Według tygodnika "Der Spiegel" decyzja o otwarciu kościelnych archiwów zapadła podczas posiedzenia konferencji episkopatu 20 czerwca, ale do tej pory trzymano ją w tajemnicy. W żadnym innym kraju świata hierarchowie Kościoła, oskarżanego o tolerowanie i tuszowanie pedofilii, nie posunęli się tak daleko. W Irlandii, gdzie dwa lata temu opublikowano wstrząsający raport o wykorzystywaniu seksualnym tysięcy dzieci przez duchownych, pracujący na zlecenie rządu badacze mieli dostęp jedynie do akt diecezji Dublina.
Niemiecki episkopat sam przekazał dochodzenie naukowcom z renomowanego Instytutu Badań Kryminologicznych w Hanowerze. Będą mieli dostęp do akt personalnych wszystkich księży podejrzanych o pedofilię we wszystkich 27 niemieckich diecezjach.
Niemieccy biskupi zgodzili się na rozliczenia niespełna półtora roku po wybuchu w ich kraju pedofilskiego skandalu. W styczniu zeszłego roku rektor jednej z jezuickich szkół średnich w Berlinie oświadczył, że jego poprzednicy ukrywali "systematyczne i regularne" wykorzystywanie seksualne uczniów przez kilku zakonników.
Do procederu dochodziło wprawdzie w latach 70. i 80. XX w., ale samo ogłoszenie tego wywołało lawinę, bo z całego kraju zaczynały napływać sygnały o księżach i zakonnikach, którzy dopuścili się pedofilii. Przez rok na uruchomioną przez
Kościół specjalną infolinię zgłosiło się ok. 500 osób które w minionym półwieczu padły ofiarami księży. Większość to byli wychowankowie kościelnych internatów, np. benedyktyńskiego
gimnazjum w Ettal, gdzie ofiarą kilkunastu zakonników padło ok. 80 dzieci. Do pedofilii dochodziło także w prowadzonych przez duchownych domach opieki.
W marcu zeszłego roku prasa oskarżała też brata
papieża ks. Georga Ratzingera, że wiedział o tym, iż inni księża molestują chłopców z katedralnego chóru, którym się opiekował. Z krycia pedofilów musiał się też tłumaczyć przewodniczący episkopatu kardynał Robert Zollitsch, który wiedział, że podległy mu proboszcz przez 20 lat gwałcił ministrantów. Mimo to nie powiadomił o tym prokuratury, tylko wysłał pedofila na emeryturę. - Chciałem ograniczyć szkody - tłumaczył potem Zollitsch.
Kościół, wspierany przez rządzących Niemcami chadeków, zablokował pomysł minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, by po wykryciu każdego przypadku pedofilii do sprawy automatycznie włączać prokuraturę. Nic nie wyszło też z proponowanej przez nią komisji śledczej.
Zamiast tego rząd pozwolił, by Kościół sam badał skandal i sam pomagał ofiarom. W marcu tego roku duchowni zaproponowali, że wypłacą im do 5 tys. euro odszkodowania, czyli niewiele więcej niż trzy przeciętne pensje. Biskup Ratyzbony Gerhard Müller zarzucał nawet dziennikarzom, że tropiąc księży pedofilów z "kryminalną energią prowadzą kampanię przeciwko Kościołowi". - Jesteśmy świadkami podobnej akcji, jaka miała miejsce w czasach III Rzeszy - oświadczył.
Dlaczego więc niemiecki episkopat zmienił zdanie? Media twierdzą, że duchowni, wpuszczając do archiwów niezależnych badaczy, chcą odbudować zszarganą reputację. Po wybuchu skandalu w zeszłym roku z Kościoła wypisało się aż 180 tys. osób, o 40 proc. więcej niż rok wcześniej (w Niemczech każdy wierny płaci specjalny podatek, Kościół katolicki ma 25 mln wiernych). - To, że wielu ludzi wybrało taki sposób, by zaprotestować przeciwko temu skandalowi, jest dla nas szczególnie bolesne - przyznawał Dominik Schwaderlapp, wikariusz generalny diecezji w Kolonii.
Naukowcy z Hanoweru, w większości emerytowani prokuratorzy i sędziowie, zamierzają zbadać wszystkie przypadki księży, wobec których pojawił się choć cień podejrzenia, że byli pedofilami. Mają się też skontaktować z ofiarami i poprosić je o zeznania na piśmie lub w formie wywiadu. Rozmowy zostaną też przeprowadzone z oskarżonymi duchownymi. Specjalny zespół lekarzy przeanalizuje akta sądowe i protokoły z badań psychiatrycznych duchownych, których skazano za pedofilię (w ostatnich 15 latach było ich ok. 100).
Nie wiadomo, kiedy specjaliści zakończą prace. W Irlandii raport o pedofilii w Kościele powstawał aż dziewięć lat.