Przypomnijmy, że Romek we wrześniu zeszłego roku wybrał się na obserwowanie ptaków. Traf chciał, że obserwował ptaki w tym samym miejscu gdzie miało się odbyć polowanie dewizowe. Niemiecki myśliwy, kiedy zobaczył Romka, zrezygnował z polowania w tym miejscu. Dzień później Romek został zatrzymany i spisany przez Straż Leśną. Nadleśnictwo składające zawiadomienie na policję zarzuciło Romkowi, że złośliwie i umyślnie płoszył zwierzęta oraz że naruszył ostoję żubrów. Nadleśnictwo skarżyło się też, że Romek uniemożliwiając polowanie naraził na straty Skarb Państwa. Absurd oskarżenia Lasów Państwowych był tym większy, że leśniczy, który prowadził niemieckiego myśliwego zeznał, że Romek zachowywał się cicho i po prostu obserwował ptaki na polanie. Jeszcze zabawniejsze były zeznania strażnika leśnego, który uparcie twierdził, że Romek wszedł do ostoi żubrów ale nie potrafił wskazać na mapie miejsca gdzie to nastąpiło i nie mógł przypomnieć sobie gdzie zatrzymał nastolatka. W przeciwieństwie do służb leśnych opis sytuacji w zeznaniach nastolatka był przekonywujący i sensowny.
Sędzia uzasadniając wyrok zwrócił na to uwagę. Dodał też, żeby wyczerpać znamiona wykroczenia Romek musiałby płoszyć zwierzęta w sposób złośliwy i celowy, a tego nie robił i nie wynika to ze zeznań świadków. Ponadto uzasadniając wyrok sędzia dodał, że zgodnie z ustawą o lasach polowania nie są funkcją nadrzędną nad powszechnym dostępem ludności do lasu. I gospodarka łowiecka nie może oznaczać braku udostępniania lasów ludności. Kosztami procesu został obarczony Skarb Państwa ponieważ jak stwierdził sędzia nie można bezpośrednio obarczyć nimi Lasów Państwowych. Wyrok nie jest prawomocny. Nie wiadomo czy Lasy państwowe od niego się odwołają.
Źródło: Gazeta Wyborcza