Punkt po punkcie komisja odtworzyła, jak odsuwani byli od śledztwa prokuratorzy, którzy nie spełniali oczekiwań władzy domagającej się jak najszybszego zdemaskowania "układu" wbrew słabym dowodom. I jak niczym śniegowa kula śledztwo obrastało w nadzór służb specjalnych i przełożonych wszystkich szczebli.
Służby pracowały nad zmiękczeniem siedzącego w areszcie głównego świadka oskarżenia. Przełożeni - nad grupą młodych prokuratorów z Katowic, którzy mimo presji do końca mieli wątpliwości, czy zatrzymywanie Blidy jest uzasadnione.
W Warszawie minister sprawiedliwości
Zbigniew Ziobro szykował się do triumfalnej konferencji prasowej, uświetnionej filmem
ABW, na którym funkcjonariusze wyprowadzają Blidę z domu. Usłużne media przygotowywały demaskujące materiały. A wypróbowani publicyści nawet po śmierci Blidy usprawiedliwiali działania władzy w stylu: "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą".
Raport komisji pokazuje "IV RP" jak w soczewce - kraj, w którym kryminalizowano przeciwników politycznych, by łatwiej ich zniszczyć. I zaprzęgano do tego instytucje demokratycznego państwa, mając za nic ich niezależność.
W państwie
PiS "nadminister" Ziobro skupiał w ręku władzę nad resortami siłowymi, a premier Kaczyński decydował, komu założyć kajdanki. Śmierć Blidy sprawiła, że mechanizm tego państwa się zaciął, bo Polacy zobaczyli, że polityczne oskarżenia na konferencjach prasowych mogą doprowadzić do nieodwracalnej ludzkiej tragedii.
Nie wiemy, jaki los spotka sformułowane w raporcie wnioski o Trybunał Stanu dla Kaczyńskiego i Ziobry i o postawienie zarzutów b. szefom ABW.
Ziobro wciąż mówi o Blidzie jak o przestępczyni, a Kaczyński szyderczo żąda dla siebie zsyłki na Sybir. Mamy nadzieję, że mimo tych buńczucznych reakcji poczuli ukłucie strachu, że może tym razem prawo i sprawiedliwość o nich się upomną.