http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie mam pleców, mam pomysły

Aneta Zadroga
2011-06-20, ostatnia aktualizacja 2011-06-20 10:58

Jerzy Tchórzewski, artysta grafik z Krakowa, chce, by pracodawcy zwracali uwagę na umiejętności, a nie na znajomości
Jerzy Tchórzewski, artysta grafik z Krakowa, chce, by pracodawcy zwracali uwagę na umiejętności, a nie na znajomości
fot. Jakub Ociepa

Praca z polecenia, praca po znajomości, praca dzięki plecom - wielu młodych narzeka, że bez tego nie ma co liczyć na etat czy nawet na zlecenie

Krakowski designer Jerzy Tchórzewski myśli podobnie, dlatego zaczął akcję „Nie mam pleców, mam pomysły”. - Przy szukaniu projektantów nie zwraca się uwagi na portfolio, tylko na »polecenia «; nie jestem w stanie powiedzieć, czy tak jest w całej Polsce. Mam nadzieję, że nie, a jeżeli tak, to wspólnie możemy to troszkę zmienić - pisze na stronie ze swoim portfolio artysta.

Tchórzewski projektuje plakaty. Wystawiał prace m.in. w Mediolanie, Krakowie, Berlinie, Katowicach. Jest laureatem konkursu Galerii Plakatu AMS pod hasłem "Fryderyku! Wróć do Warszawy", otrzymał też wyróżnienie w konkursie na plakat Muzeum Plakatu w Wilanowie "Kierowco! Więcej kultury".

- Pracując w mojej branży, zastanawiam się nad tym, co mam, a czego mi brakuje. Mam pomysły, nie mam pleców. To prosty komunikat, wielu ludzi tak myśli, ale niewielu mówi. Wiele razy miałem sytuacje, w których znajomości dużo znaczyły. Zwłaszcza w środowiskach artystycznych, ale nie tylko. Często trudno jest mi przekonać do dobrego projektu, bo brakuje właśnie pleców - mówi młody plakacista. Dodaje, że szukając ludzi do współpracy, stara się nie opierać wyłącznie na znajomościach, a bardziej na pomysłach, ciekawych pracach.

Czasem trzeba poprosić

Okazuje się, że przekonanie Tchórzewskiego, że w poszukiwaniu pracy znajomości są ważne, nie jest odosobnione. I nie dotyczy wyłącznie artystów. Według badania CBOS sprzed kilku lat dominowała wśród Polaków opinia, że przy szukaniu pracy - obok dobrego wykształcenia, zawodu i doświadczenia - szczególnie pomocne są znajomości, układy i powiązania. Uważało tak aż blisko 60 proc.

Agata pracuje w jednym z krakowskich wydawnictw. Nie ukrywa, że pracę znalazła dzięki wstawiennictwu ojca narzeczonego. - Kiedy pojawił się wakat, firma nawet się nie ogłaszała w internecie czy gazecie. Podobno mają taką politykę, że zatrudniają tylko sprawdzonych pracowników. Czyli takich, których ktoś poleci. Miałam to szczęście, że znałam osobę, która zajmuje tam dość ważne stanowisko. I mam pracę - przyznaje absolwentka UJ.

Agata nie czuje dyskomfortu, że dostała etat tylko dlatego, że kogoś zna. - Skończyłam socjologię trzy lata temu. Od obrony szukam intensywnie pracy, ale jedyne, co się pojawia, to jakieś staże, umowy o dzieło, pojedyncze fuchy. Tak nie da się długo egzystować. W pewnym momencie sięga się po wszystkie dostępne środki, nawet znajomości, żeby mieć się z czego utrzymać - mówi 28-latka.

Podobną sytuację miała kilka miesięcy temu Iwona, specjalistka od marketingu. Iwona pracowała na umowę o dzieło w jednej ze stołecznych firm. Jednak niskie zarobki i brak m.in. ubezpieczenia zdrowotnego skłoniły ją do czegoś, czego po skończeniu studiów obiecywała sobie nigdy nie robić. - Mój wujek pracuje w dużej sieci sklepów spożywczych. Zajmuje wysokie stanowisko. Dwa lata temu, kiedy kończyłam studia, mówił, że coś mi znajdzie, ale nie chciałam. Byłam przekonana o własnych możliwościach - mówi Iwona. - Czas zweryfikował moją postawę. Kilka miesięcy temu poprosiłam o pomoc. Sześć tygodni później miałam pracę na etat. Na okres próbny, na trzy miesiące. Sprawdziłam się i teraz jestem spokojna o kolejny tydzień, wiem, że nie zabraknie mi na czynsz - dodaje.

