http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zastygły osąd 13 grudnia

Antoni Sułek *
2011-12-13, ostatnia aktualizacja 2011-12-12 16:46

W opinii masowej zdecydowanie przeważa zrozumienie dla decyzji ogłoszenia stanu wojennego, i tak jest od ćwierć wieku


Fot. Józef Żak
SERWISY
Wydarzenia tego rodzaju jak wybuch wojny, zamach stanu, atak terrorystyczny są zaskakujące, poruszające i doniosłe przez swoje konsekwencje. Długo zostają w pamięci ludzi, którzy je przeżyli, oraz docierają do świadomości kolejnych roczników i pokoleń. Wprowadzenie 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego należy do takich wydarzeń. Dziś, po 30 latach od "nocy generałów", 71 proc. badanych przez TNS OBOP wie, że 13 grudnia 1981 r. to dzień wprowadzenia stanu wojennego. A od 1991 r. ludzi takich ubyło zaledwie 12 proc. Data ta mocno wryła się w kolektywną pamięć społeczeństwa, a proces zapominania społecznego postępuje bardzo wolno. Niewiele jest u nas takich dat.

Datę tę trafnie kojarzy ponad 85 proc. ludzi powyżej 40. roku życia; oni sami pamiętają ten dzień a nawet lata stanu wojennego. Młodsi od nich musieli się już o tej dacie dowiedzieć od starszych, w szkole, z mediów. Niewielu z nich się dowiedziało. Spośród dzisiejszych 15-29-latków, wyuczonych lub jeszcze uczących się w szkołach wolnej Polski, datę tę prawidłowo kojarzy tylko 38 proc., zaś 57 proc. z niczym jej sobie nie łączy. Okaże się, ilu z nich z wiekiem zacznie cokolwiek kojarzyć.

Gdy w 1984 r. w badaniach socjologów z PAN 56 proc. Polaków uznało decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego za słuszną, a 27 proc. za niesłuszną, można było mówić, że są to opinie społeczeństwa, które w ustroju bez wolności nie może swobodnie myśleć, dyskutować. A może nawet i wypowiadać swych opinii ankieterom.

Gdy jednak w 1989 r. ustrój autorytarny upadł i nastała demokracja, w sondażu OBOP z 1991 r. 53 proc. badanych uznało wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione, a 35 proc. za nieuzasadnione. Ustrój się zmienił, ale ocena stanu wojennego - ledwo, ledwo.

Dziś, w 2011 r., ogłoszenie stanu wojennego za uzasadnione uznaje połowa (51 proc.) badanych Polaków, za nieuzasadnione - jedna czwarta (27 proc.), reszta nie ma zdania. W opinii masowej zdecydowanie przeważa więc zrozumienie dla tej decyzji, i tak jest od ćwierć wieku. Przez ostatnie lata PRL i cały okres III Rzeczypospolitej pogląd, że stan wojenny był uzasadniony, wyraźnie przeważał nad poglądem przeciwnym.

W drobnych falowaniach ocen stanu wojennego nie widać trendu w którąkolwiek stronę. Widać natomiast lekką zależność między zmianami władzy a zmianami poglądów. Do grudnia 2001 r., gdy zaczął rządzić SLD, w stosunku do 1991 r. (gdy rządziła Unia Demokratyczna) wzrosło zrozumienie dla wprowadzenia stanu wojennego. Do końca 2006 r., gdy rządziło PiS, nastąpił wyraźny spadek zrozumienia, a do roku 2011, czyli już za rządów PO, znowu lekko go przybyło. Zmiany w ocenach PRL i stanu wojennego mogły współtworzyć klimat społeczny, który sprzyjał zmianom politycznym. I odwrotnie, nowe ekipy polityczne mogły aktywnie wpływać na oceny społeczne.

Osąd wprowadzenia stanu wojennego uzupełniają opinie w kwestii odpowiedzialności za ten akt. Sprawa ta przewija się w myśleniu społecznym i życiu politycznym przez cały okres III RP. Jedni uważali, że autorom stanu wojennego należy się szacunek, gdyż wybierając "mniejsze zło", zapobiegli złu większemu, inni - że należy ich publicznie potępić, choć nie karać, a jeszcze inni - że trzeba ich osądzić za zbrodnię przeciw narodowi. Gdy w 1991 r. w sondażu OBOP te trzy opcje dano badanym do wyboru, to 28 proc. wybrało szacunek, 19 proc. karę, a 32 proc. potępienie.

Podobnie jak wyżej, w zmianach opinii od tego czasu nie ma tendencji, ale za rządów SLD opinie były najmniej surowe, a za rządów PiS - najbardziej surowe. Mimo upadku rządów PiS ten surowszy klimat w zasadzie się utrzymał i dziś opinia publiczna dzieli się na trzy równe części: szanować (26 proc.) - ukarać (23 proc.) - potępić (25 proc.).

W ciągu 20 lat część ludzi mogła nawet nie raz zmieniać poglądy, ale ogólny bilans zmian indywidualnych był ten sam, i to mimo znacznej wymiany w populacji - 27 proc. obecnych badanych urodziło się po 1981 r. Ktoś mógłby myśleć, że młodzi ludzi wychowani już za demokracji i w jej poszanowaniu, wchodząc do dorosłego społeczeństwa, zmieniają powoli strukturę jego poglądów w kierunku potępienia stanu wojennego. Tak jednak nie jest.

Kolejne roczniki młodzieży coraz chętniej uznają wprowadzenie stanu wojennego za słuszne. W 2001 r. myślało tak 12 proc. ówczesnych 15-19-latków, a 33 proc. myślało przeciwnie. Dziś, po ledwie dziesięciu latach, wśród ich rówieśników proporcje są już odwrotne: 34 proc. usprawiedliwia, a 24 proc. nie usprawiedliwia stanu wojennego. Szkoła nie dość, że nie uczy (tylko 22 proc. wie, co zdarzyło się 13 grudnia 1981 r.), ale i coraz gorzej wychowuje dla demokracji.

Wiemy też, jak młodzi ludzie zmieniają swoje poglądy z wiekiem. Badani, którzy w 2001 r. mieli 15-19 lat i kilkakrotnie rzadziej usprawiedliwiali stan wojenny, niż go nie usprawiedliwiali, po dziesięciu latach, w 2011 r., już w grupie 20-29-latków wyraźnie częściej aprobują stan wojenny (36 proc.), niż go nie aprobują (26 proc.).

W tym samym kierunku zmieniły swe oceny osoby 20-29-letnie z roku 2001: w ciągu dekady odsetek aprobujących stan wojenny wzrósł wśród nich z 34 do 44 proc. Młodzi ludzie wchodzący w dorosłe społeczeństwo wykazują skłonność do przyjmowania jego poglądów, oni się ich uczą, a społeczeństwo ich socjalizuje.

Skąd bierze się ta stałość osądu stanu wojennego w społeczeństwie? Opinie poszczególnych ludzi są zmienne, bywają nawet kapryśne, ale opinie całego społeczeństwa są "racjonalne" - nie zmieniają się łatwo i bez powodu, Są one wielorako powiązane z momentem historycznym i praktyką polityczną, z dyskursem społecznym, z szerszymi orientacjami i poglądami na świat oraz z ludzkimi biografiami.

* W III RP sprawiedliwe, wolne zarówno od politycznej zemsty, jak i od taktycznych dwuznaczności potępienie wprowadzenia stanu wojennego nie stało się fundamentem państwa demokratycznego.

Sejm z trudnościami podejmował uchwały delegalizujące stan wojenny. Państwo okazało się niezdolne do osądzenia zbrodni popełnionych po 13 grudnia 1981 r., środowisko prawnicze - do osądzenia sędziów stanu wojennego itd.

* Zarówno ci, którzy stan wojenny usprawiedliwiają, jak i ci, którzy go potępiają, mają swoje racje, choć są to tylko „gotowe” racje wzięte z dyskursu publicznego i prywatnego, te same, które pojawiały się w nim 30 lat temu. Ta trwałość argumentacji jest ważnym powodem stałości poglądów wyznawanych przez ludzi. Zwolennicy stanu wojennego mówią, że uchronił on Polskę przed zbrojną interwencją ZSRR (87 proc.), był próbą ratowania gospodarki przed anarchią i strajkami (71 proc.) oraz wprowadził w kraju spokój i poczucie bezpieczeństwa (68 proc.).

Przeciwnicy mówią natomiast, że celem stanu wojennego było zniszczenie rodzącej się demokracji (77 proc.) i pozwolenie osobom będącym u władzy tam się utrzymać (78 proc.). Poglądy te występują w różnych konfiguracjach. Np. 39 proc. ludzi uważa, że stan wojenny uratował Polskę przed radziecką interwencją, i równocześnie, że miał on na celu uratowanie władzy tych, którzy wtedy rządzili.

* Powszechne zrozumienie dla wprowadzenia stanu wojennego jest wyraźnym (82 proc. w 2011 r.) i trwałym (w 2001 r. 72 proc.) składnikiem tożsamości ludzi o orientacji lewicowej. Równie masowe potępienie tej decyzji nie jest natomiast elementem tożsamości prawicowej. Wśród ludzi o takiej orientacji przeważa dziś uznanie stanu wojennego za uzasadniony (50 proc. do 37 proc.). W 2001 r. zdecydowanie przeważało odrzucenie (56 proc. do 31 proc.).

* W badaniu "Diagnoza społeczna 2011" w odpowiedzi na pytanie o stosunek do demokracji tylko 28 proc. Polaków zaakceptowało ją bezwarunkowo, wybierając odpowiedź, że "demokracja ma przewagę nad wszelkim innymi formami rządów". 15 proc. wolało pogląd, że "niekiedy rządy niedemokratyczne mogą być lepsze niż rządy demokratyczne", dla 16 proc. "nie ma znaczenia, czy rząd jest demokratyczny, czy niedemokratyczny", 4 proc. uważa zaś, że "demokracja jest złą formą rządów". Akceptacja demokracji powoli rośnie. Od 2003 r. przybyło jej 11 punktów, co może z czasem osłabić zrozumienie dla stanu wojennego.

* Zrozumienie bądź odrzucenie decyzji generałów jest także elementem biografii wielu Polaków. Ci, którzy zareagowali na stan wojenny z traumą lub z ulgą i wyrobili sobie pogląd na jego wprowadzenie, zwykle pozostali przy swoim. Poglądy uformowane w tak dramatycznych okolicznościach ulegają "wdrukowaniu". Tamte poglądy zachęcały do czegoś lub usprawiedliwiały bierność. Gdyby je ludzie zmienili, mogłoby to zburzyć ich pozytywną moralnie samoocenę.

Nie ma więc wielu powodów ku temu, by w dającej się przewidzieć przyszłości nastąpiła jakaś poważniejsza zmiana w masowych opiniach na temat stanu wojennego. Czas na przewrót w świadomości już minął, teraz następują już tylko drobne zmiany w różnych kierunkach, a jaki będzie ich efekt skumulowany - nie wiadomo.

*Prof. Antoni Sułek uczy w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i jest konsultantem TNS OBOP. Ostatnio wydał "Za Atlantykiem. Wrażenia z podróży po Ameryce" Ludwika Krzywickiego (IFiS PAN 2011).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':