Pod koniec kwietnia minister finansów przesłał do Brukseli aktualną wersję "Programu konwergencji", czyli rządowego planu trzymania finansów publicznych w ryzach. Komisja Europejska z uznaniem przyjęła, że minister finansów zamierza w 2012 r. ograniczyć deficyt do poziomu zalecanego przez Unię, ale wątpi, czy zaproponowane działania będą wystarczające.
Raport Komisji zwraca uwagę na wiele słabości nie tylko finansów publicznych, ale też całej gospodarki: kosztowny system rent i emerytur rolniczych, niedostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynku, zapaść transportu kolejowego, niskie nakłady na badania i rozwój.
Zalecenia przedstawione przez Komisję nie kwestionują dotychczasowych wysiłków polskiego rządu i Ministerstwa Finansów. UE chce jednak bardziej konsekwentnego wprowadzania obiecanych reform: podnoszenia wieku emerytalnego, poprawy systemu edukacji, reformy
KRUS itd.
Komisja Europejska jako instytucja ponadnarodowa stara się nie urazić poszczególnych rządów. Na ostre reprymendy decyduje się wyjątkowo. Krytyka zawarta jest między wierszami. Komisja zaleca na przykład, by wydatki ciąć tak, aby nie zagroziło to inwestycjom finansowanym z funduszy unijnych - to oczywista krytyka pomysłów ministra finansów, by przerzucić na samorządy ciężar redukcji długu publicznego. Zalecenie, by finanse były zgodne z metodologią Unii, to aluzja do zaniżania przez
Ministerstwo Finansów długu i deficytu. Według metodologii unijnej w roku ubiegłym nasz
dług publiczny wyniósł 55 proc.
PKB, według MF - niecałe 54 proc. Polska powinna jak najszybciej przyjąć metodologię unijną (ESA 95). Wówczas łatwiej byłoby się zorientować w planach Ministerstwa Finansów.