Menedżer stawia na siebie

Nieco inaczej myślą menedżerowie i przedstawiciele kadry zarządzającej. Według raportu firmy Hays z tego roku, w którym udział wzięło ponad 6 tys. specjalistów, ponad połowa z nich uważa, że najbardziej efektywną metodą szukania pracy jest bezpośredni kontakt z pracodawcą.

- Sytuacje, kiedy ktoś kogoś wsadza na jakieś kierownicze stanowisko, może się jeszcze zdarzają, ale chyba coraz więcej poważnych firm wybiera po prostu najlepszych pracowników - zauważa Patrycja, kierownik projektów internetowych w dużej amerykańskiej firmie doradczej. - Być może takie rzeczy są powszechniejsze w małych firmach, gdzie ktoś kogoś zna albo ktoś komuś pomaga. Ale w korporacji znajomości to bardziej networking. Tutaj największym atutem są umiejętności i doświadczenie oraz to, żeby przedstawić je odpowiedniej osobie. Z plecami ma to chyba niewiele wspólnego - dodaje.

Ale wśród wysoko wykwalifikowanych menedżerów kontakty i znajomości również okazują się istotne - w raporcie Hays, jako podstawowe źródło nowej pracy, wymienia je prawie 49 proc. badanych. - Kontakty przez rodzinę i znajomych to jedne ze sposobów najpopularniejszych i najczęściej wymienianych przez kandydatów rozglądających się za nowym stanowiskiem. W naszym zestawieniu znalazły się na drugim miejscu, tuż przed profesjonalną siecią kontaktów biznesowych i wysyłaniem CV na oferty w internecie - podsumowuje Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający Hays Polska.

Kto strzela w kolano

Gdzie jest granica między uczciwą pomocą w znalezieniu pracy a nepotyzmem?

- Jeśli ktoś prosi nas o polecenie, to znaczy, że nam ufa i liczy się z naszym zdaniem. Rekomendacja jako rodzaj przywileju przysługuje każdemu. Mamy takie samo prawo polecić komuś osobę z nami spokrewnioną, jak i bliżej z nami niezwiązaną. Rzecz w tym, by na owym poleceniu poprzestać. Nepotyzm pojawia się, gdy wpływamy na decyzję drugiej strony lub odbieramy jej prawo wyboru - mówi Bartosz Soczówka, socjolog, dyrektor zarządzający firmy szkoleniowej Berndson. - W sytuacji kiedy sami możemy zdecydować, liczą się przede wszystkim kwalifikacje i doświadczenie kandydatów. Osoba, która kieruje się wyłącznie więzami rodzinnymi, nie bacząc na biznesowy aspekt kandydata, strzela sobie w kolano. Odbiera sobie prawo wyboru najlepszego kandydata, działa na własną szkodę - przekonuje.

A zatem - czy narzekanie na pracę po znajomości nie jest tylko szukaniem wymówki? Eksperci zajmujący się szkoleniami pracowników twierdzą, że trochę tak.

- Młodzi mają dziś szeroki, jak nigdy dotąd, dostęp do edukacji. Wachlarz praktyk i staży również jest niezwykle bogaty. Warto podkreślić, że młodzi coraz wcześniej nabywają przydatne w biznesie kompetencje. Jeszcze kilka lat temu mało który student mógł brać udział w profesjonalnych szkoleniach biznesowych. Dziś to wręcz norma. Koła naukowe, stowarzyszenia czy też biura karier nawiązują współpracę z firmami szkoleniowych i wspólnie z nimi regularnie organizują warsztaty dla studentów - podkreśla Bartosz Soczówka. - Krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza od czterech lat organizuje cykl warsztatów dla inżynierów z zakresu biznesowego savoir-vivre'u, o wdzięcznej nazwie "Inżynier z kulturą". W ciągu godziny zgłasza się na ten cykl blisko 1000 chętnych. Do tego dochodzą liczne projekty promujące przedsiębiorczość i doskonalące ważne w biznesie umiejętności - wylicza. I dodaje: - Jest w czym wybierać, żeby podnosić swoją wartość na rynku. Trzeba tylko chcieć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':