Obama z bogaczami dla biednych
19.07.2011
, aktualizacja: 19.07.2011 08:23
Barack Obama podczas pikniku w Waszyngtonie z okazji Święta Niepodległości (Fot. JONATHAN ERNST REUTERS)
Prezydent USA Barack Obama spotkał się wczoraj z dwoma najbogatszymi Amerykanami - Billem Gatesem i Warrenem Buffetem - którzy zwerbowali już 60 bogaczy do rozdania przynajmniej połowy majątku na cele dobroczynne
ZOBACZ TAKŻE
- Filadelfia będzie karać przechodniów za wysyłanie smsów (19-07-11, 07:17)
- Obama już uznaje legalność małżeństw homoseksualnych (20-07-11, 17:44)
- Czarnoskórzy Amerykanie mają większą szansę przeżyć w więzieniu, niż na wolności (17-07-11, 15:51)
- Obama przyjął Dalajlamę (16-07-11, 13:46)
- Pół wieku Obamy (04-08-11, 17:00)
Założyciel Microsoftu i najsłynniejszy w USA inwestor są wielkimi przyjaciółmi, choć dzieli ich spora różnica wieku. Gates ma 56 lat, a Buffett 80. Miesięcznik Forbes klasyfikuje ich na drugim i trzecim miejscu najbogatszych ludzi świata, z majątkiem odpowiednio 56 mld dolarów i 50 mld dolarów. Kilka lat temu wyprzedził ich Meksykanin Carlos Slim, właściciel popularnej w Ameryce Łacińskiej sieci komórkowej America Movil (74 miliardy).
Gatesa i Buffetta połączyła działalność dobroczynna i wspólny projekt, żeby wciągnąć do niej innych miliarderów. W 2006 roku Buffett obiecał, że po jego śmierci 99 proc. fortuny zostanie rozdana. Przez ostatnie sześć lat podarował już 11,47 miliardów dolarów na cele dobroczynne - głównie dla fundacji Bill i Melindy Gatesów. Co roku oddaje im 5 proc. akcji swojej firmy Berkshire Hathaway. Na początku lipca przekazał kolejną transzę wartą 1,5 mld dolarów.
Rok temu Gates i Buffett ogłosili inicjatywę "Giving Pledge" ("Składamy Zobowiązanie"), która ma zwiększyć dobroczynność do nieznanych dotąd rozmiarów. Przyłączyło się do niej już 60 bogaczy (głównie amerykańskich). Wszyscy oni zobowiązali się, że po śmierci przynajmniej połowa ich majątków pójdzie na cele dobroczynne.
Właśnie o tym rozmawiano wczoraj w Białym Domu.
Do klubu "Giving Pledge" należą m.in. założyciel Facebooka Mark Zuckerberg, magnat medialny, założyciel CNN Ted Turner, burmistrz Nowego Jorku Michale Bloomberg, reżyser "Gwiezdnych Wojen" George Lucas, założyciel serwisu aukcyjnego eBay Pierre Omidyar i Larry Ellison, szef potentata baz danych Oracle. A także wieloletni szef Citibanku Sandy Wiell, który stwierdził, że odda większość pieniędzy, bo w pogrzebowych całunach nie ma kieszeni, w których mógłby je przechowywać.
Spotkanie z dwoma liderami dobroczynności przydało się Obamie jak znalazł w wojnie o dług publiczny, którą toczy w ostatnich dniach z republikanami. USA osiągnęły limit długu wyznaczony przez Kongres - 14,3 mld dolarów, i jeśli do 2 sierpnia prezydent nie przekona republikańskiej większości, żeby go zwiększyć, Ameryce grozi bankructwo. Departament Skarbu nie będzie mógł więcej pożyczać pieniędzy, tymczasem w tym roku podatkowym zaplanowano aż 3,7 bln dolarów wydatków, a przychody do budżetu wynoszą jedynie 2,3 bln.
Prezydent uważa, że - w ramach zmniejszania deficytu - należy m.in. podnieść podatki dla najbogatszych Amerykanów. Przyjmując Buffetta i Gatesa zwrócił uwagę, że miliarderzy są gotowi dzielić się swoimi pieniędzmi (choć wczoraj Gates i Buffett nie wypowiadali się w sprawie podniesienia podatków). Na ich przykładzie chciał pokazać, że można oddawać pieniądze bez szkody dla biznesu.
Republikanie upierają się, że podniesienie podatków będzie nieznośnym obciążeniem dla bogatszych, czyli biznesmenów, i jeszcze bardziej wyhamuje gospodarkę i zwiększy bezrobocie. Twierdzą, że podniosą limit długu publicznego tylko pod warunkiem, że Obama zgodzi się na drastyczne oszczędności bez zwiększania podatków.
