http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kalisz: Blida nie chciała się zabić

Agnieszka Kublik
2011-06-15, ostatnia aktualizacja 2011-06-15 14:27

Rozmowa Agnieszki Kublik z Ryszardem Kaliszem

Agnieszka Kublik: Projekt raportu komisji śledczej wyjaśniającej okoliczności śmierci Barbary Blidy to świetna analiza fenomenu jakim była IV RP, czyli podporządkowania procedur, prawa i człowieka idei znalezienia układu.

Ryszard Kalisz: Rozpatrywanie takich spraw jak dr G., prof. Jana Podgórskiego czy Jana Widackiego wskazywało tylko na to, że mamy do czynienia z porażką prokuratury, bo ci ludzie byli uniewinniani. Dopiero kiedy przeanalizuje się przesłanki, które legły u podstaw sprawy przeciwko Blidzie, widać, że to się wzięło z koncepcji ideowej. Koncepcji, która choć uzyskała poparcie w wyborach 2005 r., powinna być realizowana zgodnie z konstytucją. I każdy, kto wygrywa wybory musi przestrzegać konstytucji, chociażby artykułu pierwszego, że Rzeczpospolita jest dobrem wszystkich obywateli i artykułu trzydziestego, że każdy człowiek ma przyrodzoną godność a obowiązkiem władzy publicznej jest ochrona tej godności.

W sprawie Blidy nie chodziło o to, że była zamieszana w korupcję, tylko, żeby ją w korupcję zamieszać i pokazać lewicowy układ korupcyjny. Bo przecież wcześniej prokuratura sprawę badała i umorzyła.

- Nawet nie umorzyła, bo nie było sprawy. Opisywany w 2005 r. przez Jarosława Kaczyńskiego układ był lewicowy.

I Blida świetnie do tego pasowała.

- Tak, bo już nie była posłanką, kiedyś była ministrem i w prokuraturze była prowadzona sprawa przeciwko Barbarze Kmiecik, z którą Blida się dobrze znała. I wreszcie kolega Zbigniewa Ziobry, ówczesny szef prokuratury Katowice Centrum-Zachód Grzegorz Ocieczek bywał w posiadłości pani Kmiecik i tam wkręcił się w towarzystwo, i Blidy, i Kmiecikowej. Chciał wykorzystać tę towarzyską wiedzę do swojego awansu. Bo wtedy ci młodzi ludzie wiedzieli, że jak powiedzą, że mają gdzieś układ, to awansują. I Ocieczek rok później został wiceszefem ABW.

Komisja proponuje postawienie przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro.

- Dla Jarosława Kaczyńskiego za stworzenie koncepcji wskazania określonych środowisk jako układu i eliminowania określonych ludzi z tych środowisk przy pomocy prawa karnego, tworząc przeciwko nim zarzuty. Dla Zbigniewa Ziobro za to, że realizował tę koncepcję.

Dla Kaczyńskiego także dlatego, że organizował te słynne narady, które były nieformalne, nieprotokołowane. To był pozakonstytucyjny ośrodek dyspozycji politycznej, jako to teraz Kaczyński określa w swoim nowym programie politycznym. I to był taki właśnie ośrodek. To są delikty konstytucyjne, czyli naruszenie konstytucji, a każdy premier odpowiada odpowiada także na naruszenie konstytucji.

I komisja zarzuca jeszcze Kaczyńskiemu, że zrobił z Ziobro "nadministra", który mógł wydawać polecenia innym członkom rządu.

- Kaczyński po objęciu funkcji premiera wydał zarządzenie dające Ziobrze możliwości władcze. A po kilku miesiącach wydał kolejne zarządzenie, takie łopatologiczne, w którym wprost stwierdza, że Ziobro jest "szefem ciągu technologicznego", jak kiedyś mówił Jan Rokita. Czyli Ziobro wszędzie miał swoich ludzi, swoich prokuratorów: w prokuraturze, policji, w służbach specjalnych, MSWiA. I Ziobro nimi kierował po to, by uzyskać sukces w zwalczaniu układu.

W sprawie Blidy bardzo dobrze widać ten mechanizm: jak się manipuluje prokuratorami, jak prokuratura manipuluje ABW.

- Tak. Kiedy dobry prokurator Emil Melka nie robił tego, czego chcieli od niego przełożeni, czyli nie formułował zarzutu wobec Blidy, został od sprawy odsunięty. I sprawę dostał inny prokurator Tomasz Balas oraz trzech asesorów, którym zależało na awansie. I tenże prokurator Tomasz Balas został wezwany do centrali ABW poza wiedzą prokuratury. Wtedy na czele ABW stał Bogdan Święczkowski, a jego zastępcą był Grzegorz Ocieczek. Balas został wtedy poinstruowany, kogo ma się słuchać. Jeżeli mamy do czynienia z tym, że służba specjalna dyryguje prokuratorami, to jest już bardzo źle. A wiemy też, że Święczkowski był zaprzyjaźniony i współpracował z Ziobro.

Pan nawet kiedyś powiedział, że to ABW kierowała śledztwem w sprawie Blidy.

- Tak, ABW starała się za wszelką cenę zgromadzić materiał obciążający Blidę i robili to ci sami funkcjonariusze, którzy wcześniej prowadzili postępowania przeciwko ludziom kojarzonym z lewicą na Śląsku.

Przypominam, że 29 maja 2006 r. sąd przedłużył do końca lipca 2006 r. tymczasowe aresztowanie Barbary Kmiecik, a ona kilka dni później z aresztu wyszła. Nie ma w dokumentach informacji, na jakiej postawie wyszła, a dwa dni później złożyła zeznanie obciążające Blidę.

A jeszcze wcześniej w areszcie odwiedzali ją funkcjonariusze ABW. Ale po ich wizytach, z wyjątkiem jednej, nie ma śladu.

- Tak, bo oni Kmiecik odwiedzali w ramach czynności operacyjnych, po takich czynnościach powinni byli pisać sprawozdanie, nie ma tych sprawozdań.

Komisja przypuszcza, że ABW wywierało nacisk na Kmiecik, by zeznała coś na Blidę.

- Jeżeli Kmiecik 2 dni po opuszczeniu aresztu, który kilka dni wcześniej został przedłużony, zeznaje to co chciała ABW, to ten wniosek jest logiczny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':