http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ameryki nie stać na karę śmierci

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2011-06-04, ostatnia aktualizacja 2011-06-03 16:05

Komora śmierci: więzienie stanowe w stanie Luizjana
Komora śmierci: więzienie stanowe w stanie Luizjana
fot. Richard Ross/Wired news

W ciężkich czasach, kiedy dług publiczny USA bije rekordy, a większość stanów desperacko obcina wydatki, coraz częściej pojawia się w dyskusji nad karą śmierci argument, że Amerykanów już na nią nie stać.

Vinny Piękniś
Fot. AP Photo/U.S. Attorneys Office ASSOCIATED PRESS
Vinny Piękniś
Zdaniem przeciwników kary śmierci sprawa Vincenta Basciana, znanego kolegom z nowojorskiej mafii jako Vinny Piękniś, jest modelowym przykładem tego, jak nie należy wydawać pieniędzy podatników.

Vinny siedzi już w więzieniu skazany na dożywocie bez prawa złagodzenia wyroku. Został jednak dodatkowo oskarżony o zabójstwo innego gangstera, równie niebezpiecznego jak on sam mordercy, za co prokuratura domaga się kary śmierci. Przed rozpoczęciem rozprawy w nowojorskim Brooklynie sędzia federalny Nicholas Garaufis przekonywał prokuratora federalnego, że takie żądanie nie ma większego sensu, ale został zignorowany.

Sprawy, w których oskarżonemu grozi najwyższy wymiar kary, są prowadzone ze szczególną pieczołowitością. Jak wylicza "New York Times", Vinny'emu przydzielono dwóch doświadczonych adwokatów, którzy biorą po 187 dol. za godzinę pracy, i dwóch kolejnych, którzy opłacani są tylko nieco gorzej. Żeby wyłonić ławę przysięgłych, wezwano do sądu 1100 mieszkańców Nowego Jorku, a każdy z nich otrzymał za przybycie 40 dol. Zatem już samo ukonstytuowanie się ławy przysięgłych kosztowało 44 tys. dol.

18 ławników (dwunastka i sześciu rezerwowych) siedziało na sali sądowej przez pięć tygodni i w tym czasie nie mogli pracować. Jeśli przyjąć skromne jak na nowojorskie realia założenie, że praca każdego z nich warta jest tysiąc dolarów tygodniowo, wykluczenie ich z życia kosztowało kolejne 90 tys. dol.

To jednak tylko kropla w morzu wydatków.

Do kwietnia sporządzono w sprawie 9 tys. stron dokumentów procesowych, zaś koszty obrony Vinny'ego przekroczyły 4 mln dol. A wszystko po to, żeby - przypomnijmy - osądzić mordercę, który i tak nie ma szans wyjść na wolność, za zabójstwo innego mordercy.

W tym tygodniu proces się szczęśliwie zakończył: Vinny dostał drugie dożywocie bez prawa złagodzenia kary. Szczęśliwie nie tyle dla skazańca, ile dla amerykańskiego podatnika. Gdyby dostał wyrok śmierci, koszty byłyby znacznie wyższe. Na pewno ponad 10 mln dol., ponieważ Vinny skorzystałby ze wszystkich przewidzianych przez prawo apelacji i dróg ratunku. Na egzekucję, o ile w ogóle zostałaby wykonana, czekałby zapewne kilkanaście lat.

Nawet obrońcy, którzy dzięki temu procesowi zbili kokosy, przyznają, że determinacja prokuratury była w tym przypadku absurdalna. - Ława przysięgłych w dwie godziny jednogłośnie uznała, że mój klient nie zasługuje na śmierć - mówi adwokat Richard Jasper. - Niektórzy ze świadków w procesie zabili tylu ludzi, że ich ofiary na tamtym świecie mogłyby stworzyć drużynę futbolową. Ale kara śmierci im nie grozi, bo poszli na współpracę z prokuraturą. Czy Basciano jest gorszy tylko dlatego, że nie współpracował?

Przypadek Vinny'ego Pięknisia jest może skrajny, ale pokazuje ogólny problem wymiaru sprawiedliwości. Koszty wyroku śmierci - od procesu do egzekucji - wynoszą w Ameryce od kilku do kilkunastu milionów dolarów (wahają się w zależności od stanu). Wbrew intuicji zlikwidowanie złoczyńcy kosztuje kilka razy droższej niż trzymanie go w więzieniu do naturalnego końca życia (to wydatek rzędu kilkuset tysięcy dolarów). Dlatego przeciwnicy kary śmierci porzucają stare argumenty - że jest ona nieludzka albo tragiczna w przypadku pomyłki sądowej - i odwołują się do rachunku ekonomicznego.

Wyliczyli na przykład, że gdyby stan New Jersey zniósł tę karę, od 1983 r. zaoszczędziłby 253 mln dol. W tym okresie prokuratorzy w New Jersey domagali się 197 wyroków śmierci, z czego 60 zostało zasądzonych, ale potem 50 anulowano. Jeszcze bardziej szokujący jest bilans tonącej w długach Kalifornii - utrzymanie kary śmierci kosztuje ten stan 125 mln dol. rocznie!

Takie wyliczenia nie przekonały jeszcze opinii publicznej, bo mniej więcej od dekady niezmiennie dwie trzecie Amerykanów jest za utrzymaniem kary śmierci. Ale już na pytanie: "Jaka jest najlepsza kara za morderstwo?", tylko 33 proc. ankietowanych odpowiada, że śmierć, a 61 proc. - że dożywocie (sondaż Lake Research Partners z końca zeszłego roku). Odkąd Ameryka pogrążyła się w kryzysie, politycy kilku stanów (np. Kolorado, Connecticut, Kansas i Montana) stoczyli wewnętrzne wojny o karę śmierci, minimalnie przegrane przez jej przeciwników. - Reakcja na naszą kampanię nigdy nie była tak silna jak teraz - mówił w telewizji Fox News Richard Dieter z Centrum Informacji o Karze Śmierci. - Łatwiej jest szukać oszczędności na egzekucjach, niż zamykać szkoły.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 72 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':