Buffett od lat głosi, żeby zwiększyć podatki spadkowe, ponieważ młodzi powinni - jego zdaniem - sami dorabiać się majątków, a nie je dziedziczyć. Kilka dni temu ostro skrytykował polityków za to, że nie potrafią dojść do porozumienia, czym podkopują prestiż Ameryki, która dotąd zawsze płaciła swoje długi (Departament Skarbu twierdzi, że bez porozumienia w Kongresie przed 2 sierpnia mogą być z tym kłopoty).
- Igrają z ogniem tam, gdzie zabawa z ogniem jest niewskazana - mówił Buffett w telewizji CNBC. - Mam banalny pomysł, jak zmusić rozwiązać impas polityczny i zlikwidować dług Ameryki. Wystarczy wprowadzić przepis, że jeśli dług publiczy przekracza, dajmy na to, 10 proc., to wszyscy deputowani do Kongresu nie mogą kandydować w następnych wyborach.
Gatesa i Buffetta połączyła działalność dobroczynna i wspólny projekt, żeby wciągnąć do niej innych miliarderów. W 2006 roku Buffett obiecał, że po jego śmierci 99 proc. fortuny zostanie rozdana. Przez ostatnie sześć lat podarował już 11,47 miliardów dolarów na cele dobroczynne - głównie dla fundacji Bill i Melindy Gatesów. Co roku oddaje im 5 proc. akcji swojej firmy Berkshire Hathaway. Na początku lipca przekazał kolejną transzę wartą 1,5 mld dolarów.
Rok temu Gates i Buffett ogłosili inicjatywę "Giving Pledge" ("Składamy Zobowiązanie"), która ma zwiększyć dobroczynność do nieznanych dotąd rozmiarów. Przyłączyło się do niej już 60 bogaczy (głównie amerykańskich). Wszyscy oni zobowiązali się, że po śmierci przynajmniej połowa ich majątków pójdzie na cele dobroczynne.
Właśnie o tym rozmawiano wczoraj w Białym Domu.
Do klubu "Giving Pledge" należą m.in. założyciel Facebooka Mark Zuckerberg, magnat medialny, założyciel CNN Ted Turner, burmistrz Nowego Jorku Michale Bloomberg, reżyser "Gwiezdnych Wojen" George Lucas, założyciel serwisu aukcyjnego eBay Pierre Omidyar i Larry Ellison, szef potentata baz danych Oracle. A także wieloletni szef Citibanku Sandy Wiell, który stwierdził, że odda większość pieniędzy, bo w pogrzebowych całunach nie ma kieszeni, w których mógłby je przechowywać.
Spotkanie z dwoma liderami dobroczynności przydało się Obamie jak znalazł w wojnie o dług publiczny, którą toczy w ostatnich dniach z republikanami. USA osiągnęły limit długu wyznaczony przez Kongres - 14,3 mld dolarów, i jeśli do 2 sierpnia prezydent nie przekona republikańskiej większości, żeby go zwiększyć, Ameryce grozi bankructwo. Departament Skarbu nie będzie mógł więcej pożyczać pieniędzy, tymczasem w tym roku podatkowym zaplanowano aż 3,7 bln dolarów wydatków, a przychody do budżetu wynoszą jedynie 2,3 bln.
Prezydent uważa, że - w ramach zmniejszania deficytu - należy m.in. podnieść podatki dla najbogatszych Amerykanów. Przyjmując Buffetta i Gatesa zwrócił uwagę, że miliarderzy są gotowi dzielić się swoimi pieniędzmi (choć wczoraj Gates i Buffett nie wypowiadali się w sprawie podniesienia podatków). Na ich przykładzie chciał pokazać, że można oddawać pieniądze bez szkody dla biznesu.
Republikanie upierają się, że podniesienie podatków będzie nieznośnym obciążeniem dla bogatszych, czyli biznesmenów, i jeszcze bardziej wyhamuje gospodarkę i zwiększy bezrobocie. Twierdzą, że podniosą limit długu publicznego tylko pod warunkiem, że Obama zgodzi się na drastyczne oszczędności bez zwiększania podatków.
Buffett od lat głosi, żeby zwiększyć podatki spadkowe, ponieważ młodzi powinni - jego zdaniem - sami dorabiać się majątków, a nie je dziedziczyć. Kilka dni temu ostro skrytykował polityków za to, że nie potrafią dojść do porozumienia, czym podkopują prestiż Ameryki, która dotąd zawsze płaciła swoje długi (Departament Skarbu twierdzi, że bez porozumienia w Kongresie przed 2 sierpnia mogą być z tym kłopoty).
- Igrają z ogniem tam, gdzie zabawa z ogniem jest niewskazana - mówił Buffett w telewizji CNBC. - Mam banalny pomysł, jak zmusić rozwiązać impas polityczny i zlikwidować dług Ameryki. Wystarczy wprowadzić przepis, że jeśli dług publiczy przekracza, dajmy na to, 10 proc., to wszyscy deputowani do Kongresu nie mogą kandydować w następnych wyborach.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX










