http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komorowski wprowadził stan wojenny

Paweł Wroński
2010-12-13, ostatnia aktualizacja 2010-12-13 09:04

Prezydent Komorowski jest wspólnikiem generała Jaruzelskiego. Absurd? Nie, to nowa wizja historii proponowana przez PiS i jego sympatyków

SERWISY
Prezes Polskiego Radia za rządów PiS, wsławiony liczbą wyrzuconych z pracy dziennikarzy, Krzysztof Czabański zachęca w blogu, aby pójść pod dom Wojciecha Jaruzelskiego w nocy z 12 na 13 grudnia "wyrazić sprzeciw wobec prób rehabilitacji tego sowieckiego agenta skierowanego na odcinek polski".

"Ale może warto byłoby tej nocy pójść też pod Pałac Prezydencki? A najlepiej przejść od Jaruzela do Komorowskiego - utworzyć taki żywy most przyjaźni między starymi i nowymi czasy" - napisał Czabański.

Nie wiem jeszcze, czy tej nocy demonstrujący ruszyli sprzed domu generała pod Pałac Prezydencki. Ten tekst powstał, zanim zaczęła się coroczna manifestacja pod oknami byłego przywódcy WRON.

Po raz pierwszy jednak przed dom Jaruzelskiego wzywano po to, by zaprotestować wobec urzędującego prezydenta. Jest nim wieloletni działacz opozycji Bronisław Komorowski, którego Jaruzelski 13 grudnia 1981 r. internował.

Do tej pory noc ze świecami pod domem generała miała charakter indywidualnego moralnego sprzeciwu, uczczenia ofiar stanu wojennego. Uczestniczyli w nim od połowy lat 90. ludzie z różnych opcji politycznych, wszak w stanie wojennym prześladowani byli dzisiejsi zwolennicy PiS, PO, a nawet lewicy.

Teraz protest wspiera "logistyka", demonstranci będą zwożeni autokarami, włączają się organizacje związkowe.

Zaczęło się od apelu w „Rzeczpospolitej”. Autorzy 3 grudnia napisali: „Okazało się, że w demokratycznym państwie, chlubiącym się akcesem do Unii Europejskiej oraz poszanowaniem praw człowieka, możliwa jest nobilitacja takiej postaci jak Wojciech Jaruzelski. Generał ma zostać członkiem gremium doradzającego w najistotniejszych sprawach naszego kraju, czyli Rady Bezpieczeństwa Narodowego”. Autorzy przypominają, że Jaruzelski był dyktatorem i „katem »Solidarności «”, współuczestnikiem antysemickich czystek w 1968 r.

"Rządzący nie pozostawiają nam wyboru. Musimy zaprotestować przeciw akceptacji w przestrzeni publicznej polityka, który niszczył idee wolnej Polski".

Apel podpisało 15 osób, w tym dawni opozycjoniści - Mirosław Chojecki (członek KOR, wydawca) i Janina Jankowska (reporterka radiowa, działaczka "S").

Jaruzelski nie został członkiem RBN, został tylko zaproszony na jej posiedzenie wraz z byłymi prezydentami i premierami jako ekspert. Ważniejsze jednak, że autorzy napisali wprost: "W rocznicę stanu wojennego idziemy pod dom Wojciecha Jaruzelskiego, by protestować przeciwko prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu".

Późniejsza dyskusja w internecie to ciekawy zapis dylematów ludzi, którzy pozostają przeciwnikami Jaruzelskiego, krytykują zaproszenie go na posiedzenie RBN, ale zarazem dostrzegają w apelu coś niestosownego.

Najostrzej zareagował Krzysztof Leski (b. dziennikarz prasy podziemnej): twórcy apelu "oszaleli" (potem za te słowa przeprosił). "Od 20 lat chodziliśmy nocą z 12 na 13 grudnia na ul. Ikara, by pod willą, którą PRL ukradło komuś i sprezentowało Jaruzelowi, zaprotestować przeciwko temu, iż winni stanu wojennego są wciąż bezkarni. Zawsze po to i tylko po to" - napisał Leski. Zapowiedział, że tym razem pod dom generała nie pójdzie. I runęła lawina postów odsądzających go od czci i wiary.

W "Rz" Maciej Gawlikowski, człowiek o zdecydowanie antykomunistycznych poglądach, mówi: - Mnie w tym roku nie będzie. Uważam łączenie przypominania ofiar stanu wojennego oraz bezkarności jego sprawców z bieżącą polityką, z wojną PiS - PO za niesmaczne.

Apel za bezsensowny uważa Wojciech Maziarski, naczelny "Newsweeka". Odpór dali mu Michał Karnowski i Piotr Zaremba: "Bronisław Komorowski uznał poniekąd Jaruzelskiego za normalnego polityka (polityk lewicy w starszym wieku), my próbujemy przypomnieć wszystkim, że prawda jest inna".

Zabawne, źródłem parafrazy o polityku lewicy nie jest wypowiedź Komorowskiego, ale Jarosława Kaczyńskiego (w kampanii prezydenckiej podobnie określił Józefa Oleksego). I wszyscy zapomnieli, że Lech Kaczyński też zaprosił Jaruzelskiego - ale do samolotu na wizytę w Moskwie 9 maja.

Publicysta "Rz" Igor Janke apelu nie podpisał, bo uważa, że dziennikarze nie powinni uczestniczyć w demonstracjach, ale pójdzie tam jako osoba prywatna. Ot, "kansaski kadryl" - idziesz w lewo, patrzysz w prawo, kroczek w przód i kroczek w tył.

Iunctim Jaruzelski - Komorowski jest najbardziej dziwaczną konstrukcją pisowskiej "polityki historycznej". Budowaną konsekwentnie.

10 grudnia, w "miesięcznicę" katastrofy smoleńskiej, Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy manifestowali pod Pałacem Prezydenckim z transparentem: "Wybierzmy prezydenta, nie namiestnika". Niedawno Kaczyński mówił o Komorowskim, że jest "polskim Zapatero", ale wreszcie utrafił we właściwy ton. Prezes PiS - o którym Jaruzelski 13 grudnia widocznie zapomniał, czym uczynił mu krzywdę - robi niejasne aluzje: "Nie wiadomo, co robił Komorowski po zwolnieniu z krótkiego internowania". Towarzyszy temu krytyka "uległości wobec Rosji" wspierana publikacjami "Gazety Polskiej" o "Komoruskim".

Co dalej? Okaże się, że Komorowski jest kryptokomunistą, który chce sprzedać Polskę Rosji? Wszak wraz z premierem Donaldem Tuskiem są winni katastrofy smoleńskiej - jak sugeruje Kaczyński w amerykańskim "Newsweeku". Nic nowego, endecja też uważała, że Piłsudski wszystko ustalał przez telefon łączący Belweder z Moskwą.

W tej konstrukcji wszystko się układa. Jedni stoją tam, gdzie wtedy, a wszyscy inni tam, gdzie stało ZOMO. Parafrazując apel piętnastu - "PiS nie pozostawia nam wyboru".

Zapoznaj się również z naszym raportem o stanie wojennym.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 116 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    138 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':