Mówi Paweł Perchel, autor strony "Bibuła Świętokrzyska" (bibula.net):
Tygodnik Mazowsze docierał do Starachowic, choć nie do końca systematycznie. Kolportażem zajmowała się przede wszystkim Teresa Pogłódek, ale do Warszawy jeździli także i inni. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że przywozili Tygodnik - z reguły wszyscy mówią po prostu o bibule, bez tytułów. Działające wtedy osoby wymieniają TM wśród najczęściej czytanych pism podziemnych, jednak wynikać to może z popularności tytułu, podobnie jak PWA czy Kos. Można zauważyć brak systematyczności, pewną przypadkowość kolportażu. Dopiero pod koniec 1988 roku sytuacja się poprawiła do tego stopnia, że TM był sprzedawany m.in. na półjawnych spotkaniach przy kościele Wszystkich Świętych w Starachowicach. Ze strony "Bibuła świętokrzyska":
Legendą starachowickiego kolportażu (i nie tylko) jest Pani Teresa Pogłódek. Niepozorna kobieta z chustką na głowie, a w rękach dwie torby pełne niezależnej prasy i książek. Przywożeniem prasy z Warszawy zajęła się zaraz po wydarzeniach radomskich. Poprzez Wandę Pomianowską nawiązała w 1976 r. kontakt ze środowiskiem Komitetu Obrony Robotników, a szczególnie z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Przed rokiem 1980 przywoziła do Starachowic "Robotnika", po wprowadzeniu stanu wojennego "Tygodnik Wojenny". Bywała w Warszawie po prasę nawet dwa, trzy razy w miesiącu.
Wspomina Mateusz Wyrwich z Tygodnika Wojennego:
Pani Teresa przyjeżdżała do Warszawy co tydzień sama, czasem z mężem. Brała zawsze dwie wielkie siaty - w jednej książki, w drugiej bibułę (różne gazety, w tym, oczywiście, Tygodnik Mazowsze).