Lista nazwisk 18 byłych talibów została złożona w Radzie Bezpieczeństwa NZ w Nowym Jorku i jeszcze w czerwcu może zapaść decyzja o uchyleniu wobec nich sankcji - pisze brytyjski
dziennik "Guardian". Jest na niej m.in. Mohammed Kalamuddin, ostatni przywódca złowrogiej policji obyczajowej talibów (Departament Zwalczania Występku i Wspierania Cnoty), a także były minister szkolnictwa talibów Arsala Rahmani.
Z liczącej około 150 nazwisk listy ONZ kilkunastu dawnych talibów wykreślono już wcześniej - m.in. dawnego ministra talibskiej dyplomacji Abdula Wakila Muttawakila czy ich ambasadora w Pakistanie Abdula Salama Zajjefa.
Wszyscy wykreślani z listy talibowie po inwazji
USA na
Afganistan jesienią 2001 r. albo się poddali, albo dostali się do zachodniej niewoli. Większość ma za sobą lata więzienia w Afganistanie lub w Guantanamo; żaden nie uczestniczy w wojnie i nie działa w polityce. Jednak od lat służą Zachodowi i wspieranemu przezeń afgańskiemu prezydentowi Hamidowi Karzajowi jako pośrednicy w sekretnych kontaktach z talibami.
Zdaniem "Guardiana" starania Amerykanów i Brytyjczyków o wykreślenie z listy kolejnych dawnych przywódców talibów (pozostaną na niej wciąż polityczni i wojskowi szefowie działającej partyzantki) świadczy o pragnieniu Zachodu, by jak najszybciej dobić z partyzantami targu i w 2014 r. zacząć powoli wycofywać wojska z Afganistanu.
Po zdjęciu sankcji ludzie ci będą mogli bez przeszkód podróżować po świecie i pośredniczyć w rokowaniach. W ostatnich latach do spotkań emisariuszy Zachodu i partyzantów dochodziło na Malediwach, a także w szejkanatach nad Zatoką Perską.
Według niemieckich gazet w ostatnich miesiącach w Katarze i Niemczech doszło do trzech bezpośrednich spotkań przedstawicieli USA i talibów, a źródła "Guardiana" w Afganistanie twierdzą, że między Kabulem i Pakistanem regularnie kursują pośrednicy z ofertami i kontrofertami od rządu Karzaja i partyzantów. Zdaniem "Guardiana" w ostatnich dniach w Kabulu gościli też przedstawiciele Dżalaluddina Haqqaniego, sprzymierzonego z talibami przywódcy największej po talibskiej partyzantki w Afganistanie.
W zeszłym roku w Kabulu z Karzajem rozmawiali emisariusze jeszcze innego komendanta, Gulbuddina Hekmatjara - ten niedawny sojusznik talibów w ostatnich miesiącach został przez nich uznany za wroga.
Świetnie zorientowana w sprawach afgańskich wieloletnia korespondentka agencji AP Kathy Gannon pisała niedawno, że specjalny wysłannik USA do Afganistanu i Pakistanu Marc Grossman usiłuje nawet nawiązać kontakt z emirem talibów mułłą Mohammedem Omarem. Do niedawna uważany był on przez Amerykanów za drugiego po Osamie ben Ladenie największego wroga, z którym układy nie wchodzą w rachubę.
O desperacji Amerykanów świadczyć może też fakt, że w zeszłym roku za emisariusza talibów wzięli oni straganiarza z pakistańskiej Kwetty. Człowiek ten utrzymywał, że jest mułłą Mohammedem Achtarem Mansurem, jednym z najważniejszych przywódców talibów.
Starania o rozmowy z partyzantami zbiegają się ze zbliżającym się terminem początku wycofywania wojsk NATO z Afganistanu (talibowie uzależniają od tego podjęcie jakichkolwiek rozmów), a także rosnącą liczbą strat i kosztów wojny. Tej wiosny liczba zachodnich wojskowych zabitych w Afganistanie przekroczyła już 100 osób, czyli znacznie więcej niż rok temu. A rok 2010 został uznany za najkrwawszy od 2001 r.
Targi z talibami mogą utrudnić Tadżycy z północy kraju, dotychczasowi afgańscy sojusznicy Ameryki. W latach 90. jedynie oni walczyli z talibami, a jesienią 2001 r. pomogli Amerykanom zająć Kabul. Dziś, mając w perspektywie powrót dawnych wrogów nie tylko do Afganistanu, ale też do władzy, grożą storpedowaniem układów. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ Tadżyków może wesprzeć życzliwa im
Rosja, która mając prawo weta, może udaremnić plan wykreślania dawnych talibów z listy objętych sankcjami.