Czołówki czwartkowych gazet bardzo gospodarcze. W
"Rzeczpospolitej" o gazie łupkowym (konieczne są nowe przepisy by wydobycie ruszyło), w
"Dzienniku Gazecie Prawnej" o taniejącym paliwie, (firmy ścigają się na promocje), a w
"Gazecie Wyborczej" o debiucie na giełdzie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, (rozczarowanie, bo inwestorzy liczyli na wzrost 10 procentowy, a nic z tego nie wyszło).
Ale i tak wszystko się kręci wokół wczorajszego wystąpienia w Strasburgu premiera Tuska i pyskówki między naszymi europosłami. I zarówno mowa premiera jak i pyskówki są w gazetach różnie oceniane.
Kto przeczytał
komentarz Jacka Pawlickiego w "GW", może czuć się dumny z premiera:
"W czasach, gdy regułą jest narzekanie na Europę, a eksperci snują czarne scenariusze o rozpadzie strefy euro i końcu Schengen, premier kraju, który dziesięć lat temu dobijał się do drzwi Unii, zawstydził wszystkich optymizmem. Tak mocno jak Tusk nie mówi dziś o konieczności głębszej integracji i rozszerzania Unii żaden z przywódców krajów UE".
I na koniec pisze Pawlicki tak: "Tusk podniósł poprzeczkę wysoko. Jeśli przeskoczy stanie się europejskim mężem staniu, a Polska - filarem Unii obok Niemiec i Francji. Jeśli nie - Unia straci jednego z ostatnich obrońców integracji z przekonania".
A "na drugą nóżkę"
komentarz Marka Magierowskiego w "Rz",:
"Tusk nie wychylił się niestety ponad poziom standardowych unijnych banałów o głębszej integracji, silnych instytucjach i kryzysie zaufania w Europie."
Wicenaczelny "Rzepy" przyznaje co prawda, że szefowie głównych frakcji w Parlamencie Europejskim uznali wystąpienie polskiego premiera za "wspaniałe", ale to dlatego że sami od lat niczego ciekawego nie potrafią powiedzieć.
A dalej jest już naprawdę zdumiewająco. Oto o ataku, jaki w trakcie tej debaty na polskiego premiera przypuścił europoseł
PiS Zbigniew Ziobro pisze Magierowski tak:
"Na szczęście europosłowie PiS, ze Zbigniewem Ziobro na czele, zadbali o to, by ich koledzy z innych krajów nie usnęli z nudów. Ziobro zaatakował Tuska za dławienie wolności słowa w Polsce przypominając m.in. wyrzucenie z telewizji dziennikarzy krytycznych wobec władzy. Były minister sprawiedliwości nawiązał także do sytuacji >>Rzeczpospolitej<<, w której skarb państwa od dłuższego czasu usiłuje wpływać na linię redakcyjną." Uzasadnieniu i obronie burdy jaką wywołał Ziobro "Rzeczpospolita" poświęciła swój komentarz redakcyjny.
Za to w
"Gazecie Wyborczej" Wojciech Szacki stawia śmiałą hipotezę, że akcja Ziobry (nieuzgodniona z centralą partii) to przemyślana gra na osłabienie PiS, bowiem atak na premiera zraża do niej młodych i inteligencję. Ziobro chce osłabienia PiS, by przejąć władzę w tej partii. A Agnieszka Kublik przypomina, że ani ustawa medialna ani konstytucja nie gwarantują nikomu, że jak raz dostanie pracę w publicznej
TVP lub Polskim Radio to na całe życie. A PiS udaje, że tego nie rozumie i stawia znak równości między zwalnianiem dziennikarzy a zamachem na wolność słowa.
A może by jednak wpisać do konstytucji te parę nazwisk dziennikarzy związanych z PiS, którzy jeszcze niedawno tak dominowali w telewizji publicznej, że "Wiadomości" nie dało się oglądać i słuchać? Jeśli zagwarantowanie im pracy spowoduje, że Zbigniew Ziobro zamilknie, to może warto.
A jak ktoś ma dość tej całej polityki to może sięgnąć po tabloidy. Tu okazuje się, że wydarzeniem dnia jest zmiana na stanowisku prowadzącej "Taniec z gwiazdami". Odchodzi Katarzyna Skrzynecka (choć to eufemizm, bo zdaje się że ją wyrzucono), a ma ją zastąpić Katarzyna Cichopek.