Sieć Łączności Rządowej- to oficjalna nazwa systemu.
ABW od 1 maja wydaje najważniejszym osobom w państwie telefony - a niektórym też laptopy - pozwalające na prowadzenie rozmów, których nie da się podsłuchiwać, i przesyłanie danych siecią, do której włamanie jest niemożliwe.
Rozporządzenie w sprawie uruchomienia sieci rząd wydał we wrześniu 2010 r. Do maja stu użytkowników testowało system. Rozporządzenie wymienia aż 33 kategorie osób, które mają być włączone do sieci. Oprócz prezydenta, premiera, wicepremierów, ministrów ich zastępców są tam m.in.: marszałkowie i wicemarszałkowie obu izb parlamentu, szefowie kancelarii premiera, Sejmu i Senatu, wojewodowie i wicewojewodowie, szefowie służb i policji, kierownictwo prokuratury generalnej, sędziowie Sądu Najwyższego, przewodniczący sejmowych komisji obrony, spraw zagranicznych oraz służb specjalnych, najwyżsi dowódcy w armii.
Oprócz nich szyfrujący telefon lub laptopa może dostać każdy, wobec kogo z takim wnioskiem wystąpi szef
MSWiA, jeśli uzna, że sprzęt jest mu potrzebny "w działalności bieżącej i w sytuacjach kryzysowych".
W sumie sieć przygotowana jest na przyjęcie 3 tys. użytkowników telefonów i 500 laptopów.
Słuchawka i kłódka Z wyglądu szyfrujące telefony nie różnią się od modeli dostępnych w sklepach. Użytkownicy SŁR dostają dwa modele Nokii. O tym, że nie są to aparaty standardowe, świadczy znajdująca się w menu ikonka z zielonym symbolem słuchawki i kłódki. Podczas prowadzenia rozmowy szyfrowanej ekran świeci zielonym światłem.
Klawiatura aparatu jest automatycznie blokowana, ale odblokowanie odbywa się nie za pomocą kombinacji na klawiszach, ale poprzez kod PIN. Trudno go złamać, bo do telefonu SŁR nie da się podłączyć żadnego zewnętrznego urządzenia. Próba połączenia z takim urządzeniem powoduje natychmiastowe skasowanie zawartości aparatu. To zabezpieczenie przed sytuacją, w której użytkownik traci telefon i ktoś niepowołany chciałby z niego skorzystać lub ściągnąć znajdujące się w nim informacje - np. rządową książkę telefoniczną. Skasowanie danych w przypadku utraty telefonu może się też odbywać z zewnątrz. VIP, który zorientuje się, że zgubił lub zabrano mu aparat, dzwoni na infolinię ABW, a stamtąd telefon jest czyszczony z zawartości.
Dodatkowym zabezpieczeniem aparatu jest dołączony do niego tzw. token, niewielki brelok, w którym raz na 24 godziny użytkownik wpisuje kombinację cyfr. Bez takiej rejestracji centrala odłącza telefon.
W telefonie nie można zainstalować karty pamięci. Nie można z niego też połączyć się z internetem poza wewnętrznymi sieciami urzędów i instytucji.
Jak to działa i ile kosztuje Samo posiadanie szyfrującego telefonu nie oznacza, że VIP nie musi obawiać się podsłuchów. Jeżeli minister dzwoni np. do swojej żony, która ma "zwykły" aparat, to podsłuchanie tej rozmowy jest możliwe. Warunkiem bezpiecznego połączenia jest posiadanie przez obie strony rozmowy aparatu w sieci SŁR. Wtedy przekaz jest niemożliwy ani do podsłuchania, ani - jak zapewnia ABW - do rozkodowania.
- Algorytmy do szyfrowania rozmów zostały zmodyfikowane przez naszych specjalistów, a system bezpiecznego laptopa został przez nich całkowicie stworzony. Obliczamy, że przy dzisiejszym poziomie wiedzy technicznej złamanie stosowanych w tej sieci algorytmów kryptograficznych zajęłoby ok. 50 lat - mówi kpt. Piotr Durbajlo, wiceszef departamentu bezpieczeństwa teleinformatycznego ABW.
Przez "bezpieczne" telefony można też prowadzić rozmowy niekodowane. Trzeba wtedy wyłączyć funkcję szyfrującą. Podobnie jest z laptopami, w których zainstalowano bezpieczny i normalny system łączności.
Użytkownicy sieci, którzy dostają teraz aparaty od ABW, nie muszą zmieniać numeru. Kartę ze swojego dawnego telefonu przekładają do nowego.
Połączenia nadal obsługuje komercyjny operator telefonii komórkowej (przez najbliższe trzy lata będzie robił to Plus GSM), ale te z nich, które mają być tajne, szyfruje zarządzana przez ABW Centrala Telefonii Niejawnej. Agencja nie ujawnia, gdzie się ona mieści. Kapitan Durbajło podkreśla, że Centrala jest niezależna od operatora, który nie "widzi" szyfrowanych połączeń.
SŁR kosztowała ok. 15 mln zł. To cena sprzętu, oprogramowania i serwerów. Bieżące koszty to utrzymanie centrali. ABW nie chce powiedzieć, ile osób w niej pracuje. Zapewnia tylko, że "niedużo".
Według kpt. Durbajły liczba 3 tys. użytkowników jest porównywalna z innym i państwami w Europie. W Niemczech i we Francji jest ich ok. 5 tys.
Podsłuch możliwy, ale... Czy urzędnicy wyposażeni w nowe telefony mogą bez obaw używać ich do nielegalnych działań, korzystając z możliwości szyfrowania? Według rzeczniczki Agencji ppłk Katarzyny Koniecpolskiej-Wróblewskiej - nie. - Jeżeli odpowiednie służby, sąd lub prokuratura potrzebowałyby tych rozmów dla celów dowodowych lub prowadzonych postępowań, mamy obowiązek dostarczenia im ich treści - zapewnia.
Na pewno "rządówek" nie da się podsłuchiwać z pominięciem zgody sądu, czyli w tzw. nagłym trybie.
Gdyby system działał w 2007 r., to nie takie proste byłoby podsłuchiwanie telefonów ówczesnego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka i komendanta policji Konrada Kornatowskiego. Ich połączenia ABW kontrolowała jako prowadzone przez "osoby nieznane". Dziś od razu zostałyby zakwalifikowane jako rozmowy w Sieci Łączności Rządowej.