Ustawa jest zwycięstwem zdrowego rozsądku nad propagandą i wygodnictwem. Czystą propagandą było bowiem ogłoszenie w 2000 roku bezpardonowej walki z narkotykami za pomocą wsadzania do więzień kogo popadnie (popadało najczęściej - co pokazują statystyki - nie na handlarzy, ale na użytkowników). A wygodnictwem to, że organy ścigania poprawiały sobie statystyki łapaniem użytkowników, zamiast dilerów.
Podpisany przez prezydenta rządowy projekt zmiany ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii daje szansę na realne prowadzenie w Polsce jedynej skuteczniej polityki antynarkotykowej: redukcji szkód. Według niej represja ma dotykać handlarzy twardymi narkotykami, użytkownicy zaś mogą być posłani na kursy profilaktyczne lub na leczenie.
Chwała rządowi, że odważył się ten krok zrobić, wbrew oskarżeniom, głównie
PiS-u, o rzekomej legalizacji narkotyków w Polsce. Dobrze byłoby, żeby za tym poszedł następny krok: wysupłanie pieniędzy na większą liczbę poradni antynarkotykowych, gdzie można by się leczyć ambulatoryjnie. Bo na razie jedyną propozycją dla osób uzależnionych jest szpital i zamknięty ośrodek.
Pieniędzy, ale też dobrej woli i świadomości trzeba, by wprowadzić w Polsce program metadonowy na taką skalę, na jaką potrzebny jest osobom, które nie potrafią zrezygnować z zażywania opiatów. Dzięki kontrolowanym dawkom matadonu - substancji znoszącej objawy głodu narkotykowego, ale nie dającej euforii - mogą normalnie pracować i żyć. To znaczy mogliby, gdyby wojewodowie, ze strachu przed oskarżeniem, że promują rozdawnictwo narkotyków, nie bronili się przed uruchamianiem poszczególnych miastach takich programów.
Programy metadonowe nie tylko pozwalają narkomanom normalnie żyć, ale też zmniejszają społeczne koszty narkomanii: oszczędza się na opiece społecznej i ściganiu przestępstw popełnianych przez narkomanów na głodzie. W Polsce nie mogą się jakoś przebić. Na cały kraj jest 15 ośrodków - w tym jeden obsługuje więziennictwo - leczących w sumie 800 pacjentów. Liczbę uzależnionych od opiatów szacuje się na 20-30 tys., więc to kropla w morzu potrzeb.