http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rasmussen przestrzega przed podziałami w NATO

Jacek Pawlicki
2011-06-16, ostatnia aktualizacja 2011-06-16 15:38

Jeśli europejscy sojusznicy nie zwiększą wydatków na obronność, NATO stanie się sojuszem dwóch prędkości, w którym Amerykanie i Europejczycy nie będą w stanie walczyć ramię w ramię - ostrzega szef Paktu Anders Fogh Rasmussen

Radosław Sikorski i sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen
Fot. REUTERS/KACPER PEMPEL
Radosław Sikorski i sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen
ZOBACZ TAKŻE
"Dziesięć lat temu inwestycje obronne USA stanowiły prawie połowę wydatków obronnych NATO. Dziś jest to 75 proc.!" - powiedział były duński premier w wywiadzie dla brytyjskiego "Guardiana". Zdaniem szefa NATO prowadzi to do technologicznej przepaści między sojusznikami z obu stron Atlantyku. Amerykanie mają coraz bardziej nowoczesne uzbrojenie, Europejczycy zaś zostają w tyle.

Rasmussen przestrzega, że w końcu dojdzie do tego, że mimo woli politycznej sojusznikom będzie trudno współpracować z sobą z powodu różnic technologicznych. - W dłuższej perspektywie to wszystko może osłabić NATO - mówi.

Od kilkunastu lat poszczególni sekretarze generalni NATO bezskutecznie napominają europejskie kraje, by przestały ciąć budżety wojskowe. Apel Rasmussena nie jest więc nowy i podobnie jak apele poprzednich sekretarzy odbije się pewnie od ściany. Pogrążona w kryzysie Europa - ratująca Grecję, Irlandię i Portugalię od bankructwa - na pewno nie zmieni swych priorytetów i nie zacznie nagle wydawać miliardów na nowoczesne technologie zbrojeniowe.

Najlepszym przykładem jest Wielka Brytania, jeden z najwierniejszych i zarazem najlepiej uzbrojonych europejskich sojuszników Ameryki w NATO. Premier David Cameron obciął wydatki na obronność, za co skrytykowali go rodzimi dowódcy lotnictwa i marynarki.

Podobne wątpliwości co Rasmussen wyraził niedawno minister obrony USA Robert Gates. W komentarzu dla niemieckiej gazety "Handelsblatt" szef Departamentu Obrony przestrzegł przed groźbą podziału NATO na sojuszników aktywnych i tych stojących z boku.

"Już wcześniej wyrażałem obawę, że NATO stanie się sojuszem podzielonym na dwie części. Z jednej strony mielibyśmy do czynienia z krajami członkowskimi, które specjalizują się w miękkich tematach, jak np. pomoc humanitarna i utrzymanie pokoju i które przede wszystkim mówią o zadaniach do wypełnienia. Po drugiej stronie byliby członkowie, którzy przeprowadzają trudne operacje bojowe. Mielibyśmy wówczas sojuszników, którzy są gotowi i zdolni do tego, by płacić cenę zobowiązań sojuszniczych, a z drugiej strony takich, którzy cieszą się korzyściami z członkostwa w NATO, jak gwarancje bezpieczeństwa, ale nie uczestniczą w kosztach i ryzykach" - tłumaczył Gates. "To nie są hipotetyczne obawy. Już dziś jesteśmy w takiej sytuacji i to jest nie do przyjęcia" - dodał.

Zdaniem amerykańskiego ministra obrony, powodem tej sytuacji jest zarówno brak woli, jak i oszczędności. "Pomimo wymogów, jakie stawia misja w Afganistanie - bądź co bądź pierwsza wojna lądowa w historii NATO - wydatki europejskich sojuszników na obronność zmniejszyły się po zamachach z 11 września 2001 roku o 15 procent" - tłumaczył Gates. Dziś jedynie pięciu z 28 państw Sojuszu Północnoatlantyckiego wydaje na obronność więcej, niż uzgodnione 2 proc. produktu krajowego brutto. Są to: USA, Wielka Brytania, Francja, Grecja i Albania.

W wywiadzie dla "Guardiana" Anders Fogh Rasmussen zapewnił, że NATO wykona swą powietrzną misję w Libii bez względu na to ile zajmie to czasu. Zastrzegł jednak, że jeśli reżim Muammara Kaddafiego upadnie, misją stabilizacyjną w Libii będzie musiało się zająć ONZ.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':