamy.

- Niestety, mama nie żyje. Na pewno byłaby szczęśliwa, mogąc się spotkać z koleżanką ze szkoły sióstr niepokalanek - mówił.

Ucieszył się też, widząc zdjęcie komunijne mamy.

- Jest przepiękne i tym bardziej dla mnie cenne, że wszystkie pamiątki rodzinne przepadły w Powstaniu Warszawskim.

Syn Reni chciał złożyć Halinie Bortnowskiej świąteczne życzenia, więc postanowiłam doprowadzić do spotkania. Zaprosiłam go do siedziby Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gdzie miałam pewność, że spotkamy Bortnowską. Przyszedł z bukietem róż.

Bortnowska nic nie wiedziała o tym, że udało mi się odnaleźć syna jej przyjaciółki.

- Dzień dobry, jestem synem Reni - powiedział na powitanie. Bortnowska na chwilkę zaniemówiła, po czym uśmiechnęła się: - No to masz nową ciocię!

Nie bardzo było wiadomo, co powiedzieć więcej.

Okazało się, że Renia to tak naprawdę Teresa. Do Powstania mieszkała na Asfaltowej, w domu, pod który odprowadzała ją mała Halinka. Była bardzo uzdolniona matematycznie. Uczyła się w liceum Słowackiego, a studiowała na Politechnice. Jeszcze jako studentka została asystentką prof. Franciszka Otto. Na Politechnice też poznała Czesława, za którego wyszła za mąż w 1955 r. w kościele św. Aleksandra na pl. Trzech Krzyży. Mieli jednego syna Jasia.

Przez siedem lat mieszkali z rodzicami, potem przeprowadzili się na Rakowiec. Renia przez całe życie pracowała jako inżynier. Zmarła w 1988 r.

- Ocalało tylko jedno zdjęcie z dzieciństwa mamy - mówił Jan Zabierzewski. - Jak miała trzy latka.

- To ja ci jakieś zdjęcie podaruję - zaproponowała Bortnowska.

- Jaka była Renia?

- Bardzo rodzinna. I przez całe życie utrzymywała kontakty z koleżankami, jeszcze z gimnazjum. Do wszystkich mówiłem "ciociu" - mówił Zabierzewski.

Renia bardzo lubiła działkę, biały ser, pomidory i kawę z mlekiem. I matematyczne łamigłówki.

- A jak ojciec rzucił palenie 6 marca, to mama każdego szóstego każdego miesiąca robiła mu prezent - opowiadał. - A dla mnie ten tekst o waszej przyjaźni i to spotkanie to najpiękniejszy prezent na Boże Narodzenie.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów