http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oj, bo do zawodówki trafisz

Lidia Ostałowska
2011-06-13, ostatnia aktualizacja 2011-06-10 20:12

Małopolski Konkurs Uczniów Fryzjerstwa, 13 lutego 2011 r., Kraków
Małopolski Konkurs Uczniów Fryzjerstwa, 13 lutego 2011 r., Kraków
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Powtarzali mi wszyscy, że zawodówka to dno. No, ale prawda leży tam, gdzie ktoś ją położy. Orłem nie jestem, byłbym, gdyby mi się chciało.

ZOBACZ TAKŻE
Stoją w szkolnym sekretariacie, kolorowa, rozchichotana gromadka. Mieli wchodzić na rozmowę pojedynczo, ale gdzie tam. My razem! My we trzech! Pakujemy się do gabinetu dyrektora. Zniknął w pokoju nauczycielskim, żebyśmy mogli swobodnie pogadać.

Naprzeciw ciemnowłosa Paulina i blondynka Ania, pierwsza klasa.

Zaczyna Ania: - Od początku chciałam być fryzjerką, strasznie mnie to kręciło. W przedszkolu, jak byłam w średniakach, to sama się obcięłam. Fryzjerów nienawidziłam, zawsze spieprzyli. Ale lubiłam bawić się włosami dziadka, czesałam lalki.

Paulina do Ani: - Nie lubiłaś chodzić do fryzjera? Ja uwielbiałam, co miesiąc błagałam mamę, żeby mnie zaprowadziła. Ciekawiła mnie ciągła zmiana - z krótkich włosów można zrobić tyle fryzur. Najpierw obcięłam młodszego brata i psa, a później lalki. Wzory brałam z telewizji.

O tym, co będzie z Pauliną po gimnazjum, zdecydowała matka. Wybrała technikum hotelarskie, gdzie chodzili jej starsi bracia. Ale po pierwszej klasie Paulina się wypisała: - Nie pasowało mi. Całe życie w hotelu? To nie dla mnie, wolałam zawodówkę i fryzjerstwo. Mama była rozczarowana, wszystko sama musiałam załatwiać.

Żeby dostać się do zawodówki, nie wystarcza cenzurka z gimnazjum. Potrzeba jeszcze umowy o pracę. Uczeń musi znaleźć zakład, który nauczy go fachu.

Paulina: - Chodziłam od salonu do salonu. Obeszłam ze trzydzieści, chyba cały Chorzów, aż znalazłam. Potrzebowali uczennicy. Mam rok w plecy, ale o wiele lepiej się czuję.

Ania też zawaliła technikum: - W gastronomiku aż się nie chciało chodzić na niektóre lekcje, a tu są normalne stosunki z nauczycielami. I będę miała zawód. Ludzie zawsze przyjdą do fryzjera.

Dobry wybór?

Chorzowski Zespół Szkół Technicznych im. Mariana Batko to edukacyjny kombinat z tradycją. Masywny gmach przy Powstańców powstał w XIX w. W ówczesnej Królewskiej Hucie postawiło go Stowarzyszenie Rzemiosła "Gewerbeverein" z myślą o dokształcaniu uczniów pracujących w rzemiośle i przemyśle. Minęło ponad sto lat, a budynek wciąż służy młodzieży. Mieści się tu technikum samochodowe, trzyletnie liceum profilowane dla pracowników socjalnych, dwuletnie wieczorowe liceum uzupełniające po zawodówce, no i zasadnicza szkoła zawodowa. Dla mechaników samochodowych, lakierników, elektryków i blacharzy, a także fryzjerów, piekarzy, cukierników, złotników i fotografów.

Nie znalazłam się tu przypadkiem. Metodą reporterskich obrazków mam udowodnić tezę, że zawodówki podcinają skrzydła. Zapytać uczniów, jak traktowały ich egalitarne gimnazja, a jak szkoła zasadnicza. Sprawdzić, czemu ta forma edukacji staje się fabryką wykluczonych. Zebrać chaotyczny młodzieżowy lament w opowieść o braku szans.

Dlatego słucham Alicji ufarbowanej na czarno i Klaudii z jasnym warkoczem. Jeszcze niedawno kumpelki z liceum, papużki nierozłączki.

Klaudia: - Prosta historia. Było tak. W ogólniaku raz się spotkałyśmy na ulicy. "Idziemy do szkoły?". "Nie, po co? Fajna pogoda, a tam tyle nauki". I tak zostało. Wolałyśmy wagary, po prostu zero motywacji.

Alicja: - Siedziało się w kółko u Klaudii albo w kinie, albo w szkole na korytarzu.

Klaudia: - Zawsze coś mamie nakłamałam, namotałam. Myślała, że mi lekcje odwołali, że zwolnili. Aż na zebraniu się wydało. Obiecałam: mamo, ja się poprawię, nie będę opuszczać. I wciąż wychodziło to samo. Po prostu nie było miło w tej szkole.

Alicja: - Przez grupki w klasie, przez podziały. Zero zabawy, samo kucie, a my jesteśmy towarzyskie. Uczyłyśmy się przeważnie na przerwach.

Wreszcie wiosną zrobiło się groźnie. Wtedy po zebraniu tata Alicji przyszedł do mamy Klaudii na naradę. Rozeszło się po kościach. Kawa, ciasteczka, żadnych rozmów o problemach. Rodzice są po maturze. Nie przymuszali córek do nauki, ale został im żal, że zawiodły.

Coś musiały ze sobą począć, a koleżanka poradziła zawodówkę. Wybrały cukiernictwo. Klaudia: - Bo torty lubię. Impuls, ale nie żałuję. Mam 17 lat i wiem, jak ciężko pracować.

Teraz Jakub; wygląda jak początkujący dziennikarz albo księgarz: - W technikum geodezyjnym miałem falstart, poległem na matematyce. Wypisałem się, chociaż babcia kazała mi zostać. Bo mieszkam z babcią. Przyszedłem tutaj, specjalność fotograf. Mógłbym zapisać się do średniej fotograficznej z maturą. Ale z Rudy Śląskiej do Katowic, gdzie jest taka szkoła, za daleko. Uwielbiam zdjęcia, więc hobby łączę z pracą w zakładzie i z nauką. W szkole mam przedmioty ogólnokształcące, a teorię fotografii w Centrum Kształcenia Zawodowego w Gliwicach. Rysunek i kompozycja, technologia, materiałoznawstwo Spotykam tam ludzi z pasją. Zawodówka to dobry wybór, a świat się na niej nie kończy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 57 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    46 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':