"Dziesięć lat temu inwestycje obronne
USA stanowiły prawie połowę wydatków obronnych NATO. Dziś jest to 75 proc.!" - powiedział były duński premier w wywiadzie dla brytyjskiego "Guardiana". Zdaniem szefa NATO prowadzi to do technologicznej przepaści między sojusznikami z obu stron Atlantyku. Amerykanie mają coraz bardziej nowoczesne uzbrojenie, Europejczycy zaś zostają w tyle.
Rasmussen przestrzega, że w końcu dojdzie do tego, że mimo woli politycznej sojusznikom będzie trudno współpracować z sobą z powodu różnic technologicznych. - W dłuższej perspektywie to wszystko może osłabić NATO - mówi.
Od kilkunastu lat poszczególni sekretarze generalni NATO bezskutecznie napominają europejskie kraje, by przestały ciąć budżety wojskowe. Apel Rasmussena nie jest więc nowy i podobnie jak apele poprzednich sekretarzy odbije się pewnie od ściany. Pogrążona w kryzysie Europa - ratująca Grecję, Irlandię i Portugalię od bankructwa - na pewno nie zmieni swych priorytetów i nie zacznie nagle wydawać miliardów na nowoczesne technologie zbrojeniowe.
Najlepszym przykładem jest
Wielka Brytania, jeden z najwierniejszych i zarazem najlepiej uzbrojonych europejskich sojuszników Ameryki w NATO. Premier David Cameron obciął wydatki na obronność, za co skrytykowali go rodzimi dowódcy lotnictwa i marynarki.
Podobne wątpliwości co Rasmussen wyraził niedawno minister obrony USA Robert Gates. W komentarzu dla niemieckiej gazety "Handelsblatt" szef Departamentu Obrony przestrzegł przed groźbą podziału NATO na sojuszników aktywnych i tych stojących z boku.
"Już wcześniej wyrażałem obawę, że NATO stanie się sojuszem podzielonym na dwie części. Z jednej strony mielibyśmy do czynienia z krajami członkowskimi, które specjalizują się w miękkich tematach, jak np. pomoc humanitarna i utrzymanie pokoju i które przede wszystkim mówią o zadaniach do wypełnienia. Po drugiej stronie byliby członkowie, którzy przeprowadzają trudne operacje bojowe. Mielibyśmy wówczas sojuszników, którzy są gotowi i zdolni do tego, by płacić cenę zobowiązań sojuszniczych, a z drugiej strony takich, którzy cieszą się korzyściami z członkostwa w NATO, jak gwarancje bezpieczeństwa, ale nie uczestniczą w kosztach i ryzykach" - tłumaczył Gates. "To nie są hipotetyczne obawy. Już dziś jesteśmy w takiej sytuacji i to jest nie do przyjęcia" - dodał.
Zdaniem amerykańskiego ministra obrony, powodem tej sytuacji jest zarówno brak woli, jak i oszczędności. "Pomimo wymogów, jakie stawia misja w Afganistanie - bądź co bądź pierwsza wojna lądowa w historii NATO - wydatki europejskich sojuszników na obronność zmniejszyły się po zamachach z 11 września 2001 roku o 15 procent" - tłumaczył Gates. Dziś jedynie pięciu z 28 państw Sojuszu Północnoatlantyckiego wydaje na obronność więcej, niż uzgodnione 2 proc. produktu krajowego brutto. Są to: USA, Wielka Brytania,
Francja,
Grecja i
Albania.
W wywiadzie dla "Guardiana" Anders Fogh Rasmussen zapewnił, że NATO wykona swą powietrzną misję w Libii bez względu na to ile zajmie to czasu. Zastrzegł jednak, że jeśli reżim Muammara Kaddafiego upadnie, misją stabilizacyjną w Libii będzie musiało się zająć ONZ.