Mała Daria Warfołomiejewa z syberyjskiej Buriacji stała się sławna w grudniu 2008 r., kiedy pozwolono jej dodzwonić się do
studia telewizyjnego, z którego premier rozmawiał z narodem. Stremowana dziewczynka odczytała z karteczki zatwierdzony wcześniej tekst o tym, że w domu bieda i nie ma w czym iść na bal noworoczny. Poprosiła "wujka", by podarował jej "suknię Kopciuszka".
Ten chętnie to uczynił, a Daszka z siostrą i mamą zjawiła się na dziecięcym balu noworocznym na Kremlu. Na tym nie koniec cudów - premier zaprosił dziewczynkę do rezydencji w podmoskiewskim Nowo-Ogariowie i wypił z nią herbatę, o czym przez cały dzień opowiadały wszystkie kanały telewizyjne.
A w ostatni piątek to on odwiedził rodzinną wioskę Daszy - miejsce, jak mawiają Rosjanie, "średnio parszywe". Tugnuj to wyludniająca się dziura, perspektyw żadnych, pracy brak. Nawet mama Daszy, choć znajoma samego premiera, od niedawna jest bezrobotna.
Jednak przed przyjazdem "czarodzieja" Tugnuj zmienił się nie do poznania. Prowadząca doń rozbita droga została wyremontowana, powstał park i dziecięce place zabaw. Pojawiło się też cudo - ogromny ośrodek edukacyjno-kulturalny. Pod dachem długiego na pół kilometra budynku zmieściły się:
szkoła na 150 uczniów, hala sportowa, przychodnia.
W liczącym 900 mieszkańców Tugnuju zbudowano nawet nowoczesną publiczną toaletę, a korzystający z niej goście mogą w chwili samotności poczytać oferowaną im książkę "Samokształcenie i kształcenie charakteru".
Daszka wie, że ściany nowej, otwartej właśnie (w czasie wakacji) szkoły przyozdobiły jej zdjęcia, ale zajrzeć tam jeszcze nie zdążyła. Zabrakło czasu, bo w jej rodzinnym domu przysłane przez regionalną administrację ekipy w pośpiechu robiły generalny remont.
Mała czekała na premiera przed domem. On, wyszedłszy z samochodu, ucałował ją w główkę, podarował komputer, a jej siostrze - telefon komórkowy. Dziewczynka była tak stremowana, że na pytania odpowiadała tylko lakonicznym "tak" lub "nie". Za to uszczęśliwiona mama terkotała przed kamerami jak nakręcona i zapewniała Putina, że już na samą wieść, że premier przyjedzie do wioski, Tugnuj ożył. Mieszka się tu teraz lepiej, a nawet dzieci rodzi się więcej!