http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ściśle tajne zdrowie

Rozmawiała Anna Twardowska
2011-06-25, ostatnia aktualizacja 2011-06-24 17:42

Szpital św. Barbary w Sosnowcu
Szpital św. Barbary w Sosnowcu
Fot. Dawid Chalimoniuk/ AG

Czy lekarz może udzielić informacji o zdrowiu pacjenta jego partnerowi? Tak, tylko trzeba mieć szczęście, by takiego spotkać

Dr Aleksander Olejarz
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Dr Aleksander Olejarz
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z Aleksandrem Olejarzem*

Anna Twardowska: Moja przyjaciółka spotyka się z mężczyzną, który choruje na padaczkę. Kiedy jej partner ma atak, zdarza się, że traci przytomność. Przyjaciółka wzywa pogotowie, potem jest szpital. Magda zawsze jedzie za karetką. W szpitalu w Bydgoszczy lekarze bez problemu udzielili jej informacji o stanie zdrowia partnera. W Warszawie chcieli wezwać z Bydgoszczy jego 70-letnią matkę. Tłumaczyli, że nie mogą informować obcej osoby.

Aleksander Olejarz: Jedni i drudzy mieli rację. Ci w Warszawie trzymali się ściśle litery prawa. Trafił do nich nieprzytomny pacjent. Nie wyznaczył osoby, którą można informować o stanie zdrowia, więc odmówili udzielania jakichkolwiek informacji jego partnerce. Skąd mieli wiedzieć, że faktycznie są w bliskich stosunkach i chory życzyłby sobie, aby to ona była informowana o jego stanie zdrowia?

Prawo jest okrutne.

- Albo lekarze złośliwi.

Słucham?

- Powiedziała pani, że w Bydgoszczy bez problemu lekarze poinformowali, jak czuje się partner pani Magdy.

Tak.

- No właśnie. To znaczy, że byli ludzcy. Być może działali wbrew prawu, ale widzieli, że kobieta jest zdenerwowana, boi się, nie wie, czy wszystko będzie dobrze, więc porozmawiali z nią, uspokoili.

No to jak w końcu powinno być? W TVP emitowany jest serial ''Operacja życie''. Lekarze w tym dokumencie relacjonują dziewczynie, w jakim stanie jest jej chłopak, który przeszedł przeszczep serca. Bohater raczej nie był w stanie wyznaczyć swojej narzeczonej jako ''osoby do udzielania informacji''. To znaczy, że na naszych oczach łamane jest prawo?

- Prawo jest ślepe. Scenariusz układa życie.

Załóżmy, że mój pacjent jest nieprzytomny, a do szpitala przyjeżdża ktoś z jego bliskich, widzę, że cierpi... W takiej sytuacji trzeba z nim porozmawiać, nawet jeśli nie mam na piśmie, że to ''ta osoba''. Oczywiście informacje, jakie przekażę, będą bardzo oględne, żeby chory nie miał do mnie później pretensji.

Pretensji? O co?

- Idea, że lekarz udziela informacji o zdrowiu pacjenta, tylko jednej, wskazanej przez niego osobie, ma chronić dobro chorego, ale i nasz interes.

Powiedzmy, że przychodzi do szpitala żona pacjenta. Informuję ją, jak czuje się mąż, na co choruje, a potem okazuje się, że ona chce tę wiedzę wykorzystać na rozprawie rozwodowej. Jeśli człowiek ma chorobę alkoholową, to niechcący mogę narobić mu problemów. Sąd np. może uznać, że trzeba mu ograniczyć prawa rodzicielskie.

W takiej sytuacji pacjent może wytoczyć mi proces, choć przecież miałem dobre intencje. Lekarz, który udziela informacji o zdrowiu pacjenta osobie przez niego niewskazanej, podejmuje ryzyko.

To co robić?

- Zasada jest taka, że kiedy przyjmujemy chorego na oddział, on wyznacza jedną osobę, której ufa, i jej udzielamy informacji. Może to być mąż, żona, matka, brat, syn, córka, partner...

Gdy pacjent nie jest w stanie tego zrobić, bo np. jest nieprzytomny po wypadku, wszystko w rękach lekarzy. Mogą, ale nie muszą informować.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':