http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

In vitro - aż się nie chce wierzyć

Piotr Pacewicz
2011-07-14, ostatnia aktualizacja 2011-07-14 09:32

Nie tylko dla par, nawet dla samotnej kobiety. Wolno tworzyć wiele zarodków i zamrażać je, a także diagnozować przed implantacją. Licencje dla klinik. Tak będzie w Polsce?

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
ZOBACZ TAKŻE
Aż się nie chce wierzyć ale taki właśnie projekt regulacji zapłodnienia pozaustrojowego rekomendowała Sejmowi w środę połączona komisja zdrowia oraz polityki społecznej i rodziny. Już wcześniej podkomisja zdecydowała, że podstawą prac będzie in vitro w wersji posła-lekarza i byłego ministra zdrowia Marka Balickiego (SLD), który współpracował m.in. z Federacją na Rzecz Kobiet i stowarzyszeniem Nasz Bocian.

Posłowie odrzucili projekt Bolesława Piechy z PiS, który całkowicie zakazywał zapłodnienia pozaustrojowego, a także Jarosława Gowina z PO pozwalający wyłącznie małżeństwom, na zapłodnienie maksymalnie dwóch komórek jajowych, bez mrożenia zarodków.

Skorzystali natomiast z projektu Małgorzaty Kidawy- Błońskiej z PO, przejmując z jej projektu zakaz niszczenia "zarodków zdolnych do rozwoju".

Kidawa- Błońska: - Ani przez chwilę nie rywalizowałam z Balickim na projekty. Jestem aż zaskoczona i bardzo się cieszę, że w komisji się udało. Jeszcze w tej kadencji Sejm może przyjąć tę dobrą, potrzebną ustawę.

Balicki: - Na niepłodność, uznawaną przez WHO za chorobę społeczną, cierpi w Polsce 1,2 - 1,5 mln par. Co roku okazuje się, że dla 1- 2 proc. z nich jedyną szansą jest in vitro; ta liczba rośnie, m.in. dlatego, że coraz "gorsze" są plemniki. Nasz projekt traktuje in vitro jako metodę leczniczą, stosowaną tylko, gdy jest niepłodność. Dlatego stan cywilny kobiety nie ma znaczenia.

Projekt pozwala niepłodnej kobiecie (parze) podjąć leczenie w optymalnej postaci. Jeśli zapłodniona in vitro (w szkle) komórka jajowa nie zagnieździ się w ściance macicy i do ciąży nie dojdzie, kobieta może wrócić do kliniki i skorzystać z zamrożonych zarodków. Bez dokuczliwych i kosztownych stymulacji jajników, by produkowały więcej komórek jajowych i bez zabiegu ich pobierania. Mrożone zarodki może też wykorzystać, po roku czy dwóch, do następnej ciąży. A ich badanie pozwoliłoby uniknąć implantowania tych, które nie będą zdolne do rozwoju.

Komisje odrzuciły argumentację Kościoła, który z "obrony życia poczętego" uczynił swój ideologiczny znak firmowy. Rozmijając się z cierpieniami i nadziejami rodziców walczących o dziecko, biskupi określają in vitro jako "wyrafinowaną aborcję", widzą w niej "cień Heroda". Odmawiają moralnego prawa nawet do użycia już zamrożonych zarodków. Nie chcą ratować "życia", bo "wprawdzie cel byłby szlachetny", ale metoda "moralnie zła". Obowiązuje tu bowiem norma silniejsza niż ochrona "życia": "prawdziwie ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego" (czytaj - stosunku seksualnego), od którego "nie wolno oddzielać prokreacji".

Watykan zakazał aborcji od momentu zapłodnienia dopiero w 1869 r. Wcześniej Ojcowie Kościoła uznawali, że własną duszę płód dostaje od Boga później; według Tomasza z Akwinu w 40 (przyszli mężczyźni) lub 80 (kobiety) dniu ciąży. Dziś Kościół nie ma wątpliwości: zapłodnione jajeczko jest człowiekiem albo "dzieckiem, a ci, którzy mu przekazali życie, ojcem i matką" (abp Józef Michalik). Empatyczny poseł PO Jarosław Gowin słyszy nawet "płacz zamrażanych zarodków".

Posłowie - w komisjach - odrzucili ten moralny szantaż.

Osobom, którym ustawa wydaje się sprzeczna z przekonaniami, zwracam uwagę, że nie wprowadza ona obowiązku in vitro, a tylko daje do niego prawo. Pozostawia też wybór techniki zapłodnienia pozaustrojowego. Znam katoliczkę, która skorzystala z "in vitro w wersji Gowina", bez tworzenia nadprogramowych zarodków. Lekarze pobrali dwie komórki jajowe, zapłodnili je metodą mikromanipulacji (wprowadzając do komórek plemniki męża przy pomocy specjalnej pipety) i z dwóch zarodków narodziła się para ślicznych blizniąt.

Co zrobi Sejm? Za będzie SLD, przeciw PiS, choć nawet tam są osoby życzliwe in vitro. Zadecydują głosy Platformy. Czy PO, która podobno forsowała ostatnio tempo prac komisji, chce pokazać, że nie klęczy przed biskupami (jak to nazwał Donald Tusk) i nie ulega własnym fundamentalistom jak Gowin czy Jacek Rostowski? Mam nadzieję, że nie jest to tylko gra na pokaz. A może ktoś planuje powtórkę z "kompromisu aborcyjnego" 1993 roku - niby załatwienie ważnej sprawy, ale przegłosowanie takich poprawek, które pozbawiłyby ustawę wartości?

In vitro jest tak naprawdę metodą wspomagania ludzkiej miłości oraz macierzyństwa i ojcostwa. Głosując zgodnie z sumieniem, posłowie i posłanki powinni chociaż chwilę pomyśleć o własnych dzieciach. I wyobrazić sobie, że mogłoby ich nie być.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':