http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zaczęło się o północy

Halina Flis-Kuczyńska*
2011-12-12, ostatnia aktualizacja 2011-12-12 12:19

Mówię lekarce, że gdybym nie pokazywała się w szpitalu, to znaczy, że i mnie zamknęli. Proszę, żeby wtedy pocieszyła Dorotę

13 grudnia 1981 r. Warszawa, ul. Mokotowska. Zarząd Regionu Mazowsze
13 grudnia 1981 r. Warszawa, ul. Mokotowska. Zarząd Regionu Mazowsze...
SERWISY
SONDAŻ
Rocznica 13 grudnia 1981 r. to:

okazja do wspomnień o wspaniałych ludziach walczących wtedy o wolność
jeszcze jedna klęska do świętowania
pretekst do podziałów społeczeństwa (np. na NAS i tych od ZOMO)
nie obchodzi mnie

W sobotę, 12 grudnia, kończyłyśmy biuletyn informacyjny "Solidarności" Rolników Indywidualnych. Około szóstej po południu Ania Krzywoszyńska zaniosła gotową makietę świątecznego biuletynu do druku do NZS-u. W parę godzin później studenci wynieśli go razem ze stertą innych papierów i ukryli. O północy zaczęła się wojna.

Chłopi prowadzili strajk okupacyjny w Siedlcach, w Toruniu, w gminach podwarszawskich. Chodziło o niewywiązywanie się rządu z obietnic porozumienia rzeszowskiego. Było o czym pisać. Zajęte ściąganiem informacji, sprawdzaniem ich przez teleks, pisaniem, nie śledziłyśmy, co się dzieje dookoła.

Coś mówiono o wojsku w pobliżu. Ale alarm o wojsku idącym na warszawski Dom Chłopa już raz przeżyliśmy. W październiku mówiło się, że wojsko zaraz zajmie biuro i wszystko zabierze. Potem nic się nie działo, można było sądzić, że tak będzie i tym razem.

Poszłam do szpitala odwiedzić Dorotkę, chorą na białaczkę.

Na tę niedzielę nie puszczono jej do domu. Leżała słaba i przygnębiona. A my z Natalią niosłyśmy jej kotlety z cielęciny. Zdobyła ją gdzieś Małgośka Lanota po 500 złotych za kilogram.

Waldek wrócił z redakcji "Tygodnika Solidarność" późno, podekscytowany wiadomościami o ruchach wojsk. Kiedy na chwilę wyszedł odprowadzić Jagę, naszego gościa, na schodach go aresztowali. Jaga wróciła.

Maciek z balkonu zdążył zobaczyć odjeżdżający samochód. Nie mieliśmy telefonu. Poprosiłam Jagę więc, żeby ze swojego domu zadzwoniła do domu Mazowieckich i do Regionu Mazowsze - z ostrzeżeniem. Nie wiedziałam, że już nigdzie dodzwonić się nie można.

Maciek dopytywał się, o co chodzi. Albo to nieporozumienie, albo coś się w Polsce dzieje, odpowiadałam, ale wiedziałam już, że to nie pomyłka.

Noc była mroźna. Włączyliśmy piecyk elektryczny i siedzieliśmy przy nim długo. Radio milczało.

W 68 roku, gdy Waldka zabrali, też siedziałam z Maćkiem pod kaloryferem, zastanawiając się, co będzie dalej, jak to się wszystko skończy. Miał wtedy niewiele ponad rok.

W niedzielę, 13 grudnia, obudziła nas Zośka Golikowa z wiadomością, że przemawiał Jaruzelski, ogłaszając stan wojenny. Z okna Golików widać skota i posterunek na rogu Gagarina. Maciek pomknął oglądać, a ja wzięłam Znajdę na spacer. Pod krzaczkiem siusiała psica Jerzego Saleckiego z "Trybuny Ludu", jednego z czołowych obszczekiwaczy "Solidarności". - No i co - zapytał. Waldka zamknęli? - Ano zamknęli.

- I mnie też mogą zamknąć. Zaglądajcie wtedy do moich dzieci. Gdyby zmarniały bez opieki, to choćby po śmierci w roli upiora przyjdę i gardła poprzegryzam.

Mówiłam niby żartem.

Salecki przychodził przez pierwsze dziesięć dni. Kupił nam karpia. Wziął kartkę mięsną Waldka z pieczątką "Tygodnika Solidarność" i przyniósł z bufetu "Trybuny Ludu" smaczną kiełbasę, która pojechała potem w paczce do Jaworza, gdzie był internowany Waldek.

Był świt pierwszego dnia wojny. Martwy głos Jaruzelskiego w radiu przeplatany był muzyką pogrzebowo-koturnową.

Co w Regionie Mazowsze? Jedziemy zobaczyć. Co kilkaset metrów stoi skot i posterunek zmarzniętych żołnierzy. Posterunki na skrzyżowaniach każą zawracać. Na budynku widać ślady nocnego ataku ZOMO - powybijane szyby, zdarte plakaty. Są ulotki przywiezione z Ursusa.

Od placu Unii Lubelskiej nadjeżdża kolumna samochodów milicyjnych. Wyskakują oddziały w kamizelkach i kaskach, z tarczami. Odchodzę. Z daleka widzę szamotanie, kogoś prowadzą. Tłum krzyczy "My z wami", śpiewa "Jeszcze Polska nie zginęła".

Jedziemy pod Pałac Mostowskich. Wejście ogrodzone półkolem skotów i samochodami.

Idę pytać o Waldka. Wejść nie można, ale pytam dwu żołnierzy, czy to prawda, że zatrzymanych katują. Chłopcy chcieliby pocieszyć, z przekonaniem zaprzeczają, radzą szybko stąd odejść. Paru zomowców szybkim krokiem idzie w stronę samochodu Ścibora. Uciekamy. Łapiemy gumę, Ścibor morduje się z kołem, a mróz tężeje. W domu drzwi się nie zamykają. Wszyscy wiemy niewiele.

W szpitalu byłam o drugiej. Dzieci w pokoju słuchały radia. Tatę zamknęli? - pyta Dorotka. Zamknęli. Słuchamy razem komunikatów, zza szyby kiwa na mnie lekarka. Ma mi za złe, że nie ukrywam przed Dorotą aresztowania ojca.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':