Ujawnił to wczoraj Gordon Brown, który fotel premiera stracił po przegranych przez laburzystów wyborach do Izby Gmin w maju 2010 r. Według BBC ludzie pracujący dla "Sunday Timesa" wyłudzili w 2000 r. informacje dotyczące sytuacji finansowej i transakcji
nieruchomości dokonanych przez Browna. Były szef rządu był wówczas ministrem finansów.
Państwo Brown obawiają się także, że inny tabloid Murdocha "The Sun" w nielegalny sposób dowiedział się, iż ich syn Fraser cierpi na mukowiscydozę. Sensacyjny artykuł w tej sprawie ukazał się na łamach bulwarówki w 2006 r. Wszystko to wskazuje, że nielegalne praktyki zdobywania informacji mogły być standardem we wszystkich mediach kontrolowanych przez Murdocha.
Wczoraj wyszło też na jaw, że reporter "News of the World" próbował kupić od policjanta za 1 tys. funtów poufną książeczkę z numerami telefonów rodziny królewskiej. Brukowiec płacił za informacje funkcjonariuszowi specjalnej komórki Scotland Yardu odpowiedzialnej za bezpieczeństwo królewskiego dworu. Według BBC praktyka ta była nie tylko bardzo poważnym naruszeniem prawa do prywatności rodziny królewskiej, ale i zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa.
Przecieki w sprawie różnych brudnych trików mediów Murdocha zalewające obecnie brytyjskie gazety zaczynają irytować Scotland Yard, który od lutego br. prowadzi własne śledztwo w sprawie podsłuchów. Zdaniem policji może to być część szerzej zakrojonej strategii koncernu mającej utrudnić pracę śledczych.
W cieniu największej od lat brytyjskiej afery medialnej ważą się losy wartego 9 mld funtów przejęcia przez Murdocha potężnego pakietu akcji telewizji BSkyB. Laburzystowska opozycja domaga się, by konserwatywno-liberalny rząd zablokował tę transakcję, a jej przywódca Ed Miliband apeluje do magnata prasowego, by sam zrezygnował z tego planu. Ale Murdoch nie rezygnuje, a gabinet Davida Camerona gra na czas, odsyłając sprawę do regulatora rynku, co zapewne opóźni rozstrzygnięcie o co najmniej pół roku. Analitycy są jednak zdania, że prawdopodobieństwo transakcji maleje z dnia na dzień.
Afera podsłuchowa, która jest znana od pięciu lat, ale dopiero w ostatnich miesiącach nabrała rozpędu, pośrednio uderza i w Camerona. Od 2007 r. do stycznia br. jego głównym doradcą medialnym był Andy Coulson, redaktor naczelny "News of the World" w latach 2003-06. To właśnie wówczas redaktorzy pisma zlecali hakerom włamywanie się do poczty głosowej komórek kilku tysięcy ludzi w celu wydobycia brudnych newsów, które napędzałyby nakład gazety.
Coulson został aresztowany w piątek. Choć wyszedł za kaucją, to ciążą na nim ciężkie zarzuty - jest podejrzany o udział w nielegalnych podsłuchach telefonicznych i korupcję.
Na podsłuchu "News of the World" były nie tylko komórki polityków, celebrytów, publicystów czy krewnych ofiar morderstw i zamachów, ale i najpewniej także poczta głosowa rodzin ofiar zamachów terrorystycznych w Londynie z lipca 2005 r., krewnych ofiar głośnych porwań i mordów, żołnierzy poległych w Afganistanie i Iraku.
Proceder trwał kilka lat, a ujawnienie go w 2006 r. i skazanie dwóch winnych na kilkumiesięczne więzienie (redaktor brukowca i prywatny detektyw) było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Z niewyjaśnionego powodu
policyjne śledztwo ślimaczyło się i gdyby nie dochodzenie dziennikarskie "Guardiana", opinia publiczna nie dowiedziałaby się o przerażającej skali łamania prawa przez "News of the World".