http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mubarakowi grozi kara śmierci

Robert Stefanicki
2011-05-24, ostatnia aktualizacja 2011-05-24 20:32

Były prezydent Egiptu Hosni Mubarak będzie sądzony za krwawą pacyfikację ulicznych protestów. Grozi mu kara śmierci.

SERWISY
Zabójstwo z premedytacją, wielokrotna próba zabójstwa, nadużycie władzy, malwersacja funduszy publicznych, nielegalne wzbogacenie - to lista zarzutów przeciw obalonemu w lutym prezydentowi ujawniona wczoraj przez prokuratora generalnego Mahmuda Abdel-Meguida. Zarzuty kryminalne przedstawiono także dwóm synom Mubaraka.

Dotąd wiadomo było, że Mubarakowie będą odpowiadali za nadużycia finansowe. Mówi się - choć dowodów jak dotąd nie przedstawiono - że rodzina rządząca Egiptem przez blisko 30 lat zgromadziła majątek wartości miliardów dolarów. Jej konta w bankach egipskich i zachodnich zostały zamrożone.

Ale lud egipski chce więcej. Swoją decyzję prokuratura ogłosiła przed kolejną planowaną na piątek wielką demonstracją na placu Tahrir w Kairze pod hasłem: "Osądzić Mubaraka". Rządząca krajem armia jest regularnie krytykowana przez młodych rewolucjonistów za zbytnią pobłażliwość wobec prominentów minionego reżimu. W końcu oficerowie, którzy są dziś u władzy, służyli wcześniej Mubarakowi. - Ustępują, ilekroć młodzież zdoła wyciągnąć na plac Tahrir dużą liczbę demonstrantów - zauważa politolog Hassan Nafaa.

Mubarak najpewniej będzie próbował wymówić się od odpowiedzialności złym stanem zdrowia. 83-latek kuruje się od dłuższego czasu w szpitalu wojskowym w Szarm el-Szejk po przebytym zawale. Jego synowie przebywają w kairskim więzieniu. Żona Suzanne w połowie maja również trafiła do szpitala z podejrzeniem ataku serca, choć zdaniem lekarzy był to raczej atak paniki. Zwolniono ją z aresztu, kiedy zgodziła się przekazać państwu aktywa warte 4 mln dol., w tym rezydencję w Kairze i zawartość kont fundacji charytatywnej jej imienia. - Nigdy nie uważałam, że należą do mnie - powiedziała była pierwsza dama. Nadal grożą jej zarzuty o korupcję.

Według gazety "Szoruk" Hosni Mubarak szukał ugody z nowymi władzami: proponował, że publicznie przeprosi za swoje autorytarne rządy i przekaże państwu majątek w zamian za amnestię. Decyzja prokuratury niweczy jego nadzieje.

Jeśli Mubarakowi zostanie udowodnione, że wspólnie z ministrem spraw wewnętrznych wydawał rozkazy strzelania do demonstrantów, może dostać karę śmierci.

W niedzielę sąd wydał pierwszy taki wyrok za tłumienie demonstracji w Egipcie: na śmierć skazano policjanta, który strzelając do tłumu, zabił 20 osób i 15 ranił. Decyzję przekazano do biura wielkiego muftiego, który reprezentuje w Egipcie władzę religijną i jest władny zatwierdzać lub odrzucać wyroki śmierci. Jednak mufti rzadko podejmuje inne decyzje niż cywilny wymiar sprawiedliwości.

To pierwszy, ale nie ostatni przedstawiciel sił bezpieczeństwa skazany za przemoc wobec protestujących. W sumie podczas 18-dniowego ludowego powstania w styczniu i lutym zginęło 846 osób. O karę śmierci prokuratura wnioskuje już dla kolejnych 14 policjantów. Grozi ona też b. szefowi MSW Habibowi al-Adlemu, którego skazano już na 12 lat za korupcję. Wielu Egipcjan liczy, że zobaczy znienawidzonego al-Adlego na stryczku.

Daty procesu prezydenta jeszcze nie wyznaczono, ale armia raczej nie będzie z tym zwlekać, nie chcąc wywoływać kolejnych protestów.

Tygrysy i gazele przeciw Kaddafiemu

NATO coraz intensywniej atakuje libijską stolicę Trypolis. Nocne, półgodzinne bombardowanie dzielnicy Bab al-Azizja, gdzie znajduje się centrum dowodzenia Muammara Kaddafiego, było najintensywniejsze od rozpoczęcia interwencji w Libii.

Według rzecznika libijskiego rządu zginęły trzy osoby, a 150 zostało rannych, bo choć samoloty celowały w opuszczone koszary, to trafiły cywilów mieszkających w pobliżu. Sojusz zaprzecza. - Ubiegłej nocy samoloty NATO uderzyły precyzyjnie naprowadzaną bronią w garaże przylegające do kompleksu Bab al-Azizja - oświadczył gen. Charles Bouchard z dowództwa operacji.

Francuski minister obrony Gerard Longuet zapowiedział, że Francja i Wielka Brytania wprowadzą do akcji w Libii śmigłowce uderzeniowe, aby wzmocnić skuteczność i precyzję nalotów. Według dziennika "Le Figaro" Paryż już wysłał do Libii 12 śmigłowców klas tygrys i gazela.

Do Bengazi, będącego nieformalną stolicą powstańców, przybył zastępca sekretarza stanu USA ds. Bliskiego Wschodu Jeffrey Feltman. Zapowiedział, że powstańcza Narodowa Rada Libijska wkrótce otworzy biuro w Waszyngtonie. Feltman pochwalił się, że USA dotychczas wydały na pomoc humanitarną dla Libii ponad 53 mln dol. Dla porównania: wojna w Afganistanie kosztuje USA 360 mln dol. dziennie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':