http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Reportaż z PRL

Wojciech Orliński
2011-07-21, ostatnia aktualizacja 2011-07-20 16:45

czyli adres w bloku i mały fiat

ZOBACZ TAKŻE
Jutro 22 lipca - a to znaczy, że mój redakcyjny kolega S. rozpoczyna najciekawszą reporterską wyprawę, jaką w tym roku zrobił lub zrobi jakikolwiek dziennikarz w Polsce (prosił o niepodawanie nazwiska, żeby nie zapeszyć).

Nie jest to wyprawa w przestrzeni, tylko w czasie. S. na pół roku spróbuje się cofnąć do PRL, razem z żoną i maleńką córeczką. Znaleźli sobie mieszkanie na Ursynowie, w którym nikt niczego nie udoskonalił od ćwierć wieku, i spróbują żyć jak dobrze sytuowani inteligenci w PRL.

Dobrze sytuowani - bo w połowie lat 80. status, do którego S. swoje życie chce dziś zredukować, czyli "adres w bloku i mały fiat", był przedmiotem marzeń i szczytem życiowych aspiracji. Bohater zacytowanej piosenki Izabeli Trojanowskiej składa obietnicę, że uzbiera na to w ciągu ośmiu lat.

Podmiotka liryczna przyjmuje tę propozycję z lekceważącym rozbawieniem i proponuje, by bohater w zamian dał jej od razu "wszystko, czego dziś chce": czyli miłosny odlot do nieba i z powrotem, bo "więcej jej dziś nie trzeba".

Interesujące, nawiasem mówiąc, że piosenka jest z roku 1981, a więc "osiem lat" proponowane przez bohatera przypada akurat na rok 1989, kiedy w Magdalence zdradzono imponderabilia w zamian za powszechny dostęp do adresów w bloku i małych fiatów. Miejmy nadzieję, że prezes Kaczyński nie czyta tych felietonów, bo aż strach pomyśleć, jaka teoria spiskowa by mu się urodziła z tej zbieżności.

W każdym razie - pamiętając o tym zastrzeżeniu - rodzina S. przez pół roku będzie próbowała swoją codziennością maksymalnie odtwarzać codzienność z lat 80. Bez komórek, internetu i café latte.

Owocem eksperymentu ma być książka, która dla mnie będzie najgoręcej wyczekiwaną premierą roku 2012. Wyprawa do PRL to dla mnie taki survival, że książki "Beara" Gryllsa o przetrwaniu w dżungli czy na Antarktydzie będą w porównaniu z nią mdłe i pozbawione napięcia.

Jak sobie poradzą bez pampersów i podpasek? Na brak żyletek S. zareaguje zapewne tak jak wielu mężczyzn w PRL, po prostu zapuszczając brodę i wąsy, ale PRL był zjawiskiem bardzo asymetrycznym genderowo. Jak jego żona zniesie koszmarne wyzwania, które ten ustrój stwarzał kobietom?

A przecież jakkolwiek by się starali, i tak nie są w stanie w pełni odtworzyć grozy tego ustroju. Ludzie wtedy stali w kilkudniowych kolejkach, żeby kupić pralkę czy lodówkę. Cała rodzina musiała mieć rotacyjnie swojego "stacza", bo co jakiś czas sprawdzano listę obecności i nieobecna rodzina wypadała z kolejki.

Gdyby S. chciał to odtworzyć, musiałby znaleźć kilka osób gotowych w jego imieniu rotacyjnie stać na przykład na Emilii Plater, pod dawnym domem meblowym. W ośmiogodzinnych dyżurach, ze składanym stołeczkiem turystycznym. Czy starczy mu siły i odwagi na taki eksperyment?

A przecież i tak tylko szczęśliwcy stali w tych kolejkach - ci, których było na te pralki i lodówki w ogóle stać. Jeśli przeliczyć ceny na zarobki, najtańszy telewizor kosztował w PRL tyle, ile dzisiaj luksusowa plazma. "Maluch" kosztował tyle, ile volkswagen touareg. Tłumacząc zarobki na dzisiejsze, bohater piosenki Trojanowskiej obiecuje więc, że w osiem lat zarobi na willę w Konstancinie i porsche.

S. cofa się więc do pluszowego PRL - nie do takiego, w jakim żył przeciętny robotnik, ale do takiego dla w miarę uprzywilejowanej wielkomiejskiej inteligencji. Która się załapała i na mieszkanie na Ursynowie, i na talon na "malucha". A i tak czeka go piekło.

To jest bardzo potrzebna książka, bo sam się ciągle łapię na tym, że wyjaśnienie współczesnym młodym ludziom, czym właściwie był PRL, jest bardzo trudne. Narracja człowieka zachowującego współczesny punkt widzenia, który próbuje odtworzyć tamte warunki - to może być właśnie strzał w dziesiątkę.

Nie da się ukryć, że najbardziej cieszy mnie jednak wizja, że po raz pierwszy i ostatni w życiu będę mógł wystąpić w roli bogatego wujka z Zachodu, który odwiedzi ubogą PRL-owską rodzinę z paczką pełną smakołyków. Nigdy nie zapomnę tego rozkosznego smaku nutelli, której pierwszy raz skosztowałem w drugiej klasie liceum.

Nie myślałem, że dożyję kiedyś czasów, w którym to będzie banalne smarowidło kanapkowe, jak dla moich dzieci. Dla mnie to była boska ambrozja, jedzona w skupieniu łyżeczką z malutkiego słoiczka, rozsmarowywana językiem po podniebieniu...

Wrzucę do koszyka słoik nutelli za osiem pięćdziesiąt, puszkę kawy za dwie dychy, jednorazowe nożyki i pachnący zachodnią dekadencją krem do golenia dla pana domu i podpaski dla pani domu - za pięć dych poczuję się jak panisko, wielkodusznie to wręczając znajomym z PRL...

Źródło: Duży Format
  • 2
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':