http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zakaz stadionowy za oplucie rodziny

Piotr Żytnicki, Poznań
2011-05-27, ostatnia aktualizacja 2011-05-27 08:16

Krzysztof M., "Litar", szef Wiary Lecha, dostał wczoraj od prokuratora zakaz wstępu na mecze Lecha Poznań i reprezentacji Polski


Źródło: Monitoring stadionu
"Litar" atakuje rodzinę z dziećmi na meczu reprezentacji Polski w Poznaniu...
ZOBACZ TAKŻE
Ta sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie publikacja "Gazety". W styczniu ujawniliśmy zapis z monitoringu stadionowego, na którym szef poznańskich kiboli tuż przed meczem polskiej reprezentacji podchodzi do kibica w biało-czerwonym stroju. Popycha go, uderza głową, opluwa. Gdy z górnej części trybuny schodzą dwie kobiety i dzieci, "Litar" pluje w kierunku jednej z nich.

Zapis wideo miał klub i PZPN, ale policja zajęła się sprawą dopiero po naszej publikacji. Poszkodowany zeznawał, lecz bał się złożyć wniosek o ściganie "Litara". Prokuratura uznała jednak, że leży to w interesie społecznym. W połowie maja kibol dostał dwa zarzuty: naruszenia nietykalności cielesnej kibica i znieważenia przez plucie. Grozi za to grzywna lub rok więzienia.

Wczoraj prokuratura zakazała "Litarowi" zbliżania się do oplutego kibica i członków jego rodziny, którzy w śledztwie są świadkami. Nałożyła też zakaz stadionowy obejmujący "sportowe imprezy masowe z udziałem Lecha Poznań i reprezentacji Polski". Oznacza to, że "Litar" na mecze swojej drużyny nie wejdzie do końca śledztwa, a jeśli sąd nie zmieni tej decyzji, również do końca procesu.

Prokuratura nałożyła zakaz dopiero wczoraj, bo dwa tygodnie temu zarzuty przedstawiali "Litarowi" policjanci, którzy nie mają prawa stosować środków zapobiegawczych. Wysłali więc taki wniosek do prokuratury, a ta teraz się do niego przychyliła.

Władze Lecha, które od kilku miesięcy bagatelizowały nagranie z monitoringu, po zarzutach dla "Litara" zapowiedziały rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero. Miała ona wyłączność na stadionową gastronomię. Ale nadal współpracują z "Litarem", szefem Wiary Lecha, bo mimo zarzutów wciąż kieruje on stowarzyszeniem kibiców. A władze Lecha, jak twierdzą, szanują ich decyzję.

Tymczasem w środę prokuratura wyłączyła ze śledztwa przeciwko bojówkarzom Lecha wątek "Litara" i skierowała do sądu akt oskarżenia. Szef kiboli dwa lata temu wystawił fałszywe zaświadczenie o zatrudnieniu w swojej firmie kateringowej Łukaszowi W., ps. "Gucio", pseudokibicowi, który był karany m.in. za rozboje, kradzieże i posiadanie narkotyków. Policja zatrzymywała go 15 razy, odsiedział w sumie siedem lat.

Z dokumentem od "Litara" kibol poszedł do salonu Plusa, gdzie za złotówkę kupił telefon. Potem nie płacił rachunków. Prócz wyłudzenia telefonu prokuratura zarzuca mu udział w ustawkach.

"Litar" przyznał się do winy. Twierdził, że chciał pomóc koledze. Z prokuratorem uzgodnił już karę: pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, dozór kuratora sądowego i 5 tys. zł grzywny. Wyrok musi jeszcze wydać sąd.

Pozostaje on nie tylko szefem Wiary Lecha, ale także Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców. OZSK chce być dla rządu partnerem w dyskusji o bezpieczeństwie na polskich stadionach. Po zadymie w Bydgoszczy minister sportu zapowiedział jednak, że jeśli OZSK nie usunie ludzi z zarzutami, rząd nie będzie z nim rozmawiał.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':