http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bartoszewski u Lisa: Staram się unikać lekarzy i aptek

AGKO
2011-06-07, ostatnia aktualizacja 2011-06-07 01:41

Staram się unikać zbytecznego chodzenia do lekarzy i aptek, no chyba że muszę, np. po okulary - Władysław Bartoszewski podał receptę na swoją doskonałą formę. Profesor, który niedługo kończy 90 lat, wyznał, jakie ma marzenie: - Chciałbym, żeby Polska u schyłku mego życia była stabilną europejską poważną demokracją, która będzie się również kłócić i nie zgadzać. Takie życzenie starego człowieka.

Prof. Władysław Bartoszewski: w Polsce zgasło poczucie ironii
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Prof. Władysław Bartoszewski: w Polsce zgasło poczucie ironii
Władysław Bartoszewski w doskonałej formie pojawił się w programie "Tomasz Lis na żywo", by w kilka dni po rocznicy czerwcowych wyborów 1989 roku powiedzieć, co nam się w Polsce udało po 22 latach, a co nie. - Otworzył się nowy świat, w tym pokoleniu trzeba by być albo szaleńcem, albo malkontentem, by nie widzieć rewolucyjnego przełomu w historii Polski. Nie w historii Polski wymarzonej, ale w takiej, jaka realnie była.

Lis zauważył, że Bartoszewski był optymistą już w latach 70. Wtedy właśnie w rozmowie z Timothy Garton Ashem, ówczesnym korespondentem brytyjskiego "Guardiana", stwierdził, że system się zawali. - Był wtedy w Warszawie, to był 1979 rok, powiedziałem mu na cały głos, że sowiecki system się skończy, że imperium się skończy. I że uważam, że to nastąpi na początku XXI wieku. Powiedziałem mu, co myślę. On był zaszokowany, ale on żył w NRD, gdzie ludzie japy nie otwierali, a ja mu na głos powiedziałem. Ale Polak potrafi, nie? - żartobliwie powiedział Bartoszewski.

Państwo jest wielką wartością

Pytany o sukcesy Polski w ciągu ostatnich 22 lat odpowiedział obrazowo. - W tym czasie nawet dobry dąb nie wyrośnie, jakieś drzewka owocowe może tak, ale porządny dąb nie. A my w tym czasie znaleźliśmy się w NATO, weszliśmy do Unii Europejskiej - wyliczał.

- Pan kiedyś powiedział o Polsce, że jak panna nie jest piękna i posażna, to musi być sympatyczna i pełna wdzięku, co uznano za wyraz polityki mało ambitnej - zaczął Lis.

- No oczywiście! Bo uznawali to ludzie niesympatyczni i bez wdzięku - odciął się profesor. - Nienormalny jest obojętny albo nacechowany głębokimi nieporozumieniami stosunek do państwa. Państwo jest wielką wartością - podkreślił. Przypomniał, że zawsze szanował prezydentów, nawet jeśli na nich nie głosował. - Nigdy o panu prezydencie Lechu Kaczyńskim nie powiedziałem złego słowa. Znałem go, gdy był prezydentem Warszawy, ceniłem go za niektóre działania. Nadal uważam, że to były bardzo piękne karty życiorysu.

U nas nie jest jeszcze najgorzej

Skąd te cudowne pana baterie? - Lis pozazdrościł formy.

- Staram się unikać zbytecznego chodzenia do lekarzy i do aptek, no chyba że muszę, np. po okulary. Nie analizuję woli Bożej, każdy żyje jakąś ilość lat. Nie pochodzę z długowiecznej rodziny. Moi oboje rodzice zmarli, mając 70 parę lat. Przeciętnie. Biologicznie nie jestem wyróżniony. Opłaciła się moralna młodość. Osiem lat w więzieniach i obozach. Wczesne kładzenie, nieprzejadanie się, dyscyplina osobista, żadnego alkoholu, żadnych wyskoków. No proszę państwa, na starość widocznie Pan Bóg odliczył te lata - żartował Bartoszewski, a publiczność biła brawo. Już poważnie mówił: - Chciałbym, żeby Polska u schyłku mego życia była stabilną, poważną, europejską demokracją, która będzie się również kłócić i nie zgadzać. Aczkolwiek Berlusconi dostał po głowie ostrym narzędziem we Włoszech, a jest podobno ich ulubionym premierem, czyli u nas nie jest jeszcze najgorzej - powiedział na zakończenie. A Lis zapowiedział swojego następnego gościa: Grzegorza Napieralskiego. - Życzę mu dużo zdrowia, dużo dzieci - i tłustych, jak mówi azjatyckie przysłowie - rzucił profesor, schodząc z podwyższenia.

Napieralski wybiera Szczecin

Wyraźnie zadowolony z życzeń Grzegorz Napieralski wszedł do studia. Zdradził, że zdecydował się na start w wyborach parlamentarnych ze Szczecina. - To moje miasto, tam się urodziłem, wychowałem, tam mam rodzinę, przyjaciół, tam 12 lat służyłem mieszkańcom - tłumaczył.

- No i tam czeka były towarzysz partyjny Bartosz Arłukowicz. Nie obawia się pan rywalizacji? - wszedł mu w słowo Lis. Napieralski odpowiedział: - Zawsze się dziwiłem takim emocjom, kto ile dostanie. Przecież do Sejmu idziemy po coś.

- Ale w dniu wyborów będzie wynik i się okaże, że Arłukowicz z list PO dostał więcej głosów niż Napieralski z SLD, co jest raczej nieuniknione, biorąc pod uwagę sondaże - mówił Lis.

- Dla mnie to żaden problem, chcę, żeby moja partia zdobyła jak najlepszy wynik i żeby mogła wpływać na losy kraju. To jest istotne - mówił, ale Lis próbował go sprowokować, pytając, czy nie powinno być jednak tak, że liderzy z jednego okręgu startują ramię w ramię - Tusk, Kaczyński, Napieralski. - Już przeżyłem starcie tytanów - lider SLD wspomniał kampanię prezydencką. - Taki bój mam za sobą.

Niech mnie pan uspokoi

Nie dał się też zachęcić do dyskusji na temat list wyborczych. - Rzetelnie przygotowujemy się do wyborów, był program rolny, dla młodych ludzi, w niedzielę o służbie zdrowia, potem energetyczny, potem pokażemy drużynę - wyliczał, zaznaczając, że to właśnie różni SLD od pozostałych partii, które zajmują się transferami. Lis wytknął mu, że pewnie gdyby przepytał gości w studiu, to niewielu by wiedziało, co SLD ma do powiedzenia w sprawie polityki rolnej, a pewnie większość potrafiłaby powiedzieć, który lider partii robił zdjęcia Barackowi Obamie. - Było to potrzebne? - zapytał Lis z politowaniem, a publiczność się roześmiała.

Barack Obama jest człowiekiem, który używa nowych narzędzi komunikacji ze swoimi wyborcami - próbował tłumaczyć Napieralski.

- No, ale to obciach! - ciągnął Lis.

- Wielu polityków sobie robiło zdjęcia - bronił się Napieralski. - Co tak naprawdę się przebiło po spotkaniu z prezydentem USA? Były cytowane moje słowa o programach stypendialnych, o współpracy wyższych uczelni, o którą prosiłem pana prezydenta. O tym dyskutowaliśmy.

- Ale niech pan mnie uspokoi, niech pan mi obieca, że pan już tego więcej nie będzie robił - poprosił Lis.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 60 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    50 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':