Dwie 11-latki w ogrodzie szkoły Sióstr Niepokalanek przy ul. Kazimierzowskiej w Warszawie. Jedna ma czarne loki, a druga delikatne blond włoski. To Halinka Bortnowska i Renia Lange w dniu swojej Pierwszej Komunii. 25 maja 1942 roku.
- Siostry pożyczyły jedwabne sukienki od naszych starszych koleżanek - mówi Halina Bortnowska, dziś publicystka i filozof, członek Komitetu Helsińskiego w Polsce. - Naszych rodziców w czasie wojny stać było tylko na wianuszki.
Dziewczynki ze zdjęcia patrzą w obiektyw, a w tle widać siostry w białych habitach i budynek szkoły.
- Ta szkoła to wyjątkowe miejsce, o którym pięknie pisze Joanna Olczak-Ronikier w "W ogrodzie pamięci" - mówi Halina. - Tam właśnie przeżyłam oblężenie Warszawy.
Mała Halinka mieszkała niedaleko szkoły, przy Rakowieckiej 45. A Renia zaraz obok, na Asfaltowej.
- Zawsze długo wracałyśmy ze szkoły, odprowadzając jedna drugą, czego nie mogła zrozumieć moja mama - wspomina Bortnowska. - Bywałam też u Reni w domu. Pamiętam, że był to ciepły, miły dom, do którego można było zapraszać koleżanki.
W tej parze to Renia była blond aniołkiem, a Halinka tą czarną i niegrzeczną, - Miałyśmy jeszcze jedną koleżankę: Dorcię. Bez przerwy się z nią kłóciłam i przeżywałam. Właśnie na Komunii postanowiłam z tym skończyć.
Halina Bortnowska chodziła do szkoły przy Kazimierzowskiej do końca drugiej klasy. Potem przeprowadziła się w okolice pl. Narutowicza. W wojennej Warszawie to były wielkie odległości, więc dziewczynki nie kontaktowały się już.
Renia ma teraz 75 lat. - Coś w tej znajomości z Renią musiało być, skoro pamiętam ją po tylu latach - śmieje się Bortnowska. - Ciekawe czyją jest mamą, babcią?
Komunijne zdjęcie dziewczynek cudem ocalało u jej ciotki. - Miałam kilka odbitek, więc dałam jej jedno, a ona trzymała je w albumiku. Kiedy moje wszystkie pamiątki poszły z dymem, dostałam od cioci to zdjęcie - mówi Bortnowska. Przez całe życie w ważnych chwilach, kiedy przeglądała pamiątki, natrafiała na na buzię Reni.
- Chyba nam na tym zdjęciu bardzo zależało - wspomina. - Wtedy mogły być tylko albo portrety, albo zdjęcia grupowe, a my musiałyśmy specjalnie prosić wynajętego fotografa, żeby zrobił nam wspólne zdjęcie. Czy Renia też ma nasze zdjęcie? Czy ono też przetrwało? W Warszawie w czasie wojny tak niewiele uchowało się pamiątek.