Już sam wywiad, wprawdzie nieco osobliwy, bo były magnat naftowy odpowiadał na pytania na piśmie, należy uznać za sensację. Należąca formalnie do Gazpromu, a w rzeczywistości sterowana przez władze państwowe
telewizja NTW w ostatnich latach pokazywała Chodorkowskiego wyłącznie w bardzo negatywnym świetle. To właśnie ten kanał wyemitował we wrześniu 2004 r. przygotowany na zamówienie służb specjalnych reportaż "Zamach terrorystyczny z zaliczką". Jego autorzy dowodzili, że siedzący już wtedy od roku w więzieniu Chodorkowski finansował atak czeczeńskiego komanda na szkołę w Biesłanie i odpowiada za śmierć setek ofiar tej tragedii, głównie dzieci.
W niedzielę wieczorem prezenter NTW zapowiedział reportaż już w zupełnie innym duchu, mówiąc: - Prawda jest jedna. Stosunek do tego, czyjego imienia dziś się nie wymawia, zaczyna się zmieniać.
Dziennikarze NTW, rozmawiając z Chodorkowskim, zapytali go, czy zamierza skorzystać z możliwości uzyskania przedterminowego zwolnienia warunkowego. Więzień odparł, że postara się "skorzystać ze swego prawa do takiego oswobodzenia". Wczoraj Chodorkowski i jego partner biznesowy Płaton Lebiediew złożyli taki wniosek w moskiewskim sądzie - podała agencja ITAR-TASS
Chodorkowski i Lebiediew odsiadują 13-letni wyrok. W ubiegłym tygodniu Moskiewski Sąd Miejski odrzucił ich apelację od grudniowego werdyktu sądu niższej instancji. Zostali skazani za rzekome przywłaszczenie 218 mln ton ropy naftowej i wypranie uzyskanych w ten sposób pieniędzy. W pierwszym procesie w 2005 r. zasądzono im osiem lat pozbawienia wolności za domniemane oszustwa podatkowe i uchylanie się od płacenia podatków.
We wniosku o zwolnienie Chodorkowski podkreśla, że do winy się nie przyznaje i w dalszym ciągu będzie zaskarżał wyrok w Europejskim Trybunale Praw Człowieka i w Sądzie Najwyższym Federacji Rosyjskiej.
Obaj więźniowie za kraty trafili osiem lat temu, mają więc już za sobą znacznie więcej niż połowę kary, a to zgodnie z rosyjskim kodeksem kryminalno-procesowym daje im pełne prawo do zwolnienia warunkowego.
- O wypuszczeniu więźnia po tym, jak odsiedzi połowę wyroku, decyduje sąd. Ale ta procedura działa jak automat. Warunkowe zwolnienie otrzymuje ten, kto w więzieniu nie łamał regulaminu, nie był karany. A konto mojego klienta jest absolutnie czyste. Nie ma więc podstaw do tego, by trzymać go za drutem kolczastym łagru - powiedział "Gazecie" Wadim Kljuwgand, obrońca Chodorkowskiego.
Kljuwgand, podobnie jak jego kolega, sławny adwokat rosyjski Jurij Szmit, obawia się, że władze mogą zorganizować wobec więźnia prowokację, która da powód, by wlepić mu karę dyscyplinarną i tym samym odebrać prawo do zwolnienia warunkowego.
- Tak już raz było. W 2008 r. Chodorkowski miał za sobą połowę pierwszego, ośmioletniego wyroku. I też mógł się ubiegać o zwolnienie. Ale wtedy władze łagru, w którym go trzymano, znalazły pretekst, by posadzić go do karceru z kryminalistą, a ten oskarżył mojego klienta o molestowanie seksualne i rzucił się na niego z nożem. Po tym wszystkim o zwolnieniu warunkowym można już było zapomnieć - wyjaśnia Kljuwgand.
Niedawno Aleksandr Kuczma, który oskarżał Chodorkowskiego o molestowanie, przyznał publicznie, że zrobił to pod presją władz więziennych.
Teraz los Chodorkowskiego zależy od Miedwiediewa i bliskiego prezydentowi Aleksandra Rejmera, dyrektora Federalnej Służby Wykonania Kar. Tylko oni mogą uchronić więźnia przed podobną prowokacją.
Miedwiediew - w przeciwieństwie do premiera Władimira Putina, który nie kryje osobistej nienawiści do byłego szefa Jukosu (kłopoty Chodorkowskiego zaczęły się, gdy zaczął opowiadać o rozpoczęciu kariery politycznej) - był już w 2003 r. przeciwnikiem aresztowania byłego oligarchy. Niecałe dwa tygodnie temu na konferencji prasowej prezydent oświadczył, że wypuszczenie Chodorkowskiego na wolność nie niosłoby za sobą "absolutnie żadnego niebezpieczeństwa" dla społeczeństwa rosyjskiego.
Wniosek Chodorkowskiego o zwolnienie warunkowe będzie więc, jak twierdzi Kljuwgand, wyzwaniem dla prezydenta, testem na jego samodzielność i stanowczość.