Jarosław Kurski: Dzwonię, bo 30. rocznicę stanu wojennego mamy. Lech Wałęsa: Ja nie obchodzę klęsk, a to klęska była.
Potem było zwycięstwo. - Ja pamiętam dwa grudnie. Tamten, w '70 roku, to był beznadziejny protest. Ale Grudzień '81 to inna sprawa. Była organizacja, był entuzjazm, był zapał. Ludzie chcieli reform. Ten grudzień trzeba rozliczyć. Ale nie chodzi mi o żadne więzienia czy o jakąś zemstę. Z "Solidarnością" trzeba było rozmawiać pokojowo, a na ulice wyjechały czołgi.
W sprawie Grudnia '70 apelował pan o amnestię. To nie jest zwolnienie z odpowiedzialności, ale odstąpienie od wymierzenia kary. Czy pan uważa, że amnestią trzeba objąć Kiszczaka i Jaruzelskiego? - Trzeba sprawdzić, czy była możliwość interwencji sowieckiej. Bo jeśli oni w to wierzyli i byli przestraszeni, to też trzeba ich inaczej ocenić. Nie chodzi o to, by kogoś sądzić. Trzeba to rozliczyć historycznie i pod kątem krzywd, jakie generałowie wyrządzili narodowi. Masa ludzi wyjechała! Wiele ucierpiało. Im trzeba przyznać odszkodowania. Trzeba to uporządkować, żeby krzywdy nie ciągnęły się do dzisiaj. Trzeba wreszcie wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Co przewodniczący "Solidarności" chciałby powiedzieć Polakom w 30. rocznicę stanu wojennego? - Że ładnie walczyliśmy! Chcę podziękować za pokojową walkę. To między innymi dzięki Bronisławowi Geremkowi pokojowo zwyciężyliśmy nędzną siłę. Jestem dumny, że nie przyjęliśmy metod walki, które próbował narzucić nam przeciwnik. Wtedy byłoby o wiele więcej ofiar. Nieużywanie siły było naszą siłą. Społeczeństwu chwała! Niestety, władza, która nie potrafiła się wtedy dogadać ani z prymasem Glempem, ani z Wałęsą, zasługuje na negatywną ocenę.
A co pan dziś powie generałom z Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego? Kilku jeszcze żyje. - Ja z nimi rozmawiałem. Oni byli przekonani, że są rakiety wycelowane w polskie miasta. Oni widzieli te mapy uderzenia na Polskę. Nikt na świecie nie wierzył, że jest szansa uciec Sowietom, to czemu oni mieli wierzyć. Nikt by nie kiwnął palcem, żeby nas bronić. Nie mówiąc już o wypowiadaniu jakiejś wojny. Czy to był tylko straszak, czy Sowieci byli gotowi przycisnąć te przyciski? Generałowie wierzyli, że będzie interwencja albo że dwie trzecie Polski będą spalone. No i jak to teraz osądzić? Tam było kilku łajdaków, ale byli tacy, którzy uważali, że Wałęsa jest w porządku, tylko trzeba go poskromić, bo "Solidarność" nie zdaje sobie sprawy z tego, czym to wszystko grozi. Przecież nikt nie wierzył w koniec komunizmu za naszego życia. Nawet Kohl i Genscher, jak byli w Polsce w 1989 r. i im powiedzieli, że mur berliński runął, to też nie wierzyli. To co dopiero my wszyscy w 1981 r.!
Co było najgorsze w stanie wojennym? - Podziały. Przed 13 grudnia szliśmy razem. A potem wykopano podziały, które do dziś funkcjonują. To była zbrodnia na narodzie.
A te podziały to do dziś utrzymywać? - Nie, nie. Polityczne podziały powinny być, bo pluralizm na tym polega. Tylko żeby nie niszczyć się nawzajem i nie burzyć przyszłości Polski.