http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zawał ma być tańszy

Agnieszka Czajkowska, Wrocław
2011-06-29, ostatnia aktualizacja 2011-06-29 00:54

Od 1 lipca Narodowy Fundusz Zdrowia chce mniej płacić za zabiegi kardiologii inwazyjnej. Są one dziś bardzo opłacalne, ale kardiolodzy protestują przeciwko nowym cenom

Zawał to zatkanie tętnicy prowadzącej do serca. Choremu trzeba ją udrożnić, czyli wykonać tzw. balonikowanie. Zabieg wykonuje ponad sto ośrodków w kraju. Na zdjęciu: balonikowanie w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
Zawał to zatkanie tętnicy prowadzącej do serca. Choremu trzeba ją udrożnić...
O "boomie w zawałach" pisaliśmy w grudniu 2010 r. Według europejskich wytycznych na milion mieszkańców wystarczą dwie pracownie kardiologii inwazyjnej dyżurujące całą dobę. Polska ma takich pracowni już 120 (wystarczyłoby 80) i powstają kolejne. - W grę wchodzi motyw finansowy - przyznał prof. Lech Poloński, śląski konsultant kardiologii. Pracownie mnożą się głównie za sprawą przedsiębiorców prywatnych. Wiele należy do kardiologów, którzy zawiązują spółki, biorą kredyty.

NFZ proponuje zmiany w wycenie świadczeń kardiologicznych - stawki mają zostać obcięte od kilku do nawet 20 proc. NFZ czeka na uwagi specjalistów, ale jednocześnie zapowiada, że rozporządzenie prezesa NFZ w tej sprawie ma wejść w życie już 1 lipca.

Tańsze będzie wszczepienie stentu (sprężynka przywracająca drożność naczynia krwionośnego), a także zabiegi planowe (u pacjentów umówionych na plastykę naczyń).

Za zabieg w zawale NFZ płaci od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Każdego roku przybywa zabiegów, choć liczba zawałów się nie zmienia (ok. 90 tys. rocznie). Dlaczego? Bo kiedyś zabieg robiono głównie osobom z typowym zawałem, dziś wykonuje się go coraz częściej także przy niestabilnej dławicy piersiowej, a czasami do jej rozpoznania wystarczą bóle w piersiach.

Lekarze ostrzegają, że przez obcięcie stawek stracą szpitale, dla których oddział kardiologii inwazyjnej jest często jedynym przynoszącym dochód. Jednak powstające w ostatnim czasie pracownie należą głównie do prywatnych inwestorów.

- Zmniejszenie wyceny świadczeń spowoduje, że budżet ośrodków wykonujących procedury kardiologii inwazyjnej zmniejszy się w zależności od profilu zabiegów od 10 do 15 proc. W projekcie rozporządzenia nie znalazłem przyczyny tej decyzji, ale sądzę, że chodzi o spadek ceny sprzętu służącego do wykonania tych procedur. W rozmowach z NFZ będziemy wskazywać, że nawet jeśli tak jest, to leczymy przecież coraz trudniejszych chorych: starszych i obciążonych wieloma współistniejącymi chorobami - mówi prof. Grzegorz Opolski, krajowy konsultant kardiologii. - Chcielibyśmy, żeby w nowej wycenie zróżnicować pacjentów i wyodrębnić cięższe przypadki. NFZ powinien płacić więcej za leczenie pacjentów powyżej 70. roku życia z chorobami współistniejącymi, a mniej za lżejsze przypadki. Chodzi o to, żeby katalog świadczeń medycznych lepiej oddawał, jakich chorych faktycznie leczymy. Mam nadzieję, że uda się przekonać NFZ, żeby nie wprowadzał tak drastycznych cięć. 

O zróżnicowaniu cen zabiegów w zależności od stanu chorego mówi też prof. Janina Stępińska, kierownik Kliniki Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Warszawie, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (obejmie to stanowisko jesienią). - Nie oczekujemy większej ilości pieniędzy na kardiologię, ale uważamy, że nie wszystkie procedury powinny być wyceniane tak samo. Polscy kardiolodzy osiągnęli naprawdę wysoki poziom w leczeniu ostrych zespołów wieńcowych. Jestem przekonana, że warto inwestować w tę dziedzinę medycyny.

Czy propozycja zróżnicowania stawek to sposób na szukanie kompromisu? Kardiolodzy zgodzą się na niektóre obniżki, jeśli dobrze opłacane będą najcięższe przypadki?

To możliwe, bo rzecznik NFZ Andrzej Troszyński zaznacza, że nowe wyceny to "projekt". I tłumaczy intencje NFZ: - Obserwujemy swego rodzaju epidemię ostrych zespołów wieńcowych, niemającą pokrycia w rzeczywistej epidemiologii. Charakterystyczne, że ta epidemia słabnie w weekendy, co można różnie tłumaczyć. Poza tym te procedury zostały wycenione zbyt korzystnie, co było przedmiotem zazdrości przedstawicieli innych dziedzin medycznych.

Rzecznik NFZ dodaje, że w ostatnich latach spadła cena stentów, co też ma wpływ na nową wycenę.

Prof. Waldemar Banasiak, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, uważa, że proponowane przez NFZ zmiany uderzą nie tylko w szpitale, ale też w pacjentów. Bo jeśli pieniędzy będzie mniej, to liczba zabiegów spadnie. - Mój najstarszy pacjent miał 94 lata. Ostatnio jego syn się z nami kontaktował - proszę sobie wyobrazić, że jego ojciec po zabiegu dożył 103 lat! - opowiada prof. Banasiak.

Dziś w Ministerstwie Zdrowia spotkają się konsultanci krajowi różnych dziedzin i prezesi towarzystw naukowych. Przy tej okazji zostanie także poruszony temat kardiologii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':