"Opozycja i związki zawodowe oskarżają grecki rząd, że poddał się "dyktatowi" Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Są przeciwko cięciom budżetowym, bo wierzą, że Europa tak czy inaczej pomoże Grecji"- zaczyna artykuł o greckim kryzysie "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Cały tekst jest dość zjadliwy, ale trudno się dziwić - to
Niemcy wyłożą znaczną część kwoty przeznaczonej dla Grecji. O ile oczywiście Ateny zdadzą dzisiaj egzamin i przyjmą pakiet reform oszczędnościowych.
"New York Times" dużo miejsca poświęca największemu w dziejach
USA zbiorowemu pozwowi. W skrócie: 11 lat temu 1,5 miliona pracownic dyskontowej sieci sklepów Wal-Mart poszło do sądu twierdząc, że są dyskryminowane w pracy. Wczoraj
Sąd Najwyższy uznał, że nie było żadnej odgórnej dyrektywy dyskryminującej kobiety, więc nie może być mowy o wielomiliardowym odszkodowaniu. Steven Greenhouse z NYT podkreśla, że wczorajsza decyzja sądu znacznie zwiększy wymagania dotyczące spraw pracodawca kontra pracownicy. "Ta decyzja nie tylko utrudni składanie wielkich, ambitnych pozwów w sprawach przeciwko dyskryminacji ze względu na płeć, rasę czy jakiekolwiek inne czynniki. Według wielu prawników dużo wyżej została zawieszona poprzeczka dotycząca wszystkich pozwów przeciwko korporacjom." O procesie pisze też w "Gazecie Wyborczej" pisze z Waszyngtonu Mariusz Zawadzki.
Wszystkie gazety piszą też o wczorajszym przemówieniu prezydenta pogrążonej w chaosie Syrii. Baszar al-Assad po raz kolejny zapowiedział "narodowy dialog", obiecał zmiany w konstytucji, reformy i nawet wolne wybory bez hegemonii rządzącej partii Baas. Komentatorzy w większości nie zostawiają na wystąpieniu Assada suchej nitki. "On ciągle
gra na tę samą modłę. Uważa, że wystarczy udawać, że nie ma problemu i zwalić wszystko na islamistów. A ludzie mają to kupić" - mówi w "Washington Post" ekspert z Waszyngtońskiego Instytutu ds. Bliskiego Wschodu.
W brytyjskim "Guardianie" ciekawy tekst o nowych technologiach - Japończycy triumfalnie ogłosili zbudowanie najszybszego i najpotężniejszego komputera na świecie. Monstrum nazywa się K, od japońskiego słowa "kei" oznaczającego 10 kwadrylionów, bo tyle operacji ma docelowo wykonywać w ciągu jednej sekundy. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić co to dokładnie oznacza, ale ma podobno pomóc w badaniach nad nowymi lekami, zmianami klimatycznymi i energią odnawialną. Teraz japońscy politycy trąbią o sukcesie ("pokonaliśmy
Chiny!"), ale projekt był zagrożony ze względu na koszmarne koszty- samo roczne zużycie prądu starczyłoby dla 10 tys. domów.