Radio TOK FM i
"Polityka" prezentują unikatowe nagrania rozmów twórców ''Solidarności" z dziennikarzami Tygodnika Polityka.
Część I: Rozmowy dziennikarza "Polityki" Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego z Lechem Wałęsą. Miała ona miejsce w październiku 1980 roku:
Dobre związki zawodowe Na początku rozmowy Lech Wałęsa prognozuje, jak będą wyglądały nowe związki zawodowe. Już nie uzależnione od władzy i nie będące po prostu kolejnym narzędziem komunistycznej kontroli nad społeczeństwem. - Co jest dobre w naszych związkach: Nie będzie działaczy urzędasów. Posadzimy wszędzie specjalistów, ekspertów z dziedzin. A my będziemy na dole i będziemy pracować na dole. Smakować, co budujemy - mówi. Dodaje, że obecni działacze-robotnicy będą z biegiem czasu rezygnować z funkcji lub będą pracować tylko społecznie. - Do tego dążymy - tłumaczy.
Wałęsa: Odejdę w cień On sam ma zamiar po unormowaniu się sytuacji w Polsce w 1980 roku trochę odpocząć. - Siądę z boku. Zwolnię się. Naprawdę się zwolnię. Trochę odpocznę. Pojadę na porządne wczasy - mówi. - Mam za dużo rodzinnych obowiązków. Mam słabe zdrowie. Chcę trochę pożyć spokojnie. Razem z innymi zrobiliśmy wiele, niech inni się wykażą. To znaczy: nie cofnę się dopóki w całej Polsce nie będzie rozumienia... Ale po tym wszystkim idę w cień. Może kimś honorowym będę - dodaje. - Z rozmowy wynika, że raczej nie chce obejmować przywództwa związku, gdy ten powstanie. Chociaż dodaje, że ma zamiar dopilnować realizacji postulatów.
Podkreśla jednak, że inni działacze mogą zrobić karierę. - Tam się wyłonią ludzie (w związkach gałęzi np. oświaty i zdrowia). Z nich będzie minister zdrowia, oświaty. Tu wyrosną - zapowiada.
Wałęsa nie wierzy władzy Rozmowa na chwilę zeszła na temat współpracy komunistycznego rządu ze związkiem. Co się stanie, jak poproszą go np. o walkę z alkoholizmem, poprzez podniesienie cen alkoholu. To ma być pułapka, żeby zniechęcić ludzi do związku. Wałęsa tłumaczy, że to też zadanie Kościoła katolickiego. - Dwa takie cele Kościół ma załatwić: rzeź niewiniątek (być może chodzi o aborcję, która wtedy była legalna "ze względów społecznych") i te plagi społeczne, jak alkoholizm. O to ich prosiłem - tłumaczy.
Wałęsa bardzo sceptycznie podchodził do realizacji przez władze postulatów sierpniowych. - Nie są w stanie zrealizować żadnego punktu, oprócz pierwszego. Nie zrealizują, ja wiem od razu - twierdzi. Pierwszy postulat dotyczył zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych.
W tle rozmowy słychać inną legendę pierwszej "Solidarności" - Andrzeja Gwiazdę.
Część II i III - rozmowy z kierownictwem Solidarności w Gdańsku we wrześniu 1980 Część II i III - rozmowy z kierownictwem Solidarności w Gdańsku we wrześniu 1980. Wśród rozmówców: Lech Wałęsa - 36-letni elektromonter ze Stoczni Gdańskiej, Andrzej Gwiazda, 45-letni inżynier elektronik, Bogdan Lis 28-letni nastawiacz obrabiarek, Bogdan Borusewicz - 31-letni absolwent wydziału Historii KUL, niepracujący, Alina Pieńkowka 28-letnia pielęgniarka. Rozmawiali z nimi dziennikarze Tygodnika Polityka - Daniel Passent i Andrzej Krzysztof Wróblewski. Oto zapis nagrań:
Daniel Passent: Plan układamy wspólnie, na razie ja nie dobrze zrozumiałem, to chciałem zapytać: co pan uważa za paranoję: to, że nikt nie jest kompetentny, czy to, że wszyscy są właścicielami. Andrzej Gwiazda: - Proszę pana, trudno by to było podzielić, dlatego że dotychczasowy system zdaje się powodował ścisły związek tych dwóch rzeczy.
Czy istnieje możliwość inna niż żeby wszyscy byli właścicielami, tzn. reprywatyzacja? Andrzej Gwiazda: No nie, oczywiście nie istnieje taka możliwość. Przynajmniej praktycznie nie istnieje, bo w teorii można by sobie posnuć, natomiast praktycznie nie istnieje. Wydaje mi się, że trzeba by stworzyć coś zastępczego, jakieś ciało. Uspołecznienie też sobie nie bardzo wyobrażam, bo uspołecznienie to byłoby tak, że ogół pracowników decydowałby co ma się produkować, a co nie. I pomimo niewątpliwie społecznych zalet tego, pewnych zalet nawet produkcyjnych i organizacyjnych, to nie jestem przekonany, czy jest to jedyna i najlepsza koncepcja. Czy nie lepsza jest po prostu sprawna administracja, która reprezentuje właściciela, ma kompetencje właściciela poniekąd, oczywiście poniekąd. No nie wiem, czy nie można by się tu wzorować np. na General Electric, czy General Motors, które mają chyba miliony pracowników i miliony akcjonariuszy. I jak np. ktoś ma 2 proc. akcji tych firm to już wchodzi do rady zarządu, są miliony właścicieli, więc de facto właściciele są zbiorowi we wszystkich dużych przedsiębiorstwach na zachodzie. Nie wiem, czy można by coś z tego podejrzeć dla naszych warunków, być może tak, być może nie - nie znam tych struktur.
Passent: No Chrysler zbankrutował w zeszłym roku i były spory na ten temat, czy należy ratować te kilkadziesiąt tysięcy ludzi czy nie. Więc być może u nas po prostu ludzie zgodziliby się w takim Chryslerze pracować. I ponosić takie konsekwencje. Gwiazda: No oczywiście można tu dużo skrajnych przykładów. Np. związki zamordowały całkowicie przemysł okrętowy w Australii. Naprzód przejęło państwo, ale związki wywalczyły sobie takie podwyżki, że nawet dotacje państwowe nie pomogły i musieli stocznie zamknąć.
Alina Pieńkowska: - Ale powróćmy może do skrajności, która występuje dzisiaj. Z jednej strony, no nie wiem czy utrudnia, ale zwleka się z rejestracją naszego związku, a z drugiej strony właściwie spycha się na nas całą działalność samorządów, organizacji młodzieżowych, oczekuje się wszystkiego. No i trzeci, następny etap: oczekuje się wszystkiego, a nie podaje się aktualnego stanu gospodarki. Jak my możemy współrządzić?