Papa Smerf to Stalin, Smerfetka to wzór aryjskiej dziewczyny, a Gargamel to stereotypowy Żyd - tak bajki o Smerfach interpretuje francuski socjolog Antoine Buéno
''Niebieska książeczka'' francuskiego socjologa Antoine Buéno
- Ja kocham Smerfy - tłumaczy dziennikarzom Buéno, 33 - letni pisarz i wykładowca historii literatury na prestiżowym Instytucie Nauk Politycznych. Zapewnienia niewiele jednak dają. Fani Smerfów z całego Świata od kilku tygodni przysyłają mu maile z pogróżkami. Najłagodniejsze epitety pod swoim adresem, jakie przeczytał to słowa "głupek" i "paranoik". Czym tak rozgniewał ludzi? W najnowszej pracy, "Niebieskiej książeczce" Buéno naukowo przeanalizował życie niebieskich stworków i doszedł do wniosku, że Smerfy żyją w "totalitarnej utopii".
W tą tezę z pozoru trudno uwierzyć. Na stworzonych pod koniec lat 50. przez belgijskiego rysownika Peyo Smerfach wychowało się kilka pokoleń dzieci. Ich przygody opowiedziano na kartach 30 komiksów. O Smerfach kręcono kreskówki, powstawały też gry komputerowe.
Smerfy podbiły tez Hollywood. Latem na ekrany kin ma wejść pełnometrażowy film nakręcony w technologii 3D o przygodach Smerfów w Nowym Jorku. Po motyw wioski niebieskich stworków sięgnął nawet UNICEF (agenda ONZ pomagająca dzieciom), który prowadził zbiórkę pieniędzy na dzieci-ofiary krwawych konfliktów w Afryce. Smerfy przez lata powszechnie uchodziły za wzór żyjącej w pokoju społeczności. I choć od czasu do czasu w USA pojawiały się zarzuty, że opowieści o życiu niebieskich stworków to wytwór komunistycznej propagandy (słowo Smurf tłumaczono jako Small Men Under Red Force - dosłownie: mali ludzie pod czerwoną władzą), to nikt nie brał ich na poważnie. Idylliczna wioska nijak nie kojarzyła się z okropieństwami III Rzeszy czy ZSRR.
Tymczasem Buéno pisze, że wioska Smerfów przypomina sowiecki kołchoz. Nie ma własności prywatnej, Smerfy jedzą wspólnie posiłki i bardzo rzadko opuszczają swoje terytorium. - Czy czegoś wam to nie przypomina? - pyta naukowiec. I porównuje Papę Smerfa, który jednoosobowo rządzi wioską do Józefa Stalina (według Buéno są nawet podobni). A Smerf Ważniak, który czasami próbuje przewodzić niebieskim stworkom, przypomina mu rywala Stalina - Lwa Trockiego. Tymczasem główny wróg Smerfów - czarodziej Gargamel wygląda, jakby przerysowano go w wydawanego w III Rzeszy nazistowskiego "Stürmera". Ta brudna, zapuszczona postać z długim, garbatym nosem przypomina popularne w nazistowskich Niemczech karykatury Żydów. Natomiast Smerfetka według autora uosabia inny nazistowski stereotyp: to typowa aryjska piękność.
Do tego dochodzi zarzut szerzenia przez Smerfy rasizmu. W jednym z komiksów bohaterowie zostają pogryzieni przez komary, przez co robią się czarni. Reszta wioski wytyka ich palcami.
- To odbicie czasów w jakich Smerfy powstały. Peyo nie sięgnął po totalitarne analogie z premedytacją. On to zrobił nieświadomie - tłumaczy Buéno. Ale Thierry Culliford, syn belgijskiego rysownika, który po jego śmierci w 1992 r. kontynuuje sagę o Smerfach zaprzecza, by jego ojciec w ogóle zajmował się polityką. - On nawet pytał się matki jak ma głosować w wyborach - mówi.
Sam Buéno jest zaskoczony negatywnym przyjęciem jego książki. - Ludzie obrzucają mnie błotem, bo z pozytywnym wizerunkiem Smerfów są zżyci od dziecka. Ale Ja wcale nie chce jednak niszczyć ludziom ich dziecinnych marzeń. Do mojej książki trzeba podchodzić z dystansem - zarzeka się pisarz.
Smurfy to nie jedyni bohaterowie dziecięcych opowieści, którzy mieli przemycać niebezpieczną ideologię. W latach 70. francuski socjolog Armand Mattelart i chilijski pisarz Ariel Dorfman opublikowali książkę pt. "Jak czytać Kaczora Donalda". Zarzucili w niej kreskówkom Disneya, że rozsiewają na świecie imperialistyczną propagandę USA.