http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak nakarmić gorącą planetę?

Justin Gillis*
2011-06-27, ostatnia aktualizacja 2011-06-24 17:42

Fot. John Stanmeyer/VII John Stanmeyer/VII/Corbis

Wyobraźmy sobie straszny świat, w którym z roku na rok zabraknie żywności

Doktor Ravi P. Singh patrzy na pole spłowiałej pszenicy. Wypalona pustynnym słońcem, zdaje się wyschła, prawie martwa. Biolog Singh bierze do ręki kłos, wprawne palce wyczuwają puste łuski. - Tym nie wykarmi pan nikogo - mówi. Na poletku nr 88 pokazuje zdrowszy szczep, który nie boi się suszy. W jego łodydze cała nadzieja - tak dziś ważna dla światowego rolnictwa.

Szybko rosnąca pod koniec XX w. wydajność z hektara nie dorównuje już dzisiaj zapotrzebowaniu na żywność coraz liczniejszych i bogatszych społeczeństw. Przez prawie całą minioną dekadę spożycie czterech upraw dostarczających ludziom większości kalorii - pszenicy, ryżu, kukurydzy i soi - przewyższało produkcję, co niepokojąco uszczupliło zapasy.

Po 2007 r. nierównowaga podaży i popytu spowodowała dwa ogromne skoki cen zbóż. Choć na Zachodzie niezbyt dotkliwe, nasiliły one głód nękający dziesiątki milionów biednych, destabilizując sytuację polityczną kilkunastu krajów - od Meksyku po Uzbekistan i Jemen. W 2008 r. fala zamieszek głodowych wywróciła rząd Haiti, gniew z powodu drożyzny miał też udział w niedawnych arabskich rewoltach.

Klimat się zmienia

Kolejne nieudane zbiory były skutkiem katastrof klimatycznych - powodzi w USA, suszy w Australii i fali upałów w Europie i Rosji. Zdaniem naukowców jedną z przyczyn jest spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie. W wielu ważnych rolniczo krajach temperatury w okresie wegetacji rosną gwałtownie, co - jak wynika z opublikowanych parę tygodni temu badań - powoduje kilkunastoprocentowy spadek plonów.

Przez blisko dwie dekady uczeni sądzili, że rolnictwo poradzi sobie ze zmianami klimatycznymi, a ceny podwoją się nie wcześniej niż w 2080 r. Liczyli m.in. na to, że rosnące stężenie CO2, głównego sprawcy globalnego ocieplenia, gwałtownie przyspieszy wzrost roślin. Mało kto kwestionował te założenia. Dopiero parę lat temu destabilizacja rynku żywności zaalarmowała naukowców.

- Żyliśmy dotychczas w miarę bezpiecznie dzięki zdumiewającemu sukcesowi rolnictwa. Zaczynamy jednak podejrzewać, że tak nie będzie w nieskończoność - mówi Cynthia Rosenzweig z NASA, jedna z pionierek badań wpływu zmian klimatycznych na rolnictwo.

Z moich rozmów z ponad 50 ekspertami rolnymi pracującymi w dziewięciu krajach przebija rosnący niepokój o przyszłość światowych zasobów żywności. Przed rolnikami staje bowiem nie lada zadanie: będą musieli dostosować się do szoków klimatycznych, a jednocześnie podwoić produkcję żywności. Jednocześnie muszą ograniczyć szkodliwe oddziaływanie rolnictwa na środowisko.

- To nie jest niewykonalne - pocieszają agronomowie i podają przykłady - od meksykańskich pustyń po indyjskie pola ryżowe - że możliwe jest rolnictwo wydajniejsze i odporniejsze na zmiany klimatu. Potrzeba tylko nowych odmian zbóż i nowych technologii. Tymczasem fundusze na badania napływają powoli, większość niezbędnych prac się jeszcze nie zaczęła, a te już rozpoczęte dadzą efekty za dziesięciolecia.

- Ludzie nie rozumieją grozy sytuacji - mówi Marianne Bänziger, wiceszefowa Międzynarodowego Centrum Rekultywacji Kukurydzy i Pszenicy, wiodącego meksykańskiego ośrodka badawczego. - Wyobraźmy sobie straszny świat, w którym z roku na rok zabraknie żywności. Wyobraźmy sobie skutki społeczne - dodaje pracujący w ośrodku Matthew Reynolds.

Skończyła się zielona rewolucja

Ani Francisco Javier Ramos Bours, ani siedzący wokół rolnicy nie mają wątpliwości: to globalne zmiany klimatyczne sprawiły, że w ostatnich latach hodowcom w Yaqui Valley na pustyni Sonora w północnozachodnim Meksyku zabrakło wody.

Na drugim końcu świata indyjski hodowca ryżu Khatri Yadav skarży się na zmiany klimatu. - Nie będzie deszczu w porze deszczowej i będzie padać w porze suchej - wyjaśnia. - Kurczy się też pora chłodna.

Kilkadziesiąt lat temu biolodzy z meksykańskiej doliny Yaqui stali się pionierami zielonej rewolucji, która dzięki ulepszonym odmianom zbóż i technikom intensywnej uprawy podwyższyła wydajność z hektara w niemal całym rozwijającym się świecie.

Kiedy w latach 40. w dolinie Yaqui zjawił się młody, sponsorowany przez Fundację Rockefellera, amerykański agronom Norman E. Borlaug, rolnicy powitali go przyjaźnie. Jego metody pozwoliły im zwiększyć plony pszenicy sześciokrotnie.

Kiedy w latach 60. doktor Borlaug zastosował swoje metody w zagrożonych głodem Indiach i Pakistanie, i tam plony wzrosły wielokrotnie. Do zielonej rewolucji dołączały inne kraje i w drugiej połowie XX w. produkcja żywności rosła szybciej niż populacja. W 1970 r. Borlaug jako jedyny w dziejach agronom dostał Pokojową Nagrodę Nobla za "nakarmienie głodującego świata". Przyjmując ją, ostrzegał: "Teraz jesteśmy na fali, ale jeśli zaniechamy wysiłków, fala opadnie".

Dzięki wzrostowi wydajności spadły ceny podstawowych zbóż wykorzystywanych bezpośrednio lub pośrednio do produkcji mięsa, jaj, wyrobów mleczarskich i hodowli ryb. W biednych krajach nędzarze nadal nie mieli dość żywności, ale procent głodujących w świecie zmalał.

Pod koniec lat 80. zdawało się, że produkcja żywności jest pod kontrolą. Rządy i fundacje zaczęły więc redukować agrotechniczne budżety i przeznaczać więcej pieniędzy na skutki uboczne intensywnego rolnictwa, m.in. szkody środowiskowe. W minionym dwudziestoleciu pomoc Zachodu dla rolnictwa krajów rozwijających się spadła niemal o połowę, a w najważniejszych ośrodkach badawczych zredukowano personel.

Jak przewidywał Borlaug, pod koniec stulecia światowy rynek żywności odczuł tego pierwsze skutki. Produkcja rosła, ale mniej innowacji docierało do rolników, więc wzrost zwolnił.

Czujność osłabła w momencie, w którym wzrosły nasze żywnościowe potrzeby, m.in. dzięki azjatyckiemu dobrobytowi. Miliony ludzi dodały do jadłospisu mięso i produkty mleczne, co wymagało znacznego zwiększenia produkcji zbóż. Popyt zwiększały też inne czynniki, m.in. polityka przerabiania na etanol większości amerykańskiej kukurydzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':